Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę internetową hasło „przytulanie”, a jednym z pierwszych wyników będzie profesjonalny gabinet przytulania, który od dwóch lat z powodzeniem działa w Warszawie. Za ciosem poszedł Kraków. Co z nami jest nie tak, że potrzebujemy takich usług? Czy to już koniec świata, czy znak czasów?

marco-bianchetti-vzFTmxTl0DQ-unsplash

Sesje przytulania odbywają się w specjalnie zaaranżowanej przestrzeni, która ma sprawić, że poczujemy się jak w domu. Najkrótsza trwa 60 minut i kosztuje 99 złotych. Za półtorej godziny zapłacimy 129 złotych, a za pakiet 10 seansów po 90 minut trzeba wydać 1150 zł. Chętnych nie brakuje.

Kiedyś terapię dotykiem – np. w terapii bazalnej – stosowano u osób głęboko niepełnosprawnych intelektualnie, bo one tego dotyku nie otrzymywały. Obecnie na brak dotyku cierpią ludzie funkcjonujący normalnie.

Bliskość to podstawowa ludzka potrzeba. Ważniejsza nawet od potrzeby zaspokojenia głodu. Matt Hertenstein, psycholog z Uniwersytetu DePauw w Indianie, dowiódł, że za pomocą dotyku można wyrazić aż osiem różnych stanów emocjonalnych. W ten sposób okazujemy wsparcie i radość. Dotykiem gratulujemy komuś sukcesu lub pocieszamy. Poza wszystkim dajemy w ten sposób wyraz naszemu psychicznemu przywiązaniu. Przytulanie działa kojąco i wyzwala między dwojgiem ludzi więź.

Deficyt przytulania największe spustoszenie sieje w psychice dziecka. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Gdański potwierdzają, że zastraszająco wzrasta odsetek dzieci, które brak bliskości z rodzicami rekompensują sobie wczesną inicjacją wejścia w świat wirtualny. Nawet kilkumiesięczne brzdące bawią się smartfonami. Niejeden rodzic daje dziecku swój telefon, aby mieć chwilę spokoju.

Co pewien czas przychodzi otrzeźwienie. Wtedy rodzic „rzuca” się na dziecko i próbuje nadrobić stracony czas. Przecież tak bardzo pragnął być wspaniałym opiekunem. Zaczyna więc pozwalać mu na wszystko.

Krok dalej zaczyna wykonywać polecenia dziecka. Utraconą bliskość zastępuje pozorna, której efektem jest uznanie, że dziecku wszystko wolno. – Jeśli pozwalasz na coś trzylatkowi, to potem nie dziw się awanturze dziesięciolatka, gdy mu tego samego zabronisz – to sentencja płynąca z gabinetów psychologicznych, wypełnionych po brzegi „popsutymi dziećmi” i nieradzącymi sobie z nimi rodzicami.

W erze wirtualnej rzeczywistości wyrosło nam pokolenie małych cesarzy – dzieci rozpieszczonych, roszczeniowych i przejmujących władzę w domu. Aby uniknąć kolejnej awantury, zapracowany rodzic daje za wygraną. Niech sobie gówniarz pogra na smartfonie. W ten sposób dochowaliśmy się rzeszy hedonistów bez poczucia obowiązku, którzy nie przyjmują do wiadomości, że mieliby zrobić coś dla innych. Egocentryków, którzy oczekują, że świat będzie kręcił się wokół nich.

Konsekwencje tego stanu rzeczy są przerażające. Poniższe dane zawdzięczamy Fundacji Dbam o Mój Z@sięg i Uniwersytetowi Gdańskiemu. Badanie objęło swoim zasięgiem całą Polskę. Na pytania o stosunek do internetu, smartfonów i nowych technologii odpowiedziało ponad 50 tysięcy uczniów.

10 lat – to średnia wieku, w którym dziecko otrzymało swój pierwszy smartfon z podłączeniem do internetu. 30% nastolatków ocenia siebie jako osoby uzależnione od mediów społecznościowych. Co piąty uważa swoje życie rodzinne za kiepskie. 10% twierdzi, że korzysta z telefonu cały czas. 10% badanych dziewcząt w wieku około 13 lat przynajmniej raz „wrzuciło’ do sieci swoje rozbierane zdjęcie. 18% uczniów posiada niski poziom woli życia. Około 15-20% przejawia wyraźne symptomy samotności życiowej wskazując, że doświadcza ogólnej pustki i odrzucenia. 60% procent rodziców nie wie, co robi jego dziecko w sieci.

Odpowiedzialność za relacje dziecka z rodzicem zawsze ponosi dorosły. Co więc robić? Stawiać granice, dawać prawdziwą bliskość i przytulać. Jest taka poruszająca scena w filmie „Boże Ciało”. Podszywający się pod księdza więzień słucha spowiedzi. Do konfesjonału podchodzi matka i wyznaje, że zdarza jej się uderzyć syna. Prosi o pokutę. Nieco zdezorientowany tą sytuacją „ksiądz” zastanawia się chwilę i mówi: – Wyjdź z nim na rower. Czego i każdemu rodzicowi życzę.