Debussy. Rameau
Víkingur Ólafsson, piano

Deutsche Grammophon, 2020, 79’ 08”

plyta miesiaca new  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star plyta miesiaca new

Víkingur Ólafsson spent half a year composing the program of the album. For four months he’s been changing the order of the recordings. It was not meant to be another album in his career but rather a musical essay, showing what unites what unites Debusse and Rameau: a high level of individualism and a synthesizing approach to musical matter.

Karierę pianistyczną Víkingura Ólafssona można określić jako nieustanną ucieczkę przed zaszufladkowaniem. Jego debiut dla wytwórni Deutsche Grammophon zawierał etiudy Philipa Glassa. Szefowie firmy zachęcali go, aby dalej szedł w tym kierunku. Minimalistyczny chłód kompozycji Glassa Islandczyk oddał znakomicie. Ólafsson poszedł jednak własną drogą i nagrał album z kompozycjami Bacha. Znowu wyszło wybornie. Tym razem poproszono go o więcej Bacha. I znowu Ólafsson zdecydował inaczej. Jego trzeci album dla Deutsche Grammophon – „Debussy. Rameau” – to ambitny projekt, będący w istocie podwójnym portretem i eksperymentalnym kolażem utworów dwóch kompozytorów, których dzieli niemal wszystko: trzy wieki, styl i charakteru muzyki. Po wysłuchaniu albumu okazuje się, że różnice są tylko pozorne. A może inaczej – pozorne, ale tylko pod palcami Víkingura Ólafssona.

Ólafsson poświęcił pół roku na ułożenie programu płyty. Przez cztery miesiące zmieniał kolejność nagrań. To nie miał być kolejny album w jego karierze, a raczej muzyczny esej, ukazujący, co łączy Debussego i Rameau: wysoki poziom indywidualizmu i syntezujące podejście do materii muzycznej.

Nagranie otwiera transkrypcja preludium do kantaty Debussego „La Damoiselle Élue”, opartej na wierszu i malarstwie Dantego Gabriela Rossettiego. Przedstawia ona niemożliwą rozmowę między patrzącą z nieba kobietą a jej kochankiem. Początek albumu jest zarazem koncepcją całości: oto Ólafsson prowadzi rozmowę między Rameau a Debussym – fizycznie nierealną, intelektualnie i duchowo jak najbardziej możliwą.

Ólafsson thus created his own world, a musical microcosm. „Debussy. Rameau” is a kind of a concept album. An attempt to capture the elusive.

Niejednoznaczne zakończenie „Preludium”, prowadzi nas bezpośrednio do „Le Rappel des Oiseaux” Rameau. Utwór ten – jak mówi pianista – kochał od zawsze i podziwiał w interpretacji Emila Gilelsa.

Słuchając Gilelsa Ólafsson zastanawiał się, dlaczego muzyka Rameau nie jest zbyt często nagrywana? Powodem jest chyba jej nieprzewidywalność i bogactwo treści, a to dla Rameau było ważniejsze niż forma. Te cechy przypominały mu Debussy’ego. Przeczucie wkrótce zamieniło się w pomysł na album.

Płyta pomyślana została jako playlista, żyjącą własnym życiem i będąca w tym przypadku osobnym dziełem muzycznym. Tu nie ma nic przypadkowego – począwszy od wyboru kompozycji, poprzez ułożenie ich w odpowiedniej kolejności, aż po połączenie tonacji między sąsiadującymi utworami. Vikingur Ólafsson w ten sposób stworzył swój własny świat, muzyczny mikrokosmos. „Debussy. Rameau” to swoisty album koncepcyjny. Próba uchwycenia nieuchwytnego.

Ars longa, vita brevis – życie jest krótkie a sztuka wieczna. To łacińskie motto najpełniej oddaje sztukę pianistyczną Víkingura Ólafssona, którą uwielbiam i bez której nie mogę się obyć, szczególnie teraz. Jeśli uda mi się zobaczyć, co stanie dalej ze światem, to muzyka Víkingura będzie tą, która już zawsze – i na zawsze – będzie dawała mi wytchnienie.

Proszę choćby posłuchać jak Islandczyk gra trzyczęściowe interludium „The Arts and the Hours” z opery „Les Boréades” Rameau. Do tej kompozycji powstał video-clip. Każdą z części ilustrują zdjęcia ludzi żyjących pasją obsesyjnego kolekcjonowania. Bo oprócz zdrowia i najbliższych, to właśnie pasja nadaje największy sens życiu. Nie tylko w czasach zarazy.

https://www.youtube.com/watch?v=qTwqBVt2Clw