Toc-Toc
Ed Motta
Edel Music & Entertainment GmbH 2026, TT: 44’00”

Ed Motta to jeden z najbardziej oryginalnych brazylijskich muzyków łączących soul, funk, jazz, bossa novę, disco, pop i rock. Urodził się w Rio de Janeiro w 1971 r. Jest również siostrzeńcem legendarnego brazylijskiego wokalisty Tima Mai uważanego za prekursora brazylijskiego soulu. Motta to nie tylko wokalista. Jest kompozytorem, aranżerem, producentem i multiinstrumentalistą.

Artysta wraca po ponad dekadzie nagrywania przede wszystkim po angielsku do śpiewania po portugalsku i wydaje właśnie album zatytułowany „Toc-Toc”.

To powrót znaczący, bo jego poprzednie albumy coraz mocniej przesuwały się w stronę jazzu, rozbudowanych aranżacji, soulu, AOR-u ( Adult-Oriented Rock – melodyjny nurt w muzyce rockowej popularny głównie w latach 70. i 80. XX wieku w USA i Kanadzie) i muzyki orkiestrowej.

Tym razem zrobił coś odwrotnego. Zamiast orkiestr, rozbudowanych sekcji dętych i dziesiątek muzyków mamy syntezatory, elektroniczną perkusję, synth bass, gitarę i przede wszystkim głos. Motta nagrywał album w swoim mieszkaniu, a produkcję dzielił z Michelem Limmą. Jak sam mówił, chciał, żeby całość miała charakter niemal trzyosobowego zespołu: fortepian, bas, perkusja. Tyle że w XXI wieku.

To nie jest rekonstrukcja dawnego electro-funku. Stare syntezatory i automaty perkusyjne zostały potraktowane współczesną ręką. Brzmienie jest chwilami surowe, ale kompozycje zdradzają ogromne doświadczenie autora. Brazylijska krytyka trafnie zauważyła, że Motta tworzy tutaj coś w rodzaju „AOR-u XXI wieku” – muzykę retro, która nie jest niewolniczym kopiowaniem przeszłości, lecz jej współczesnym przetworzeniem.

Jest też w tej płycie coś bardzo brazylijskiego. Nie chodzi wyłącznie o portugalski język. W tle pojawiają się bossa nova, brazylijski funk, soul, pop i charakterystyczna dla Motty umiejętność łączenia różnych gatunków.

Album „Toc-Toc” to bardziej album piosenkowy niż jazzowy, ale jazzowa inteligencja Motty jest tu obecna w harmonii i sposobie budowania melodii.

Ten album brzmi trochę, jak znaleziona gdzieś na strychu kaseta magnetofonowa z początku lat 80., którą ktoś wyjął, odkurzył i nagle podłączył do współczesnego systemu audio.

Po latach komplikowania aranżacji, jazzowych harmonii, wielkich produkcji i płyt adresowanych w dużej mierze do słuchacza zagranicznego Ed Motta wraca do portugalskiego i do muzyki znacznie bardziej bezpośredniej. Sam przyznaje, że przez lata miał problem z napisaniem zwyczajnego, dobrego popowego refrenu. Teraz najwyraźniej postanowił sobie udowodnić, że jednak potrafi.

I moim zdaniem – potrafi.

Najnowszy album Eda Motty – „Toc-Toc” polecam zdecydowanie.

Jacek Bulak © 2026

Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.