Świat był po prostu zbyt interesujący, by zamknąć przed nim oczy (…) Pamiętam, że pewnego razu, kiedy uczyła się dopiero mówić, staliśmy we trójkę na zewnątrz w bezchmurną vermoncką noc, mając nad głowami wielki rozświetlony księżyc w pełni, Twoja babcia wskazała księżyc i powiedziała: „Spójrz, Sophie, księżyc, księżyc”, i mała Sophie zadarła główkę, powtórzyła to słowo, a potem pożądliwie wyciągnęła do góry rączki i zawołała: „Księżyc, księżyc… trzymać”. To składające się z trzech słów zdanie stanowiło dla mnie jedną z najbardziej niezwykłych chwil wczesnego dzieciństwa Twojej mamy”.
Śmierć pisarza, scenarzysty i reżysera filmowego Paula Austera skłania wdowę po nim, pisarkę i wykładowczynię Siri Hustvedt do napisania książkowej opowieści o ich byciu razem (wydaną przez Wydawnictwo Znak w tłumaczeniu Jerzy Kozłowski). W tej relacji, nazywanej przez nią dialogiem nacechowanym zaskoczeniem są czułość, humor, kłótnie, zmaganie się z samotnością; wzajemne inspirowanie się, walka o życie i wyścig z czasem, by zostawić po sobie jak najwięcej.
Paula Austera wyrok śmierci nie zatrzymuje. Pisze listy do swojego wnuka, dopiero co narodzonego, które ten ma przeczytać w przyszłości. Wspomina w nich choćby o jego babci i jednocześnie swojej żonie, której ojciec po przybyciu z Norwegii do Ameryki osiedlił się w „odludnym miejscu z pięknym pofałdowanym krajobrazem, bezkresnym niebem i zimami tak mroźnymi, że małe dzieci zamieniały się w lody na patyku”. Również o Wnukowej mamie i zarazem swojej córce: jej ciekawości świata, kłopotach i odrodzeniu się w szkole, talencie do śpiewania przekutym w sukces. Autor m.in. powieści „Trylogia nowojorska” oraz scenarzysta filmów „Dym” i „Lulu na moście” (również ich współreżyser) chce zdążyć napisać jak najwięcej. I jest szczęśliwy, że w ogóle zdołał zobaczyć swojego wnuka.
Jego żona Siri Hustvedt, m.in. nominowana do Nagrody Bookera i laureatka Nagrody Księżnej Asturii w dziedzinie literatury, w tej książce cytuje te listy dziadka do wnuka. Lecz nie skupia się tylko na tym. Wraca do początków relacji ze swoim przyszłym mężem: wzajemnego poznania się, rozstania z pewnego powodu, powrotu do siebie. Oboje wzajemnie się inspirują i mobilizują, osiągają sukcesy i poznają swoje wady, potrafią śmiać z siebie bez szyderstwa – na przykład, kiedy Auster nieświadomie wkracza do basenu, albo usilnie dąży do tego, by jego zięć poznał jedną z jego książek.
Jednocześnie mierzą się z dramatem związanym z synem Austera z pierwszego małżeństwa i z chorobą samego pisarza. Kiedy Siri mówi Paulowi, że nigdy nie przypuszczała, że stanie się ekspertką „od niedrobnokomórkowego raka płuca, a także jasnych i ciemnych stron stosowania inhibitorów punktów kontrolnych i tak dalej”, słyszy od niego, że „to tak jak z nowymi wojnami w wiadomościach. Człowiek odkrywa nazwy miast i miasteczek, o których nigdy nie słyszał, zanim rozpoczęły się walki”. W tej walce o życie są nazwy leków, huśtawki nastrojów, relacja z prawdziwymi przyjaciółmi, jak Salman Rushdie. Zresztą ten ostatni, kiedy w swojej książce „Nóż” (Dom Wydawniczy REBIS, 2024 r., tłumaczenie Jerzy Kozłowski) opowiada też o chorych pisarzach Rayu Carverze, Martinie Amisie i właśnie o Austerze, wtedy robi się naprawdę wzruszająco.
W „Księdze duchów” pojawia się zamach na World Tade Center, pandemia, wojna w Ukrainie i w Strefie Gazy. Ale też pewna czapeczka, narzędzia do pisania, kino nieme i baseball, naśladowanie rytmu kroków, kraciaste bokserki, lęk o innych, niebieskie krzesło, codziennie oswajanie się z samotnością („Przygotowuję kolację dla jednej osoby z takim samym skupieniem, z jakim przygotowywałam ją dla dwojga”). Ten proces oswajania się chwilami przypomina to, o czym pisała Joan Didion w „Roku magicznego myślenia” (Wydawnictwo Relacja, 2001 r., tłumaczenie Hanna Pasierska) – kiedy na pewnym etapie po śmierci swojego męża nie chce go „wypuścić”, nie chce „kończyć roku”, bo wie, że „w miarę jak będą mijały dni, styczeń przemieni się w luty, luty przemieni się w lato, nastąpią pewne zmiany”. Jednak proces oswajania się z nową rzeczywistością zdaje się nieodwracalny, jakkolwiek to przeżywamy. Zresztą sama Siri Hustvedt zauważa w pewnym momencie, że jej żałoba się nie skończy, ale będzie się zmieniać.
Autorka tej książki podkreśla, że Paul Auster, mimo kłopotów ze znalezieniem wydawcy jego książek nie zamierzał przestawać pisać. Twierdził bowiem, że robi to nie dla pieniędzy, nie dla chwały, nie dla czytelników, lecz dlatego, że musiał to robić. Dodaje, że słowa, które „napisał Paul, są bezcielesne i utrwalone na zawsze. Nigdy się nie zmienią ani nie znikną, dopóki czytelnicy jego książek będą utrzymywać je przy życiu”. Niech tak będzie.
Jakieś dwadzieścia lat temu, mniej więcej w czasie kiedy Paul i ja przeczytaliśmy biografię Wittgensteina pióra Raya Monka, wiele lat po jej wydaniu, wróciliśmy do domu po kolacji na mieście, położyliśmy się do łóżka i zamiast zasnąć, zaczęliśmy rozmawiać. Możliwe, że wyszliśmy od plotek na temat głównych aktorów tego wieczoru, z których wszystkich zapomniałam, i tak od słowa do słowa znaleźliśmy się w trakcie ożywionej dyskusji na temat Wittgensteina, aż spojrzałam na zegar: trzecia nad ranem. Powiedziałam: „Czy my jesteśmy normalni, o tej porze dyskutujemy o Wittgensteinie?”.
Rafał Kowalski © 2026
Siri Hustvedt, Księga duchów, tłumaczenie Jerzy Kozłowski, Wydawnictwo Znak, Karków 2026, ss. 416
