Kiedy dziś myślę o Tanji, przychodzi mi do głowy jej zdziwienie, zdziwienie niemal wszystkim. Było tak, jakby wiele rzeczy widziała po raz pierwszy, chociaż – dobiegała już trzydziestki. Zawsze tak chciałam: patrzeć na świat jak po raz pierwszy – albo po raz ostatni. Michael mówi, z takiego oglądu można wyrabiać poezję.

Monika Helfer tą książką (wydaną przez Wydawnictwo Filtry w 2026 roku w przekładzie Arkadiusza Żychlińskiego) domyka historię swojej rodziny widzianą własnymi oczami. W „Tatusiu” (polska premiera w 2025 r.) najwięcej światła rzuca na swojego ojca traktującego literaturę jak świętość; jednocześnie nosi on maskę, którą trudno zdjąć nawet jego córkom. W „Hałastrze” (2024 r.) główną bohaterką jest babcia pisarki o urodzie wzbudzającej zawiść, pragnąca więcej choćby w sferze odpoczynku i miłości. Zaś w tej powieści Autorka główną postacią czyni swojego brata i jego wrażliwość w zderzeniu ze światem.

Helfer w „Lwim Sercu” przyznaje, że po napisaniu książek o swojej babci i ojcu była bardzo niespokojna. Być może chodziło o potrzebę przelania na papier opowieści o jej bracie, by poczuła spokój, i w pewnym sensie poczuł go też on: zecer chodzący tak, jakby jego nogi nie miały żadnego celu; malarz fantazjujący o byciu kimś innym; życiowo naiwny, ale umiejący podzielić się sercem z osobą, którą pokocha naprawdę, bardziej niż siebie.

Droga życiowa tego młodego mężczyzny splata się z losem dziewczynki i psa („Zostań ze mną, nie odchodź! Nazwę cię, jak ja cię nazwę, jak cię nazwę, nazwę cię: Szamasz. Jesteś moim bogiem słońca”); z tym czworonogiem czasem wyglądają jak dwa cudaki, nawet w pewnym momencie trudno ich odróżnić. Ma też do czynienia ze swoimi bliskimi, w tym ze swoją siostrą Moniką; także postaciami, które w jego życie wnoszą zarazem słodycz i gorycz. Choć i życie Moniki nie jest sielanką, na przykład w życiu prywatnym w relacji z dwoma mężczyznami.

W tej książce pojawiają się postacie znane z dwóch poprzednich, na przykład ciotka Irma i wuj Pirmin, który gdy wchodzi do kuchni, to trzeszczy podłoga i jęczy próg. Także retrospekcje, w tym chwile, kiedy dziewczynki opiekują się małym chłopcem i co z tego wynika; także późniejsza wyprawa tego chłopca do pewnej pieczary („to będzie odtąd moje gniazdo, będę tu przychodził każdego dnia i czuł się jak u siebie”).

Znaczenie mają tu też rzeczy, jak stare okno, wanna i „najpiękniejsze na świecie karty do gry”. Także subtelność i wrażliwość, również w sposobie, w jakim została napisana ta książka („biała chłopięca koszula, złożona rękami, których już nie było”), szczególnie jej końcowa część. Przetłumaczone to wszystko jest przez Arkadiusza Żychlińskiego z wyczuciem oraz użyciem słów i zwrotów takich, jak „szałaput”, „dygnął wpierw tycio”, „gupiory”, „żył w łoskocie jego skarg”. On też zresztą przełożył na polski „Hałastrę” i „Tatusia”.

Ta książka jest pochwałą tego, by w swojej orbicie mieć chociaż jedną osobę, na której wsparcie można liczyć, by dzięki temu nie czuć się w pełni samotnym również w tłumie. By być osobą bardziej uważną („za dużo robiliśmy, a za mało patrzeliśmy”). I żeby z pewnymi sprawami nie czekać, nie odkładać ich na później („Ale następnego dnia znowu zapomnieliśmy o naszym postanowieniu”). Może to wszystko jest wyświechtane, ale ciągle i jakże istotne.

Chcieliśmy zrobić wspólnie książkę, coś wyjątkowego, czerpany papier, skład ołowiowy, starannie dobrane książki, kolorowane akwaforty, wszystko jego projektu, oprawa szyta nićmi, zakładki tasiemki, okładka z koziej skóry z wytłoczonym tytułem, nakład dwadzieścia egzemplarzy, z własnoręcznymi podpisami nas dwojga. Trzydzieści trzy wiersze prozą.

Rafał Kowalski © 2026

Monika Helfer, Lwie serce, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2026, ss. 204