Johann Daniel Pucklitz: Opera omnia vol. 2. Cantatas and Masses
Siri Karoline Thornhill – sopran, David Erler – altus, Virgil Hartinger – tenor, Thilo Dahlmann – bas, Goldberg Baroque Ensemble, Goldberg Vocal Ensemble, Andrzej Mikołaj Szadejko – kierownictwo artystyczne
Musikproduktion Dabringhaus und Grimm (MDG) 2026, MDG 902 2394-6, TT: 72’30”
Kiedy przed rokiem ukazał się pierwszy wolumin serii Opera Omnia, trudno było oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami jednego z najważniejszych fonograficznych odkryć ostatnich lat. Pisałem wówczas o muzyce, która „oddycha przeszłością” i przemawia do współczesnego słuchacza z zadziwiającą świeżością. Dziś, po wysłuchaniu drugiego tomu kantat Johanna Daniela Pucklitza, można powiedzieć coś więcej: pierwszy album był zaproszeniem do nieznanego świata, drugi zaś pozwala zajrzeć do jego najgłębszych i najbardziej fascynujących zakamarków.
O ile poprzednia odsłona projektu ukazywała Pucklitza jako twórcę niezwykle oryginalnego, poruszającego się między późnym barokiem, stylem galant i estetyką rokoka, o tyle nowy album odsłania jego prawdziwie eksperymentatorskie oblicze. W sześciu rozbudowanych kantatach kompozytor nieustannie zaskakuje doborem instrumentów, rozwiązaniami formalnymi i śmiałością muzycznej narracji. Trudno uwierzyć, że twórczość tej klasy przez ponad dwa stulecia pozostawała praktycznie nieobecna w świadomości melomanów.
To, co uderza od pierwszych minut nagrania, to niemal teatralna zdolność Pucklitza do ilustrowania tekstu. Nie jest to jednak ilustracyjność powierzchowna. Kompozytor nie zatrzymuje się na prostym malarstwie dźwiękowym. Muzyka staje się tutaj narzędziem interpretacji teologicznej, prowadząc słuchacza głębiej niż same słowa.
W kantacie Nimm was dein ist refleksja nad ludzkim losem i chrześcijańskim umiarkowaniem otrzymuje muzyczną oprawę pełną wdzięku i równowagi. W kolejnej, Wohl dem, der mit Lust, Pucklitz pokazuje wyjątkowe wyczucie retoryki. Każdy motyw wydaje się wynikać bezpośrednio z tekstu, a partie instrumentalne funkcjonują niczym dodatkowi narratorzy komentujący przesłanie dzieła.
Największe odkrycie kryje jednak Befiehl dem Herrn deine Wege. To utwór, który mógłby znaleźć się w programie obok najwybitniejszych kantat lipskich mistrzów i nie sprawiałby wrażenia dzieła drugorzędnego. Już sam pomysł wykorzystania violino piccolo przywodzi na myśl najśmielsze eksperymenty epoki. Jeszcze większe wrażenie robi konstrukcja całego dzieła: koncertująca wirtuozeria splata się z kunsztowną fugą, a kontemplacja przechodzi w dramat i ponownie odnajduje spokój. Muzyka zdaje się nieustannie poruszać między ziemskim doświadczeniem a duchową perspektywą wieczności.
Właśnie tutaj objawia się siła Pucklitza. W poprzednim tomie zachwycał śmiałością harmonii i orkiestracją. Tym razem przekonuje przede wszystkim skalą wyobraźni. Każda kantata posiada własny świat brzmieniowy. W Höchster Priester der du dich kompozytor rezygnuje ze skrzypiec, powierzając główną rolę altówkom, obojom d’amore i fletom traverso. Powstaje dzięki temu sonorystyka zaskakująco miękka, szlachetna i introspektywna. To jeden z tych momentów, gdy słuchacz zaczyna rozumieć, dlaczego Andrzej Szadejko poświęcił tyle lat na wydobywanie tej muzyki z archiwalnego zapomnienia.
Szczególne miejsce zajmuje także chorałowa kantata Herr Jesu Christ wahrer Mensch und Gott. Dwunastoczęściowa konstrukcja mogłaby łatwo popaść w monotonię, jednak Pucklitz prowadzi narrację z imponującą swobodą. Kolejne „zwrotki” przynoszą nowe zestawienia głosów i instrumentów, a całość rozwija się niczym wielka duchowa medytacja. W tej muzyce nie ma ani jednego zbędnego dźwięku.
Kulminacją programu pozostaje monumentalna Wir haben einen Fürsprecher. Jeżeli rzeczywiście, jak przypuszcza Szadejko, była ona rodzajem kompozytorskiej prezentacji przygotowanej dla gdańskiego kościoła św. Bartłomieja, stanowi świadectwo ambicji i samoświadomości twórcy. Bogactwo form, kontrapunktyczna biegłość i wyjątkowe wyczucie dramaturgii sprawiają, że dzieło to urasta do rangi jednego z najciekawszych odkryć całego projektu.
Nie sposób przecenić wkładu wykonawców. Jeśli pierwszy tom serii był dowodem ich kompetencji, drugi staje się pokazem artystycznej dojrzałości. Goldberg Vocal Ensemble imponuje jednorodnością brzmienia i wzorcową klarownością polifonicznych struktur, natomiast Goldberg Baroque Ensemble zachwyca bogactwem kolorów i naturalnością frazowania. Szczególnie pięknie wypadają partie instrumentów dętych historycznych oraz liczne solowe epizody skrzypiec i fletów traverso.
Równie wysoki poziom prezentują soliści. Siri Karoline Thornhill, David Erler, Virgil Hartinger i Thilo Dahlmann tworzą zespół znakomicie rozumiejący estetykę repertuaru. Nie słyszymy tutaj popisów dla samych popisów. Każda fraza podporządkowana jest słowu, retoryce i afektowi. Dzięki temu wykonania pozostają niezwykle przekonujące i autentyczne.
Nie mniej istotna jest warstwa dźwiękowa nagrania. Realizację MDG znowu można zaliczyć do ścisłej światowej czołówki. Akustyka historycznych gdańskich wnętrz nie jest jedynie efektownym dodatkiem, lecz integralnym elementem muzycznej narracji. Słuchacz ma poczucie uczestnictwa w żywym wydarzeniu artystycznym, a nie w laboratoryjnie sterylnej rekonstrukcji przeszłości.
Drugi tom Opera Omnia potwierdza, że projekt Andrzeja Szadejki ma znaczenie znacznie większe niż tylko archiwistyczne czy dokumentacyjne. To konsekwentne przywracanie Europie jednego z najbardziej fascynujących głosów osiemnastowiecznego Gdańska. Pucklitz nie jawi się już jako ciekawostka dla specjalistów od muzyki dawnej. Coraz wyraźniej wyrasta na osobowość formatu europejskiego, kompozytora, którego twórczość może śmiało stanąć obok dzieł znacznie bardziej rozpoznawalnych mistrzów swojej epoki.
Po wysłuchaniu tego albumu pozostaje jedna refleksja: odzyskujemy nie tylko zapomnianego kompozytora. Odzyskujemy fragment muzycznej tożsamości dawnego Gdańska. A jest to dziedzictwo znacznie bogatsze, bardziej nowatorskie i bardziej fascynujące, niż mogliśmy przypuszczać jeszcze kilka lat temu.
Robert Majewski © 2026
Nagrania można posłuchać w serwisie Apple Music.
