Mówią, że dyrygent powinien mieć dystans. Nie sądziłem jednak, że aż taki – do własnych nut.
Jechałem właśnie na ostatnią próbę przed wyjazdem chóru na World Choir Games w szwedzkim Helsingborgu. Ostatnia próba to dla dyrygenta chwila szczególna. W głowie brzmią wszystkie wejścia sopranów, alty jeszcze raz zastanawiają się nad intonacją, tenory tradycyjnie są przekonane, że wszystko umieją, a basy… cóż, basy po prostu są. Krótko mówiąc – człowiek prowadzi samochód, ale mentalnie już stoi przed chórem.
W połowie drogi między Radzanowem a Płockiem spojrzałem w lusterko i zobaczyłem samochód, który niemal próbował zamieszkać w moim bagażniku. Kierowca – młody mężczyzna. Obok młoda kobieta. Samochód siedzi mi na zderzaku i… trąbi. Nie raz. Nie dwa. Bez przerwy.
Spojrzałem na prędkościomierz. Jadę zgodnie z przepisami. Pomyślałem więc z typowym spokojem człowieka doświadczonego życiem: „No pięknie. Kolejny mistrz kierownicy. Pewnie drażni go widok starszego pana, który ośmielił się wyjechać na drogę.”
Przez dwa kilometry koncert klaksonowy trwał w najlepsze. Gdy wreszcie nadarzyła się okazja, samochód mnie wyprzedził. Odetchnąłem z ulgą.
Niestety tylko na sekundę.
Bo zaraz potem zaczął gwałtownie hamować.
To już była przesada. Zatrzymaliśmy się. Z samochodu wysiadła młoda kobieta. Otworzyłem szybę, przygotowany psychicznie na wszystko – od wykładu o technice jazdy po propozycję udziału w kursie dynamicznego prowadzenia pojazdów.
– Proszę pana, pan wiezie na klapie bagażnika jakąś torbę.
– To niemożliwe – odpowiedziałem z pełnym przekonaniem. – Torbę mam przy sobie.
Pani podeszła na tył samochodu, przyjrzała się uważniej i po chwili oznajmiła:
– A nie… to nie torba. To laptop.
Laptopem okazał się… mój dyrygencki tablet.
Tak. Ten tablet. Z wszystkimi nutami. Dokładnie tymi, z których za kilka dni będę dyrygował podczas World Choir Games w Szwecji.
Widok musiał być imponujący. Samochód pędzący drogą, a na klapie bagażnika – niczym nowoczesna wersja bagażnika dachowego – elegancko podróżujący tablet. Gdyby ktoś to nagrał, internet miałby nowego bohatera.
Na szczęście etui mojego tabletu wyposażone jest w magnes. Producent zapewne projektował go z myślą o wygodnym zamykaniu okładki. Nie przewidział jednak zastosowania w charakterze zewnętrznego systemu transportu podczas jazdy z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. A jednak zdał egzamin celująco.
Przyznam, że odetchnąłem z ulgą. Jeszcze bardziej ucieszyło mnie jednak coś innego. W czasach, gdy wszyscy narzekamy na znieczulicę, dwoje młodych ludzi przez kilka kilometrów ryzykowało, że uznam ich za drogowych wariatów, tylko po to, żeby uratować kompletnie obcemu facetowi jego muzyczny świat.
Nie znam ich imion. Wiem tylko, że gdy w Helsingborgu chór zaśpiewa właściwe nuty, będzie w tym również maleńka zasługa pewnego kierowcy z wytrwałym klaksonem i jego równie spostrzegawczej pasażerki.
A ja?
Od dziś, zanim ruszę samochodem, sprawdzam już nie tylko światła, lusterka i pasy.
Sprawdzam również… czy przypadkiem nie przewożę repertuaru reprezentacji Polski na zewnątrz auta.
Robert Majewski © 2026

Ale przygoda 🙂 Udanego koncertu!!!
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję 😃
PolubieniePolubienie