Jest w tegorocznych wynikach matur coś, co powinno dać do myślenia wszystkim reformatorom edukacji. W województwie mazowieckim język polski – 61,5 proc., matematyka – 62,4 proc. A angielski? 81 proc. Różnica niemal dwudziestu punktów procentowych.

Przypadek? Raczej lekcja, której szkoła sama sobie nie potrafi wystawić.

Bo z językiem polskim i matematyką uczniowie mają kontakt głównie dlatego, że muszą. Z angielskim – dlatego, że chcą. Filmy, seriale, YouTube, TikTok, gry, Discord, Reddit, dokumentacja do programów, sztuczna inteligencja. Angielski nie kończy się wraz z dzwonkiem. On zaczyna się po lekcjach.

To właśnie nazywa się automotywacją. Najpotężniejszą siłą w edukacji.

Żaden nauczyciel nie jest w stanie konkurować z nastolatkiem, który naprawdę chce coś zrozumieć. Kiedy motywacja płynie z wewnątrz, nauka przestaje być obowiązkiem, a staje się narzędziem do osiągania własnych celów. Wtedy nie liczy się ocena. Liczy się możliwość zagrania w grę bez tłumaczenia, obejrzenia filmu bez napisów czy porozmawiania z ludźmi z całego świata.

Paradoks jest prosty: najlepszy wynik na maturze osiąga przedmiot, którego szkoła nie jest jedynym nauczycielem.

Może więc zamiast kolejnych reform podstawy programowej warto zadać trudniejsze pytanie: jak sprawić, by uczniowie chcieli uczyć się polskiego i matematyki tak samo, jak chcą uczyć się angielskiego?

Bo szkoła może otworzyć drzwi. Ale tylko automotywacja sprawia, że ktoś przez nie przechodzi.

Robert Majewski © 2026