Mam już chyba dość wiedzenia. Coraz częściej jestem zmęczony nie tym, co robię, ale tym, co wiem. A właściwie tym, co każdego dnia próbuje mi się powiedzieć.
Rano biorę do ręki telefon i zanim zdążę umyć zęby, już wiem, co wydarzyło się w Polsce, co wydarzyło się na świecie, kto coś powiedział, kto odpowiedział, kto się oburzył, kto został odwołany, kto właśnie coś odkrył, czego jeszcze wczoraj nie wiedział, a także jaka będzie pogoda, co warto kupić i czego absolutnie nie powinienem jeść.
Telefon zawibruje, zegarek zawibruje, komputer coś wyświetli, telewizor coś zapowie, radio poinformuje. Nawet samochód potrafi dzisiaj poinformować mnie, że właśnie mam samochód. Żyjemy już nie w epoce informacji, tylko w epoce przymusowego informowania. Informacja nie pyta, czy chcę ją dostać. Ona po prostu przychodzi i najlepiej jeszcze natychmiast.
Kiedyś człowiek mógł powiedzieć: „Nie wiem” i to było całkiem normalne zdanie. Dzisiaj „nie wiem” brzmi niemal jak przyznanie się do życiowej porażki. Nie wiesz, co powiedział jakiś polityk o ósmej rano? Jak możesz? Nie widziałeś najnowszego filmu? O czym my w ogóle rozmawiamy? Nie znasz najnowszej płyty? To znaczy, że nie wiesz, co dzieje się w muzyce. Nie przeczytałeś najnowszego komentarza do najnowszego komentarza? Jesteś poza obiegiem.
To chyba najbardziej męcząca część współczesnego życia informacyjnego. Nie sama ilość informacji, ale oczekiwanie, że każda z nich wymaga naszej uwagi. Dawniej można było czegoś nie wiedzieć. Dzisiaj niewiedza zaczyna przypominać zaniedbanie.
Co więcej, zaczynamy żyć w rytmie cudzych emocji. Ktoś jest oburzony, więc my też mamy być oburzeni. Ktoś zachwyca się czymś, więc za chwilę wszyscy się tym czymś zachwycają. Ktoś ogłasza koniec świata, więc przez kilka godzin żyjemy w przekonaniu, że właśnie się skończył. Po czym pojawia się następna wiadomość i poprzedni koniec świata zostaje zastąpiony kolejnym. Informacyjny dzień nie ma już zakończenia i trwa 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, 365 dni w roku.
Potrzebuję ciszy. Nie tej absolutnej. Wystarczy zwyczajna cisza od informacji, bo informacja, podobnie jak jedzenie, może być dobra i potrzebna, ale jej nadmiar też szkodzi. Po całym dniu karmienia głowy kolejnymi nagłówkami człowiek wie czasem bardzo dużo, a jednocześnie ma wrażenie, że nie pamięta właściwie niczego.
I chyba właśnie dlatego coraz częściej mam ochotę powiedzieć sobie: nie muszę wiedzieć wszystkiego i to nie jest ignorancja. To jest higiena. Nie każda wiadomość jest moja. Nie każda wymaga mojej opinii. Nie każda zasługuje na moje emocje. Nie każdy spór trzeba rozstrzygać, nie każdy komentarz czytać, nie każdą sensację zapamiętywać.
Być może największym luksusem naszych czasów nie będzie już posiadanie większej ilości informacji. Będzie nim umiejętność wyboru tych kilku, które naprawdę są dla nas ważne. Resztę można czasem po prostu ominąć. Świat się od tego nie zawali. A jeśli zawali się akurat dlatego, że przez godzinę nie sprawdzaliśmy telefonu, to – szczerze mówiąc – i tak niewiele mogliśmy na to poradzić. Czasem najlepszą wiadomością dnia jest po prostu ta, że nic nowego nie musimy już dzisiaj wiedzieć.
Może więc najwyższy czas na mały bunt. Nie przeciwko informacji, ale przeciwko nadmiarowi. Nie chcę już wiedzieć wszystkiego. Nie dlatego, że przestało mnie obchodzić, co dzieje się na świecie. Właśnie dlatego, że nadal mnie obchodzi.
Chcę mieć czas, żeby coś zrozumieć. Chcę przeczytać książkę bez sprawdzania telefonu. Obejrzeć film bez komentowania go w trakcie. Posłuchać całej płyty, a nie algorytmicznej próbki mojego muzycznego gustu. Chcę wypić kawę, która nie jest jednocześnie przerwą między dwoma porcjami wiadomości. Chcę odzyskać prawo do zdania – „Nie wiem. I na razie nie zamierzam się dowiadywać”.
Informacyjny świat najbardziej nie lubi człowieka, którego nie potrafi czymś natychmiast zainteresować, przestraszyć albo wkurzyć.
Dlatego właśnie dzisiaj wieczorem, kiedy będę już leżał w łóżku spróbuję spędzić ten czas bez telefonu w ręku. Nie na zawsze. Bez przesady. Muszę przecież jeszcze sprawdzić, czy ktoś polubił mój tekst.
Fot.: SI
Jacek Bulak © 2026
