Arie żałuje, że gdy dziadek żył, nie rozmawiał z nim o tym wszystkim więcej, ale sam Stanley wracał do swojej historii rzadko. Można sobie było wyobrazić dlaczego, z tego powodu wnuk też nie pytał. Używa metafory listu w butelce, którą ktoś wrzucił do morza. Można byłoby dostać się do treści w środku, przeczytać list, ale z całą pewnością miałoby to konsekwencje, butelka na przykład mogłaby się stłuc.
W tej książce (wydanej w tym roku przez Wydawnictwo AGORA) rabin Yehoshua Ellis – na marginesie: bardzo dobrze wspominam jego wizytę w śnieżycę w „moim” Muzeum Żydów Mazowieckich kilka lat temu – choć podkreśla, że został wychowany w racjonalnym judaizmie, i w jego „zestawie narzędzi” zamiast zaklęć są argumenty logiczne, przyznaje, że „może są domy, w których straszy, klątwy, które niszczą pokolenia, dybuki, które dręczą żywych”. Według niego pomóc zmierzyć się z tym może nazwanie zła złem, wydobycie go z ukrycia, przepracowanie; szacunek dla tego, kto tego zła doznał.
Paweł Piotr Reszka po pięciu latach reporterskiego milczenia dzieli się nowymi historiami. Mają swój początek w Polsce podczas II wojny światowej. W nich motywem przewodnim jest zawiedzione zaufanie, zbrodnia, dobro często prześladowane, społeczność wydająca różne wyroki, rozważania nad istnieniem fatum przenoszonym z pokolenia na pokolenie. Ktoś kogoś najpierw ugościł, następnie zaatakował… Ktoś inny wziął pod opiekę dziecko, a później rozważa, czy może się go pozbyć… Postawy wynikające ze strachu, chęci zysku, udowodnienia teoretycznej i zakompleksionej wyższości nad kimś, bo tak po prostu.
Te historie nie kończą się w 1945 roku, ciąg dalszy mają nie tylko w kraju nad Wisłą. Autor tych reportaży stara się rozmawiać z krewnymi sprawców i ofiar. Niektórzy z nich o tym, co się stało dowiadują się od niego. Jak reagują? Jedni są wstrząśnięci, inni przestraszeni i proszą, by nie podawać ich imion i nazwisk. Jeszcze inni powątpiewają, czy to wszystko prawda („Więc kto wie, co się wydarzyło w tej stodole, może jakaś różnica zdań była, nic nie usprawiedliwia tego, co się stało, absolutnie, ale może Antoni został czymś wyprowadzony z równowagi tak bardzo, że już nad sobą nie zapanował? Może oszukać go chcieli?”).
Pojawia się wątek fatum. Choroby, wypadki, nagłe zgony, jeśli chodzi o osoby związane ze sprawcami; rozważania, czy pewne sytuacje są następstwem tego, co w danej rodzinie stało się złego w przeszłości i zostało zatajone. Ewa zastanawia się, czy to możliwe, że wraca do niej „to zło dziadkowe”. Małgorzata nie wierzy w Boga, ale w fatum już tak, w powtarzalny schemat. Wiesław wie, że są rzeczy, których zwyczajnie wyjaśnić się nie da, istnieją, chociaż wolelibyśmy, żeby nie. Według Ireny „to, co złe, musi zostać ukarane, nieważne, że w innym pokoleniu, i jeszcze że ludzie zawsze potrzebują znaleźć jakiś sens tego wszystkiego, co się dzieje”.
Paweł Piotr Reszka spotyka się również z krewnymi tych, którzy zła doznali. W przypadku tych ostatnich, jeśli przeżyli, różnie potoczył się ich dalszy los. Z myślą o jednej z takich osób, mężczyzny, przyjeżdża do Polski jego potomkini: „Kochała go bardzo, gdy odszedł, zostawił po sobie pustkę, której nie można wypełnić. Wciąż za nim tęskni, za jego uśmiechem, spokojem, obecnością. Wyruszyła na spotkanie z nim. Odnalazła go na tej ulicy, klatce schodowej, w smaku malinowej herbaty, w białych kwiatach kasztanowca”.
Autor tej książki wraca w wielkim stylu. Pisze oszczędnie, bez patosu, co nie przeszkadza mu tworzyć zdań, które mogą chwycić za gardło i rozbudzić czytelniczą wyobraźnię. Jak fragment o wykopaniu ciała i ustawieniu go przed drzwiami sprawcy. Albo rozważania mężczyzny na temat jego brata („Był w smutku matki, w gniewie ojca”). Zapewnienie kogoś, że wróci do swojego kraju tylko po to, by zobaczyć, jak płonie. Czarny pył na notatkach, dziecko w lesie, histeria na widok zabawkowego samochodziku, dziadkowa duma z wnuka, kawałek sznurka na gałęzi drzewa, takie zdanie: „Minie kilka lat, nim Bóg przypomni mu, co zrobił”.
Dla pewnego Ariego poruszające jest to, że Paweł Piotr Reszka z dalekiej Polski postanowił napisać o historii jego dziadka. Można zaryzykować twierdzenie, że temu reporterowi za całą tę książkę będzie wdzięczny nie tylko Arie. Książkę, która boli oczyszczająco.
Już na emeryturze Stanley zapisał się na uczelnię, na kurs rzeźby. Jako tworzywo wybrał kamień, trudny materiał, wolał go niż na przykład drewno. Postanowił pracować z wielkim, ciężkim głazem, choć wykładowca mu odradzał. On jednak uparł się, codziennie na wózku ciągnął swój kamień na zajęcia, wreszcie skończył. Rzeźba jest dziś w domu syna, on sam ledwo może ją podnieść, przedstawia rybę. W tradycji hebrajskiej ryba jest symbolem nowego początku, nowego życia. Podaje się ją na Nowy Rok. Ciężki kamień, który człowiek z trudem dźwiga, po tym wszystkim nowy początek, metafora życia Stanleya.
Rafał Kowalski © 2026
Piotr Paweł Reszka, W tym domu już nie straszy. Reportaże o Żydach, Polakach i fatum, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2026, ss. 232
