Macieja Kawalskiego filmowa wizja „Lalki” nie ma mistycyzmu tej Wojciecha Hasa, i tyle odważnego szaleństwa, co w Lalkowym serialu Netflixa. Ale i tak wyszło nieco lepiej niż nieźle.
Słabiej robi się, kiedy reżyser traktuje widzów jak mało ambitne dzieci, gdy każe Wokulskiemu (Marcin Dorociński) i Izabeli (Kamila Urzędowska) recytować w plenerze wiersz Mickiewicza. Lepiej, kiedy robi ambitny krok do przodu, jak w scenie z hipnotyzerem Palmierim, albo w podkreślaniu znaczenia odważnych wizji i pasji choćby w świecie nauki (Geist, Ochocki). Lub z uśmiechem puszcza oko, gdy Prezesowa i Wokulski rozmawiają o Starskim, a w inne scenie pojawia się Bolesław Prus (Tomasz Ziętek).
Pomijając klasizm, ekranowi Bela i Stach w sferze miłości wydają się niedoświadczeni, pogubieni; dojrzałość w tym względzie – jak wylanie zawartości kieliszka w obecności Marszałka – przychodzi zbyt późno. Dlatego trudno między nimi o chemię. Więcej jest jej między Wokulskim i bardziej doświadczoną życiowo Wąsowską (Kinga Dębska), a nawet w przyjaźni Stacha z Rzeckim (Marek Kondrat), nieodłącznie żywym elementem sklepu.
W aktorskim morzu błyszczą przede wszystkim Dębska, Borys Szyc jako pocieszny Krzeszowski i Agata Kulesza w przebojowej roli Pani Meliton. Przyjemnie patrzy się na Maję Komorowską (Prezesowa Zasławska), która wnosi do filmu klasyczny sznyt. Kto wie jednak, czy nie najlepiej zagrała Warszawa – dzięki pracy ekipy od scenografii i kostiumów, także zdjęciom Piotra Sobocińskiego Jr.; choć on największy popis daje w scenach w półmroku, jak tej z hipnotyzerem, i z Wokulskim samotnie siedzącym przy biurku.
W każdym razie byłoby nieźle, gdyby i ten film zachęcił kogoś do sięgnięcia po dzieła Prusa; nie tylko po jego „Lalkę”, ale i „Kroniki”, bo to przecież był też utalentowany dziennikarz i reporter.
Na zdjęciu: Agata Kulesza (z prawej) i Marcin Dorociński. Fot. Gigant Films.
Rafał Kowalski © 2026
