Antonio Vivaldi: The Four Seasons
Luka Šulić, Archi dell’Accademia di Santa Cecilia, Luigi Piovano

Sony Classical, 38’ 27”

rm red star  rm red star  rm red star

(Pierwotnie tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej Płock, 8 marca 2020 r.)

The main reason (and probably the only one) why you should pay attention to this recording is the fact that the Šulić’s album is the first realization of Vivaldi’s masterpiece for cello

Po siedmiu latach koncertowania po świecie z duetem 2CELLOS, Luka Šulić powrócił do klasycznych korzeni. Jesienią ubiegłego roku wydał swój pierwszy solowy album z „Czterema porami roku” Antonio Vivaldiego.

Nagrania dokonano w studiach Forum Music Village w Rzymie – dawnym domu Ennio Morricone. Wiolonczeliście towarzyszy orkiestra Archi dell’Accademia di Santa Cecilia pod dyrekcją Luigiego Piovano. Głównym powodem (i chyba jedynym), dla którego warto zwrócić uwagę na to nagranie jest fakt, że płyta  Šulicia jest pierwszą realizacją arcydzieła Vivaldiego na wiolonczelę. Jak wiemy, „Cztery pory roku” w oryginale są koncertami skrzypcowymi.

Šulić jest absolwentem londyńskiej Royal Academy of Music. Ma na swoim koncie wiele prestiżowych nagród, w tym pierwszą nagrodę na VII Międzynarodowym Konkursie Wiolonczelowym im. Lutosławskiego w Warszawie (2009). Nic dziwnego – to wspaniały wirtuoz.

Luka Šulić zyskał światowe uznanie nie jako muzyk klasyczny. W 2011 roku połączył siły z uznanym wiolonczelistą Stjepanem Hauserem, z którym założył 2CELLOS. Duet przekracza granice różnych gatunków muzycznych i jest jednym z najpopularniejszych artystów crossoverowych naszych czasów. Ich koncerty przypominają rockowe show i gromadzą tysiące ludzi.

– Uwielbiałem „Cztery pory roku” Vivaldiego od dziecka – mówi Luka Šulić. – Zawsze chciałem je zagrać na wiolonczeli, lubię podejmować nowe wyzwania – wyjaśnia, zdradzając powody, dla których wybrał tę kompozycję na swój solowy album.

– „Cztery pory roku” to bardzo wymagający utwór na skrzypce, nie mówiąc już o wiolonczeli, więc był to dla mnie długi i trudny proces – mówi Luka Šulić. – Spędziłem dwa lata, przygotowując aranżację, krok po kroku, kawałek po kawałku. Mam nadzieję, że słuchacze odczują to samo podekscytowanie, które towarzyszyło mi podczas pracy nad albumem.

In short, Luka Šulić recorded a masterpiece that doesn’t shine

No cóż, ja takiej ekscytacji nie czuję. Prawdą jest, że interpretacja Šulicia przełamuje granice i jest na swój sposób oryginalna, a solista i orkiestra to prawdziwi wirtuozi. Z pewnością zyska uznanie jego fanów, ale mnie jakoś za serce nie chwyta. I to nie dlatego, ze znam wiele lepsze wykonania. W interpretacji Šulicia nie słyszę vivaldiańskiej finezji – tego szaleństwa zimowej zamieci, letniego rozleniwienia, wiosennego wybuchu życia i jesiennej zadumy. Wiolonczelista stara się to osiągnąć, ale to substytut tego, co wcześniej wyszło spod palców Biondiego, Carmignoli, Schayegh i paru innych wielkich skrzypków. Krótko mówiąc, Luka Šulić nagrał arcydzieło, które nie jarzy się pełnym blaskiem, a brzmienie wiolonczeli solo niezbyt pasuje do tej kompozycji.