Trzeba mieć oko, by tych umarłych dostrzec, nie wszyscy widzą, niektórzy żywi udają, że nic się nie stało, że wszystko jest po staremu, mamy wreszcie pokój, więc trzeba żyć, bo życie toczy się dalej, ale kiedy spojrzy się pod pewnym kątem, to widać w oknach i bramach cienie, widać na placu i w uliczkach, przesuwają się cicho, bo cienie milczą, nie rozmawiają, nie śpiewają, tylko czasem zawodzą, ale to zawsze można zwalić na wiatr, więc tylko nieliczni widzą cienie, czasem wejdą w cień i wtedy kąciki ust opadają, jakby przypomnieli sobie coś smutnego (…).

To kolejna powieść autorstwa Wit Szostak (wydana przez Wydawnictwo Powergraph w 2026 roku), w której tajemnica płynie krętą drogą przez czas i przestrzeń; meandruje przy tym niekiedy w sposób poetycki. Ponadto Autor szanuje osobę czytającą, gdyż – choć nie stroni od pewnych aluzji – nie sugeruje wprost, pobudza czytelniczą wyobraźnię. I poniekąd jeszcze oddaje hołd Królewskiemu Miastu.

W „Rumowiskach” (Powergraph, 2023 r.), dwie Szostakowe książki wcześniej, ktoś próbuje rozwiać mgłę tajemnicy okrywającą Dziadka, który tym poszukiwaniom się wymyka. Ten ktoś pyta przy tym, czy „opowiadając cudze opowieści” dotyka w ogóle Dziadka, czy tylko „sposobów opowiadania innych ludzi?”. To pytanie w pewien sposób wraca w „Suchych strugach” – kiedy jedna z postaci sugeruje, że opowieść nie ocala od zapomnienia, lecz „w najgłębszym sensie” jest „wymazywaniem. Każde zdanie jest przepisaniem osoby na słowa, bezpowrotną stratą. Nie da się tego procesu odwrócić”. Dlatego, jeśli podczas lektury „Strug…” chce się uchwycić pewnych bohaterów, trzeba mieć na uwadze, że oni nie kroczą prostą drogą, i niekoniecznie chcą być uchwyceni.

Sprzyja temu Autor, który nie daje gotowych odpowiedzi. Rozsnuwa mgłę do tego stopnia, że można się zastawiać, czy dana postać i sytuacja na kartach tej książki nie są dzieckiem wyobraźni postaci innej. Wobec tego może, zamiast zastanawiać się na przykład, czy prawdziwa jest relacja Lutnika i Niedorzecznej, warto się skupić na samym opisie konkretnej sytuacji. Choćby na opowieści Lutnika „o wszystkich tych legendarnych skrzypcach, o sekretach i zwykłych rzemieślniczych sztuczkach”, który w ten sposób uczy Niedorzeczną „skupienia i cierpliwości, a ona potrafiła słuchać, bo miała całe pokłady skupienia i cierpliwości w sobie, i lubiła głos Lutnika, lubiła jego opowieści o drewnie”. Wtedy dociera do niej, że „piękno bierze się z uważności i długiego patrzenia, z cierpliwego obcowania z przedmiotem, w którym dopiero ta praca przyzwyczajenia pozwala wydobyć to, co piękne”.

Meandruje też wątek kobiety, mężczyzny i ich dziecka… Owszem, można się pewnych rzeczy domyślać, kiedy pojawiają się słowa o bojówkach, krakowskiej dzielnicy przez wiele lat związanej z pewną społecznością (w ogóle dużo w tej książce Królewskiego Miasta z jego ulicami, miejscami, tramwajami i platanem na Wiślnej), żołnierzach, sugerowaniu się bardziej wujami i przodkami niż rozwojem miłości… Serce może rozdzierać sytuacja, kiedy kobieta znów dostrzega swoich najbliższych, i to serce może się radować, gdy czuje się Szostakowe docenianie kobiecej ambicji uwięzionej w codziennych obowiązkach… Tyle że Autor zdaje się przede wszystkim zachęcać do tworzenia własnych odpowiedzi na pewne pytania, wątpliwości; do pobudzenia własnej wyobraźni, szukania głębi w czymś, co wydaje się zwyczajne i oczywiste, jak ściana budynku. W tym konkretnym przypadku może przyjść na myśl jeden z wierszy autorstwa Marcin Świetlicki INFO – w którym jest stanięcie pod oknami znajomego budynku i poczucie wibrowania jakiegoś wspomnienia; architektura bywa niema, lecz mieszkająca tu zeszła miłość, niewykluczone, znów zechce (pod powiekami, ale i na żywo nawet) oprzeć się o ten mur, opierając się.

