Koncert: Nula Stankiewicz i Janusz Strobel. Tak młodo teraz. Przyjaciele dla Magdy Umer”, Festiwal Stolica Języka Polskiego, Szczebrzeszyn, 5 sierpnia 2026 r.

Lubię takie wieczory. Bez wielkich scenicznych fajerwerków, bez hałasu i pogoni za efektem. Wystarczy kilka instrumentów, piękne piosenki i ludzie, którzy wiedzą, że w muzyce najważniejsze są emocje.

Taki właśnie był koncert „Tak młodo jak teraz”, poświęcony Magdzie Umer, który był finałem trzeciego dnia Festiwalu Stolica Języka Polskiego w Szczebrzeszynie. Już od pierwszych dźwięków było wiadomo, że to nie będzie zwykły recital. To było spotkanie z piosenkami, które przez lata dojrzewały razem z nami i które – choć powstały często kilkadziesiąt lat temu – wciąż potrafią poruszyć.

Nula Stankiewicz nie śpiewa tych piosenek po to, żeby je na nowo wymyślać. Śpiewa je z ogromnym szacunkiem i z własną wrażliwością. A Janusz Strobel… mam wrażenie, że jego gitara mówi równie wiele jak głos. Nie potrzebuje popisów ani wirtuozerskich gestów. Kilka dźwięków wystarcza, żeby stworzyć nastrój, którego nie da się zapomnieć.

Między piosenkami pojawiał się jeszcze jeden głos. Głos Magdy Umer – nieobecnej na scenie, a jednak stale obecnej tego wieczoru. Jej wspomnienia, krótkie refleksje i opowieści o piosenkach otwierały przed słuchaczami ich drugie życie. Nagle okazywało się, że za dobrze znaną melodią kryje się spotkanie, rozmowa, przyjaźń albo jedno zdanie zapamiętane na całe życie.

Te muzyczne opowieści dopełniały myśli Wiesława Myśliwskiego. Brzmiały tak, jakby od zawsze były częścią tych piosenek. Przypominały, że człowiek żyje nie tylko tym, co się wydarza, ale również tym, co potrafi ocalić w pamięci. Dzięki nim koncert nie był jedynie zbiorem pięknych utworów. Stał się opowieścią o czasie, o przemijaniu i o tym, że najcenniejsze rzeczy dojrzewają powoli – słowa, muzyka, przyjaźnie i ludzie.

Słuchając Nuli Stankiewicz i Janusza Strobla, pomyślałem, jak bardzo brakuje dziś takich piosenek. Takich, w których każde słowo ma znaczenie. W których tekst nie jest dodatkiem do melodii, ale jej równorzędnym partnerem. Osiecka, Przybora, Młynarski, Kofta… To przecież nie tylko autorzy piosenek. To poeci, którzy potrafili opowiadać o życiu z czułością, humorem i mądrością. Ich teksty nie starzeją się, bo mówią o tym, co w człowieku pozostaje niezmienne.

Pięknie zabrzmiała także muzyka. Dyskretna, elegancka, nigdy nachalna. Kompozycje Jerzego Wasowskiego, Jerzego Satanowskiego, Włodzimierza Nahornego czy Janusza Strobla nie próbują nikogo uwodzić na siłę. One po prostu płyną obok słów, pozwalając im wybrzmieć. I może właśnie dlatego tak mocno zapadają w pamięć. Towarzyszący Nuli Stankiewicz i Januszowi Stroblowi, giganci jazzu: C. Konrad – perkusja, P. Pańta – kontrabas, Mariusz „Fazi” Mielczarek nadali tym kompozycjom subtelny, precyzyjny, mistrzowski sznyt, który jeszcze podkreślił genialność tych piosenek.

Podczas wczorajszego koncertu miałem jeszcze jedną refleksję. W świecie, w którym wszystko dzieje się coraz szybciej, a kultura coraz częściej musi walczyć o uwagę z tysiącem bodźców, taki koncert staje się czymś więcej niż wydarzeniem artystycznym. Jest chwilą oddechu. Przypomnieniem, że warto słuchać uważnie, że warto zatrzymać się przy jednym zdaniu, jednej melodii, jednym wzruszeniu. To sprawi, że w tym ogarniającym nas zewsząd szaleństwie możemy jeszcze czuć się ludźmi, którzy czują.

Jacek Bulak © 2026