Dopiero teraz zaczęłam myśleć o jego poprzednich żonach, dlaczego zniknęły tak bezszelestnie, dlaczego jedna przestała wychodzić z domu, dlaczego druga odkręciła kurek od gazu, a teraz ja jestem trzecia, która nosi to nazwisko, byłam trzecia, poprawiła się, byłam. To tak, jakby nad całym tym czasem, który był pogrążony w ciemności, zapalił się reflektor, wszystko widać jak na dłoni, nagie, potworne, rzucające się w oczy, widoczne gołym okiem poszlaki, i jak skwapliwie uwierzyłam, że to były głupie, nierozumne, wybrakowane, niegodziwe stworzenia, które swoim odejściem w milczenie same ukarały się za to, że nie sprostały wyższej moralności, instancji, mierze, którą ja chciałam przyswoić.
Główna bohaterka tej książki (wydanej przez Wydawnictwo Filtry w 2026 roku, przetłumaczonej przez Krzysztofa Jachimczaka) próbuje uciec od tego, czemu zawierzyła i oddała się bez reszty, a co odebrało jej na przykład czułość i zdolność odczuwania radości. Ma na imię Franzi, zaś F. w tytule może też sugerować, że nie ją pierwszą, i nie ostatnią mogło spotkać coś takiego lub podobnego.
Franzi doznaje zła ze strony sadysty: jegomościa w śnieżnobiałej koszuli, z profesorskim tytułem, z inteligencją jako narzędziem tortur. Z powodu jego działań czuje, że jest żywcem pogrzebana, uwięziona w labiryncie własnego mieszkania. Skrzywdzona, znieważona „w każdym miejscu” próbuje uciec. Pyta, dlaczego ten ktoś tak bardzo ją nienawidził. Sugeruje, że może „nie lubił kobiet i zawsze musiał żyć z kobietą, przedmiotem swej nienawiści”.
W próbie ucieczki pomaga jej rodzony brat, z którym wydaje się mocno zżyta; w dzieciństwie składali sobie wiele obietnic, wśród nich tę, że „zamieszkają razem, gdy on będzie >>duży<<”. Opiekowała się nim, a teraz sama potrzebuje opieki. W tle pojawia się jeszcze tajemniczy wątek ich ojca, szczególnie podczas wydarzenia, którego Franzi doznaje w Egipcie, kiedy brat opuszcza ją na chwilę.
Proces tej ucieczki jest trudny, naznaczony skrajnymi emocjami. Jej symbolem może być scena przytulenia się rodzeństwa: „(…) jej ciało robiło z nią coś, czego nie mógł poskromić uściskiem, konwulsje, coraz silniejsze drgawki, wzdrygnęła się, próbując go od siebie odepchnąć, potem jednak znów kurczowo przywarła do jego płaszcza (…)”. Ona próbuje pozbyć się bólu, ale ból ten widzi choćby w cierpieniu wielbłąda i miejscowej kobiety spętanej sznurami. Jednocześnie stara się znaleźć nadzieję, jak wtedy, kiedy mówi, że Totmesowi III, następcy faraonki Hatszepsut, nie udało się w pełni wymazać jej śladów w historii.
Coś podobnego do bohaterki wykreowanej przez austriacką pisarkę Ingeborg Bachmann (1926-1973) – zachowując wszelkie proporcje – przeżywało wielu byłych więźniów obozów, którzy wolni, mimo upływu lat, mentalnie nie byli w stanie opuścić piekła. Zresztą w tej książce wątek obozowy i wojenny też się pojawia, choćby za sprawą pewnego mężczyzny spotkanego poza Europą. Wojna niesie śmierć, ale też miłość, do czego przyczynić się może na przykład postać brytyjskiego oficera. Tak jak pustynia może być ukojeniem, ale też sprawić, że oczy człowieka będą stawać się coraz bardziej puste… W każdym razie, wygląda na to, chodzi o to, by w świecie, który jest wielowymiarowym splotem światła i ciemności, nie padać przed nikim na kolana w geście poniżenia.
Szewcy nie robią butów pięknych, lecz trwałe, ci dwaj mężczyźni pracują na oczach wszystkich przez cały dzień, uśmiechają się, gdy ktoś się do nich przysiądzie, nie pozwalają mi zapłacić za herbatę, którą dla nich zamówiłam, każdy kupujący może usiąść w cieniu, dostaje do picia herbatę lub kawę, i może przyglądać się ich pracy. To nie jest odnajdywanie uroków prostego życia, lecz jedynie myśl, że nie mamy już okazji widzieć, jak powstają rzeczy, których potrzebujemy, że nasze dzieci nie wiedzą, skąd się bierze jedzenie, ubranie, że zbywane są zabawkami, które wypaczają ich fantazję, że wszystko jej chybione już w zarodku, że ich wiedza pozbawiona jest wszelkich fundamentów.
Rafał Kowalski © 2026
Ingeborg Bachmann, Przypadek F., przełożył Krzysztof Jachimczak, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2026, ss. 176
