Antonio Vivaldi: Le quatro stagioni, op. 8. Fabian Müller: Prélude & 3 Intermezzi 
Silvan Dezini, Ensemble Ostinato
Claves Records 2026, CD 3132TT: 66’22”

Przyznajmy: “Cztery pory roku” Vivaldiego mogłyby już dawno przejść na zasłużoną emeryturę. Tyle razy grane, nagrywane, analizowane – a jednak wciąż znajdują wykonawców, którzy potrafią sprawić, że brzmią tak, jakby właśnie zostały napisane. Ten album jest jednym z tych szczęśliwych przypadków. 

Zamiast kolejnej próby “zrewolucjonizowania” “Pór roku” dostajemy kameralny zespół siedmiu muzyków, którzy grają tak, jakby naprawdę słuchali siebie nawzajem. Brzmienie jest przejrzyste, sprężyste, a przy tym pełne wdzięku. W centrum stoi skrzypek Silvan Dezini – artysta, który najwyraźniej nie odczuwa potrzeby udowadniania światu, że potrafi zagrać szybciej i głośniej niż wszyscy inni. I całe szczęście. Jego interpretacja jest elegancka, lekka, chwilami niemal figlarna, ale zawsze stylowa. 

„Lato” nie wpada tu w histerię, „Zima” nie zamraża wszystkiego przesadnym dramatyzmem, a „Jesień” bawi się bez ciężkich butów. Nawet gdy pojawiają się bardziej wyraziste efekty artykulacyjne, są one jak dobrze dobrana przyprawa – wzmacniają smak, ale nie dominują potrawy. 

Do tego dochodzi sprytny pomysł z dołączeniem utworów Fabiana Müllera. Jego Prélude & 3 Intermezzi nie próbują poprawiać Antonio Vivaldi (co byłoby aktem odwagi graniczącym z brawurą), lecz tworzą atmosferę, w której znane koncerty brzmią inaczej – jakby ktoś uchylił okno i wpuścił świeże powietrze. Müller subtelnie prowadzi nas przez burze i chłody – i nagle okazuje się, że słuchamy „Pór roku” z większą uwagą niż zwykle. 

A kiedy pojawia się Follia, robi się naprawdę interesująco. Dwie partie skrzypiec wdają się w pełną temperamentu rozmowę, momentami przypominającą uprzejmą, lecz stanowczą wymianę zdań. Basso continuo nie stoi z boku – reaguje, komentuje, czasem nawet prowokuje. 

Największą zaletą tego nagrania jest jego naturalność. Techniczna swoboda Deniziego jest oczywista, lecz nigdy ostentacyjna. Zespół nie tworzy tła, lecz partneruje z wyczuciem i energią. Całość ma w sobie coś rzadkiego: klasę bez nadęcia i humor bez przerysowania. 

Krótko mówiąc – jeśli ktoś uważa, że z Czterech pór roku nie da się już wycisnąć nic nowego, powinien posłuchać tej płyty. Okazuje się, że czasem wystarczy inteligencja, wyczucie i odrobina dystansu, by arcydzieło znów zabrzmiało świeżo. 

Robert Majewski © 2026 

Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.