La Luce (Arie i pieśni)
Simone Kermes (soprano), Chór i Orkiestra Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej (MACV), Julien Salemkour (dyrygent)
Prospero Classical, Note 1 Music 2026, PROSP0141, TT: 57’00”
La Luce Simone Kermes należy do kategorii albumów budowanych wokół idei. To nie jest kolejny recital operowy ani zwykła kompilacja przebojów. To osobista muzyczna opowieść o świetle, rozumianym dosłownie i metaforycznie: nadzieja, pamięć, duchowość, zachwyt i wewnętrzna siła. Już sam program albumu budzi ciekawość. Obok Vinciego, Händla, Vivaldiego i Mozarta pojawiają się Morricone, Kilar, Preisner, Penderecki, Bernstein, a nawet Joe Sample.
Na papierze to wygląda jak przepis na estetyczny chaos. W praktyce okazuje się jednak, że Simone Kermes i twórcy projektu znaleźli wspólny mianownik dla wszystkich kompozycji. Nie jest nim styl, lecz emocja. Całość przypomina wiązkę światła przechodzącą przez pryzmat, tak przynajmniej chce ją widzieć Simone Kermes. Dla mnie to raczej eklektyczna muzycznie playlista, jaką dzisiaj „wszystkożerni” muzycznie ludzi składają sobie w serwisach streamingowych. Słuchając nagrania nie czuję jednak przypadkowego skakania między epokami. Wręcz przeciwnie, album prowadzi słuchacza przez kolejne muzyczne światy z naturalnością dobrze napisanego opowiadania.
W centrum tego świata znajduje się oczywiście Simone Kermes. Artystka od lat słynie z niezwykłego temperamentu scenicznego i odwagi repertuarowej, a jej intonacja pozostaje nienaganna bez względu na wysokość dźwięku czy charakter utworu. Tak jest i tym razem. Kermes śpiewa z niesamowitą swobodą, zarówno w rejestrach środkowych, jak i w partiach wymagających najwyższych sopranowych lotów. Dźwięk pozostaje czysty, stabilny i dobrze osadzony. Nie ma tu ani śladu przypadkowości ani walki z materiałem wokalnym. Sopranistka porusza się po całej skali głosu z imponującą pewnością i lekkością, a słuchacz może skupić się wyłącznie na muzyce i emocjach.
Najbardziej efektownie Kermes prezentuje się oczywiście w repertuarze barokowym. Wirtuozowskie arie Vinciego czy Dittersdorfa pozwalają jej zaprezentować oszałamiającą precyzję koloratur, ale również temperament i teatralny nerw. Każda kaskada dźwięków ma swój sens dramatyczny, a technika nigdy nie staje się pustym popisem. Nie mniej interesująco wypadają utwory późniejsze. Mozartowskie Vorrei spiegarvi, oh Dio otrzymuje interpretację pełną napięcia i emocjonalnej prawdy, natomiast Bernstein wnosi do programu odrobinę scenicznego blasku i lekkości.
Przy okazji warto zatrzymać się na chwilę przy One Day I’ll Fly Away Joe Sample’a. To jeden z nielicznych momentów na płycie, który pozostawia pewien niedosyt. Nie chodzi oczywiście o wykonanie Kermes, bo wokalnie jest ono znakomite, lecz o samą aranżację Jarkko Riihimäki. Pomysł jest czytelny i przez wielu aranżerów stosowany od dziesięcioleci. Fundament utworu tworzy bowiem dobrze rozpoznawalny motyw smyczkowy z arii Mozarta Soave sia il vento, pochodzącej z opery Così fan tutte. Cytowanie lub przetwarzanie klasycznych tematów w nowych kontekstach potrafi przynieść znakomite rezultaty. Sam mam do takich zabiegów dużą słabość.
Jednym z najpiękniejszych przykładów, jakie znam, były aranżacje polskich kolęd przygotowane przez Jerzego Dobrzańskiego dla Leokadii Rymkiewicz-Ładysz i Bernarda Ładysza (motyw smyczków z tej arii Dobrzański wykorzystał w kolędzie Wśród nocnej ciszy). Powstały wówczas opracowania szlachetne, naturalne i pełne szacunku dla oryginału, a jednocześnie wzbogacające go o nową jakość.
W przypadku One Day I’ll Fly Away rezultat okazuje się mniej przekonujący. Aranżacja sprawia momentami wrażenie przesłodzonej i szkolnej, jakby twórcy bardziej zależało na natychmiastowym efekcie niż na subtelności. To oczywiście drobna rysa na bardzo udanym albumie, ale tym bardziej zauważalna, że poziom pozostałych orkiestracji jest po prostu wysoki.
Największą niespodzianką albumu jest jednak jego część filmowa. Morricone, Preisner i Kilar mogliby w takim zestawieniu sprawiać wrażenie dodatku do repertuaru klasycznego. Tymczasem stanowią kluczowy element koncepcji. Szczególnie poruszająca okazuje się muzyka Preisnera. Zarówno fragment Podwójnego życia Weroniki, jak i przejmująca Lacrimosa niosą w sobie rodzaj skupienia, który dobrze współgra z przewodnią ideą światła jako pamięci i transcendencji. Kermes nie śpiewa tych utworów operowo. Pozwala muzyce oddychać, eksponując jej medytacyjny charakter.
Ważną rolę odgrywa również Orkiestra i Chór Musicae Antiquae Collegium Varsoviense Warszawskiej Opery Kameralnej pod dyrekcją Juliena Salemkoura. Zespół musi zmierzyć się z niezwykle szerokim spektrum stylistycznym i wychodzi z tego zadania obronną ręką. Szczególnie cenne jest zachowanie spójności brzmienia przy jednoczesnym respektowaniu odmiennych języków muzycznych poszczególnych utworów. Muzycy nie próbują na siłę ujednolicać repertuaru. Pozwalają mu zachować własną indywidualność.
La Luce nie jest płytą dla miłośników repertuarowej ortodoksji. Jest natomiast fascynującym świadectwem artystycznej wolności i dowodem na to, że światło może mieć wiele kolorów, a muzyka nie zna granic epok ani stylów. W wykonaniu Simone Kermes wszystkie te barwy układają się w intrygującą i poruszającą całość.
Robert Majewski © 2026
Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.
