Johann Sebastian Bach: Das Wohltemperierte Klavier
Piotr Anderszewsk
i – piano
Warner Classics, 2021, TT 78’08”

plyta miesiaca new  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  

Anderszewski’s original proposal has the deep wisdom of a dramatic choice. It is an artistic creation that cannot be ignored

Na swojej nowej płycie Piotr Anderszewski sięga po preludia i fugi z Das Wohltemperierte Klavier. Jan Sebastian Bach pozostawił dwa zbiory 24 preludiów i fug – każda para jest w innej tonacji. Dla pianistów i klawesynistów to księga mądrości, niewyczerpane źródło inspiracji, wręcz biblia.

Pianista wybrał dwanaście par z drugiego tomu i ułożył je według własnego klucza. Jego zamierzeniem było stworzenie subiektywnego programu, w którym jeden utwór wynika z drugiego. To wybór podyktowany emocjami.

Anderszewski kompilował materiał tygodniami. To był nieustanny work in progres. Sam Bach podobnie traktował kompozycje z drugiej części zbioru – zbierał materiał, zmieniał go i dopasowywał.

Autorska propozycja pianisty ma głęboką mądrość dramaturgicznego wyboru. To artystyczna kreacja, wobec której nie wolno przejść obojętnie. Nie wiem jak do recitalu Anderszewskiego podejdą puryści, dla których Das Wohltemperierte Klavier to nierozerwalna całość, we mnie nagranie nie wzbudza uczuć niedosytu i niekompletności.

Pomysł Anderszewskiego ułożenia preludiów i fug w takiej, a nie innej kolejności polega na pokazaniu kontrastu między następującymi po sobie utworami i na „dialogu” jaki zdają się między sobą prowadzić. Jednocześnie dramaturgia albumu jest swoistą kroniką pandemicznego czasu powstawania nagrania i emocji, które towarzyszyły pianiście podczas pracy nad płytą. Czuć to wyraźnie, ponieważ układ emocjonalnych następstw Anderszewskiego rezonuje w nas – słuchaczach – w zależności od chwili. I to też jest ogromny potencjał tej płyty.

Jak zawsze u Anderszewskiego i tu mamy niespodzianki interpretacyjne. Nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby Preludium f-moll zabrzmiało tak intymnie. Równie fascynujący wydaje się dialog tego utworu z poprzedzająca go Fugą C-dur.

Z kolei subtelnie opadające motywy Preludium b-moll pieszczą ucho, a surowość tematu następującej potem Fugi jest łagodzona miękkością tonu. Chociaż interpretacja tej pary utworów wydaje się odległa od tych, jakie znam z innych nagrań, to zarazem w czasie słuchania trudno mi było wyobrazić sobie bardziej właściwą.

Sporo jest na płycie radości i słońca. Poczucie zabawy wręcz rozsadza Preludium i fugę Es-dur. Wrażenie jest jeszcze bardziej uderzające, gdy zestawi się tę fugę z następującym po niej dramatycznym Preludium g-moll. Cieszy również, że Anderszewski opiera się tutaj pokusie zastosowania zbędnych ozdobników, w które ubierają ten utwór niektórzy klawesyniści i pianiści.

W kilku fragmentach – tam gdzie inni pędzą – Anderszewski nie śpieszy się. W takiej wersji Fuga Dis-moll nabiera prawdziwego majestatu, a Fuga gis-moll marszowego dostojeństwa. Wystarczy porównać ten ostatni utwór z wykonaniem Angeli Hewitt, która gra ją tanecznie i dwa razy szybciej. Anderszewski przez cały czas utrzymuje uwagę słuchacza, częściowo poprzez umiejętne prowadzenie długich fraz, częściowo przez subtelne cieniowanie dynamiki od forte do pianissimo.

Całość nagrania kończy pełne czułości Preludium h-moll – zagrane cichuteńko i ze wspaniałymi rubatami. Następująca po nim Fuga niesie z kolei nieprzebrane pokłady pozytywnych emocji. Odczytuję to jako przesłanie artysty na trudne czasy. Wierzę, że chciał tu powiedzieć, że u Bacha jest tak jak i w naszym życiu – nawet tonacja molowa może wyrazić radość.

Granie na tak wysokim poziomie muzykalności, techniki i przekazu emocjonalnego nie zdarza się zbyt często. Tę płytę po prostu trzeba znać. Nie znajdziecie lepszej i bezpieczniejszej szczepionki na pandemię.

Robert Majewski