Mam z mamą jeden dobry obraz, z czasów, kiedy jeszcze była zdrowa. Ona była szkolną dentystką w mojej podstawówce. Nosiła bordowe kozaki na koturnie przywiezione z Paryża, wełnianą spódnicę w granatowo-czerwoną kratę i dwurzędową wełnianą kurtkę z błyszczącymi szklanymi guzikami. I jeszcze czapę z lisa czy z jakiejś tam nutrii. Szła szkolnym korytarzem. Wyglądała jak modelka. A ja byłam dumna, że to moja mama idzie taka piękna. Moja mama dentystka.

Katarzyna Surmiak-Domańska w swojej poprzedniej książce „Czystka” (Wydawnictwo Czarne, 2021 r.) nurkuje w „ciemnym jeziorze czasu”, dotyka ciemnych przedmiotów, zaciska na nich palce. Bywa jednak, że gdy próbuje „wynieść je na powierzchnię”, one „rozpadają się”, a jej rozmówcy „coraz bezradniej próbują wygrzebać fakty z pamięci” Spoglądają na nią „przepraszającym wzrokiem”… Lecz nie poddaje się; również w swoim najnowszym dziele (wydanym pięć lat później przez Wydawnictwo AGORA) chce rozmawiać o sprawach niełatwych i uniwersalnych. Podkreśla, że „najważniejszym źródłem” są dla niej „osoby dzielące się swoimi prywatnymi historiami”. Pyta ich na przykład, czy przeszłość „naszych rodziców, babć i dziadków” nadal coś z nami robi.

W książce „Świat przed nami nie istniał. Jak wojna została w naszych domach” jej Autorka jest zdania, że osoby mieszkające w Polsce mamy kłopot z przepracowywaniem „urazów i wstrząsów psychicznych”. Dodaje, że aby „coś przepracować, trzeba najpierw przyznać, że to coś w ogóle miało miejsce. W drugiej kolejności uznać jego wagę”, następnie „powinno zrobić się miejsce na opowiedzenie, wysłuchanie, zrozumienie, przytulenie”… Próbuje pójść tą drogą, dzięki czemu wszyscy zaangażowanie w tę książkę – ona, osoby czytające, rozmówcy – dowiadują się czegoś więcej o sobie nie tylko w kontekście przeszłości.

Aktualnie brzmi na przykład opowieść syna Stanisława Likiernika. Potomek tego żołnierza Armii Krajowej, uczestnika Powstania Warszawskiego odznaczonego Orderem Virtuti Militari przyznaje, że ojciec wobec niego miał wysokie wymagania, których ten nie zawsze spełniał. Po latach zdecydował się na psychoterapię, by „wszystko to, co ojciec we mnie ładował, z siebie wyrzucić”. Podobną drogą poszła kobieta, która opowiada, że wojenna trauma jej babci – była w tak zwanym Zieleniaku, gdzie podczas Powstania Warszawskiego przede wszystkim rosyjscy żołnierze w służbie niemieckiej dokonywali masowych gwałtów i morderstw na polskich kobietach – nie przeszła na nią; ma to być zasługą jej mamy, która większość tej traumy wchłonęła w siebie. Jeszcze inna rozmówczyni Autorki podkreśla, że jej mama podcinała jej skrzydła, nie przytulała jej i nie całowała – przez co ona obecnie tym bardziej stara się mówić do najbliższych (z wzajemnością) „kocham cię”.

Osoby, które były świadkami lub ofiarami okrutnych wydarzeń bywają podobne do rozregulowanych odbiorników radiowych. Jedni nie zatrzymują się w chęci głośnego prawienia o tym, czego doświadczyli („Sylwia zatykała sobie uszy, prosiła: >>Mamo, daj spokój, nie chcę tego słuchać, już to opowiadałaś…<<. Daremnie”). Inni zamykają się w sobie, jak niejaki Wujek Wacek, który „zaczął stygnąć, milknąć, mówił coraz mniej, aż przestał w ogóle. I tak stopniowo osuwał się w status wariata”. Albo ojciec Autorki; jako dziecko przeżył rzeź wołyńską, zaś po latach wolał mówić na przykład o przydomowych ogrodach na Kresach, które miały zakrywać „nie tylko ubóstwo, ale również smutek, cierpienie, nawet tragedie”. Ta książką udowadnia, że niekiedy więcej można wyczytać między wierszami.

Katarzyna Surmiak-Domańska stara się pokazać, że Historia to nie tylko przeszłość. I że warto o Niej pisać nie tylko przez pryzmat ważniejszych dat i postaci – także poprzez słowa tak zwanych zwykłych ludzi i przedmioty, na przykład lalka, portretowe zdjęcie, dziecięcy rysunek, mosiężny dzwonek z wygrawerowanym na nim napisem: „Dar Piotra Zięby, rok 1933”. Autorka nadaje temu formę momentami mocnych i sugestywnych opowieści – jak tych o egzekutorze działającym w polskim podziemiu, kobiecie przykutej do koryta, wspomnianym barwnym bohaterze Powstania Warszawskiego, właścicielce wypożyczalni kostiumów. Cytuje wiersze i teksty piosenek, odwołuje się do dziecięco-młodzieżowych zabaw i rytuałów. Umie też językowo pobudzić czytelniczą wyobraźnię choćby takimi zdaniami: „Przez jej wielkie błękitne oczy chciało się zajrzeć do środka”; „Wyrwane z szerszego kontekstu informacje otrzymane od ojca były jak strużka piasku, którą ten sypał przed sobą”; „Teraz, wczesną jesienią, wlewa do pokoju miedzianą poświatę. To ona mebluje wnętrze”.

Nade wszystko jednak ma chęć i odwagę dokonywać reporterskich operacji na otwartym sercu. W ten sposób starać się pomagać ukoić strach, dokonywać rekonstrukcji zerwanej pajęczyny przeszłości. Powiedzieć coś więcej o nas samych i o naszych bliskich, wysłuchać, zrozumieć, przytulić.

Pod koniec życia płuca miał zajęte przez raka, nie mógł mówić. Mimo to usiadłam przy nim i mówię: >>Dziadek, wiem, że umierasz, ale nie myśl, że tak łatwo się wywiniesz. Zanim umrzesz, musisz mi tu odpowiedzieć na sto pytań. Sto pytań do odchodzącego dziadka<<. I wyjęłam listę. Co mam zrobić, kiedy nie daję rady z dziećmi? Co mam zrobić ze swoim życiem zawodowym? Co mam zrobić, gdy jestem smutna? I on mi na te wszystkie pytania odpowiedział, mimo że już ledwo mówił. Dzięki niemu teraz wiem, jak żyć.

Rafał Kowalski © 2026

Katarzyna Surmiak-Domańska, Świat przed nami nie istniał. Jak wojna pozostała w naszych domach, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026, ss. 488