Wit Szostak prócz tego, że pozytywnie gmatwa i zachęca, umie też literacko zachwycić; jak tym opisem rzeczywistości miasta zaraz po wojnie, a w nim przedstawieniem postaci, która czuje się zbędna („Brnę w ludzkiej mazi, sama jestem mazią, przecinkiem w nawale słów i pokrzykiwań (…). Mimowolnie się rozstępują, rozumiem. Nie mam sił, by przepraszać, potrafię znieruchomieć. Cena gry w niebycie. Stawanie się cieniem, przemykanie nocami, nasłuchiwanie psów, poprzedzają ludzi. Sylwetki z widłami, zapach nafty, nawoływania. Wyczuwanie złych myśli. (…) Wsłuchiwanie się w każdy odgłos, ćwiczenia z uważności. Uczenie się świata dźwięków”). Potrafi też słownie ożywić ścianę kamienicy, kiedy pisze, że jest brzydka, poraniona, wygląda jak atlas chorób skóry, lecz zdaje się tętnić życiem.

Umie również błysnąć poetycko. W powieści „Wylinka” (Powergraph, 2025 r.), poprzedniczce „Suchych strug”, pisze o pajęczynie pokrywającej się rosą i wyglądającej jak drogocenny naszyjnik, albo o świerkach smukłych jak filary w katedrze. W „Strugach…” można przeczytać o pamięci przeciekającej jak ściana, przesączaniu się szczelinami i znikaniu, byciu oblepionym przez tajemnicę, pajęczynach tajemniczych linii biegnących wzdłuż spoin; i o tworzeniu się nowych języków fastrygujących pustkę, cerujących wszystko, co podtrzymuje życie.

Wit Szostak wydaje się też puszczać oko, kiedy w kilku miejscach tej powieści nawiązuje do kluczowych słów i zjawisk w swoich poprzednich powieściach; jak wtedy, gdy pisze: „A my, właśnie dzięki wyborowi, stajemy się kimś innym, kto odrzucił dawnego siebie jak wąż zrzucający wylinkę”; albo kiedy kilka razy pojawia się słowo „rumowisko”, i strugi płynące do podziemi, gdzie są tajemnice… Kto wie jednak, czy w ten sposób nie podkreśla, że tak naprawdę wciąż pisze jedną wielką powieść… W każdym razie również w „Suchych strugach” daje się wyczuć duch nieodżałowanego mistrza słowa Wiesława Myśliwskiego: z jego szukaniem niezwykłości w zwykłości, poetyckością w prozie; sugestią, że otoczeni jesteśmy bez przerwy umarłymi jak obecnymi, a świat dookolny dzieli się na to, co martwe i żywe.

(…) i dlatego jestem sama, zaciekawiona zaciekami, studiująca je uważnie, bo jestem bodaj jedyną osoba na świecie, która potrafi czytać tę księgę, choć języki, w których została napisana, są już martwe i nieme, nie ciekną i nie płyną, są jak suche strugi, zastygłe ślady ruchu. Ale zbieram się w sobie, staje na palcach i sięgam dłonią tam gdzie tylko mogę i sięgam wzrokiem tam, gdzie coś widać. I próbuję opowiedzieć o tej ścianie i o sobie. Cóż więcej mogę, poza wyprawami po twarożek i rzodkiewkę.

Rafał Kowalski © 2026

Wit Szostak, Suche strugi, Wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2026, ss. 336