William Byrd
One Byrd in Hande
Richard Egarr, harpsichord
Linn Records CKD 518. 62’59”

egarr

Warto czytać książeczki dołączane do płyt, a szczególnie takie, które zarażają entuzjazmem artysty do prezentowanej muzyki. Warto też słuchać nagrań, które dowodzą tego zachwytu.

Richard Egarr jest muzykiem wszechstronnym – klawesynistą, dyrygentem i szefem Academy of Ancient Music. Na wszystkich polach działalności odnosi spektakularne sukcesy. Edukację muzyczną rozpoczął jako chórzysta York Minstrel, i to tam po raz pierwszy zetknął się z twórczością Williama Byrda, angielskiego kompozytora renesansowego.

Byrd znany jest głównie z kompozycji chóralnych i pieśni, ale nie mniej istotną częścią jego dorobku są utwory na instrumenty klawiszowe. Był jednym z ważniejszych przedstawicieli “szkoły wirginalistów” – kompozytorów angielskich, tworzących na instrumenty klawiszowe (klawesyn, wirginał, klawikord, małe organy), działających od późnego okresu Tudorów do pierwszej połowy XVII wieku.

Album „One Byrde in Hande” (ciekawa metafora ukryta w grze słów) prezentuje antologię kompozycji Byrda na klawesyn. Z eseju Richarda Egarra jasno wynika, że nagranie jest efektem fascynacji muzyka tą częścią twórczości wspaniałego Anglika.

Egarr skupił się na kilkunastu kompozycjach Byrda, które mają dla niego szczególne znaczenie. Dobrze się stało, że nie poszedł za modą i nie nagrał antologii wszystkich dzieł klawesynowych. „Totalny klawesyn”, wydany na kilkupłytowych boksach (jak na przykład zestaw Davitta Moroneya), to prawdziwe wyzwanie dla słuchacza. Mając do czynienia z takimi wydawnictwami zawsze zastanawiam się na doborem klucza: czy słuchać po kolei całości (grozi znużeniem), czy raczej wybierać fragmenty – a jeśli tak to które?

Jednak to nie starannie wyselekcjonowany program nagrania sprawia, że płyta jest jedną z najlepszych w swoim rodzaju. Album w pełni definiuje para dwóch pierwszych utworów. Najpierw słyszymy pięćdziesięciosekundowe „Preludium”, będące w istocie najkrótszym dowodem geniuszu Byrda. Aż trudno uwierzyć, że w niecałej minucie muzyki można zamknąć cały ocean radości. No i jeszcze ta zniewalająca kaskada opadających dźwięków w końcówce.

„Preludium” przechodzi „Fantazję” – to bodaj pierwsze bezsprzeczne arcydzieło europejskiej muzyki klawesynowej. Inwencja kompozytorska Byrda jest doprawdy niezwykła. Współistnienie polifonii, homofonii, różnorodnych temp, przewrotnych rytmów, wspaniałej melodyki i uderzającej harmonii przekształca się w dzieło, które jest jednocześnie melancholijne i żywe – ze wszystkim półcieniami ukrytymi pomiędzy tymi oboma określeniami.

Egarr nie ma problemu z utrzymaniem naszej uwagi przez całą płytę. Jego doświadczenie chóralne również nie pozostaje bez znaczenia. Stylowe podejście sprawia, że nawet utwory, będące w istocie jedynie wprawkami kompozytorskimi Byrda (np. „Ut, re, mi, fa, sol, la”), pod jego palcami ujawniają wyjątkowo pomysłowy kontrapunkt.

Równie mocna jak początek jest końcówka „One Byrde in Hande”. Album zamyka kompozycja „The Bells”. Egarr pisze, że to właśnie ona zwróciła jego uwagę na twórczość klawiszową Byrda. Zapewne dlatego mamy tu do czynienia z bardzo osobistym odczytaniem. W „The bell” klawesynista chyba najdalej odszedł od Byrdowskiego oryginału. W jego interpretacji kompozycja zbudowana na fundamencie zaledwie dwóch nut, staje się rozmową: tak jakby dwa niewielkie kościelne dzwony, słyszane z oddali, uruchomiły lawinę odgłosów płynących ze wszystkich dzwonnic świata. Oszałamiająco zagrany zestaw wariacji, trwa sześć i pół minuty i kończy się tak nagle, jakby zerwały się wszystkie dzwony na raz i nad ziemią zapadała martwa cisza.

Są wykonawcy, którzy po prostu odgrywają wartości nut, metrum i reagują na oznaczania dynamiczne, ale są i tacy, którzy toczą z nutami wojnę, improwizują. Dla nich zapis jest wyłącznie szkieletem, który obudowują ciałem i duszą. Takim artystą jest Richard Egarr. Jeśli po pierwszym przesłuchaniu płyty uznacie, że przesadza, włączcie drugi raz. To nie jest przesada, to czysty entuzjazm i odpowiedź artysty na geniusz Byrda.

Krystaliczny i mocny dźwięk klawesynu zawdzięczamy nie tylko interpretacji, ale i instrumentowi. Dzieje się tak dzięki świetnie rezonującej kopii instrumentu Ruckersa z 1686 roku, wykonanej pod koniec XX wieku w Amsterdamie przez Joela Katzmana. Za brzmienie odpowiada również strój. Tradycyjnie w nagraniach muzyki dawnej stosuje się niższy (tutaj a=393 Hz). To wszystko sprawia, że Egarr operuje mięsistym basem, słodko śpiewając w środkowych i wyższych rejestrach.