The Roaring Waves
Steve Hackett & Steve Rothery
InsideOutMusic 2026, TT: 45’00”

Dla mojego pokolenia to nie jest po prostu dwóch świetnych gitarzystów. To dwa ważne kawałki muzycznej biografii.

Steve Hackett – Genesis, „Selling England by the Pound”, „The Lamb Lies Down on Broadway”, a później niezwykła kariera solowa. Steve Rothery – Marillion, „Misplaced Childhood”, „Clutching at Straws” i charakterystyczne gitarowe frazy, które często potrafiły powiedzieć więcej niż niejeden wokalista.

Po latach ci dwaj panowie spotkali się na jednej płycie – „The Roaring Waves”, która właśnie ujrzała światło dzienne.

Pomysł wspólnego albumu pojawił się jeszcze wcześniej, ale – jak wspomina Rothery – pierwsza właściwa sesja pisania materiału odbyła się w październiku 2016 roku. Potem przyszły kolejne lata, trasy koncertowe, własne projekty i nagrania, a obaj muzycy byli po prostu zbyt zajęci, żeby regularnie pracować razem.

Przełomem okazała się sesja w Racket Club – studiu Marillion – w 2018 lub 2019 roku. W ciągu zaledwie dwóch dni powstały pomysły na cztery z siedmiu kompozycji, które ostatecznie znalazły się na albumie.

Nie było wielkiego planu. Nie było komercyjnego projektu pod hasłem „Genesis meets Marillion”. Byli dwaj muzycy, którzy znaleźli trochę czasu, zamknęli się w studiu i zaczęli razem grać.

Hackett określa ich podejście do nagrania wspólnego materiału, jako trochę „old school” – jak spotkanie przyjaciół w garażu, żeby pograć i po prostu dobrze się bawić. Później materiał powstawał również w ich domowych studiach, a całość została dopracowana przy udziale Riccardo Romano.

Hackett mówi o ich współpracy wprost: „Kiedy najpierw jest przyjaźń, a dopiero później muzyka, znika element rywalizacji i właśnie wtedy może wydarzyć się coś naprawdę interesującego”. Rothery z kolei mówi o muzyce jako połączeniu melodii, emocji i atmosfery i dodaje rzecz niby oczywistą, a jednak w czasach gitarowych wirtuozów wartą przypomnienia: „kilka zagranych z emocją nut może powiedzieć więcej niż pięciominutowy pokaz techniki”.

Rothery określa też ich współpracę jako coś w rodzaju „kończenia muzycznych zdań” rozpoczętych przez drugiego gitarzystę. To bardzo trafne określenie. Jedna gitara rozpoczyna myśl, druga ją przejmuje, rozwija albo prowadzi w zupełnie innym kierunku.To nie jest dwóch gitarzystów grających obok siebie. To jest jedna rozmowa prowadzona dwoma gitarami i chwilami trudno usłyszeć kto jest kto.

Jest oczywiście charakterystyczny dla Hacketta klimat, trochę klasyki, trochę psychodelii, tajemnicy i eksperymentu. Jest też Rothery ze swoim niezwykłym wyczuciem melodii i przestrzeni. Ale najważniejsze jest to, co dzieje się pomiędzy nimi.

Motywem przewodnim albumu „The Roaring Waves” jest morze, które raz jest spokojne, raz niepokojące, czasem monumentalne, a czasem niemal nieruchome. Dla Rothery’ego to także bardzo osobisty kontekst. Dorastał w Whitby, nad Morzem Północnym, i wspomina, że zimą podczas sztormów słychać było huk fal. To właśnie te wspomnienia stały się jednym z punktów wyjścia dla koncepcji całego albumu.

Jest w tej historii również coś bardzo osobistego. Rothery wspomina, że jako piętnastolatek słuchał Genesis i uczył się grać na gitarze. Dziś, po kilkudziesięciu latach, nagrywa płytę z człowiekiem, którego muzyka była wtedy dla niego inspiracją. Przyznaje, że gdyby ktoś powiedział mu wtedy, że kiedyś będzie przyjacielem Hacketta i będzie spacerował z nim po tych samych ulicach Whitby, prawdopodobnie by w to nie uwierzył.

Album „The Roaring Waves” nie jest tylko spotkaniem dwóch legend gitary. To raczej spotkanie dwóch muzycznych pokoleń, dwóch osobowości i dwóch bardzo różnych historii, które okazały się zaskakująco kompatybilne.

W czasach, kiedy wielu gitarzystów wciąż próbuje udowodnić, ile dźwięków można zagrać w ciągu minuty, Hackett i Rothery nagrali płytę, która przypomina rzecz niby oczywistą, ale coraz częściej zapominaną, że muzyka nie musi krzyczeć, żeby robić wrażenie.

Ten album, to bardzo udane spotkanie dwóch wielkich gitarowych osobowości. Nie pojedynek, lecz dialog, Nie pokaz możliwości, lecz wspólna podróż.

Czasami wystarczy kilka dobrze zagranych nut, odpowiednia przestrzeń i dwóch facetów, którzy po prostu wiedzą, kiedy przestać grać.

Album „The Roaring Waves” Steve’a Hacketta i Steve’a Rothery polecam zdecydowanie.

Jacek Bulak © 2026

Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.