Dedicated To You
Branford Marsalis Quartet with Dianne Reeves
Blue Note Records 2026, TT: 74’00”
Rok 1926 był niezwykle ważny w dziejach muzyki, szczególnie dla historii jazzu. W tym roku urodzili się m.in. John Coltrane, Miles Davis i kontrabasista Ray Brown. Do tego samego pokolenia należał Tony Bennett – wielka postać amerykańskiej piosenki, pozostająca przez dekady bardzo blisko jazzu. Trudno więc mówić o roku 1926 inaczej niż jako o jednym z tych momentów, w których historia muzyki jakby przyspieszyła. Branford Marsalis postanowił uczcić 100. rocznicę urodzin Johna Coltrane’a nie kolejną próbą odtworzenia brzmienia wielkiego saksofonisty, lecz powrotem do jednej z najpiękniejszych kart jego dyskografii. Od początku wiedział, że rocznicowy album łatwo może zamienić się w akademię ku czci. Dlatego, jak sam mówi: „pomyślałem, że to świetny pomysł, ale chciałem wybrać drogę mniej uczęszczaną”. Tą drogą okazał się album „John Coltrane and Johnny Hartman” z 1963 roku – jeden z najpiękniejszych przykładów spotkania wielkiego jazzowego zespołu z wokalistą.
I tak powstała płyta „Dedicated To You”, która właśnie ujrzała światło dzienne.
Skoro bezpośrednim pretekstem do nagrania tego albumu była ikoniczna płyta Coltrene’a i Hartmana pozostało najważniejsze pytanie: kto powinien zająć miejsce Johnny’ego Hartmana? Marsalis początkowo myślał o mężczyznach. „Postanowiłem się z tym przespać – wspomina. – Kiedy się obudziłem, pierwsze słowa, jakie powiedziałem, brzmiały: Dianne Reeves”. I dodaje: „Istnieje pewna magia brzmienia w brzmieniu, którą nazywamy ‘the thing’. Dianne zdecydowanie to ma”.
Reeves nie próbuje być żeńskim odpowiednikiem Hartmana. Nie kopiuje jego barwy ani frazowania. Wnosi własną osobowość, ogromne doświadczenie i tę rzadką umiejętność śpiewania standardów tak, jakby zostały napisane właśnie dla niej. Marsalis i Reeves nie próbują tutaj „wygrać” z historią. Nie chcą udowodnić, że można nagrać „John Coltrane and Johnny Hartman” jeszcze lepiej. Chcą sprawdzić, co z tamtej muzyki można powiedzieć dzisiaj, własnym głosem. Dlatego szczególnie ważny jest sposób, w jaki powstawały aranżacje. Marsalis mówi o nagraniu jako o „prawdziwie zespołowym procesie, w którym aranżacje rodziły się w studiu”. Zamiast zamykać kompozycje w sztywnych ramach, muzycy najpierw grali je razem, a dopiero potem decydowali, co dodać, a co usunąć. Ogromna w tym zasługa całego kwartetu Marsalisa: Joeya Calderazzo – fortepian, Erica Revisa – kontrabas i Justina Faulknera – perkusja.
„Dedicated to You” nie jest albumem, na którym wokalistka śpiewa, a kwartet jej akompaniuje. To spotkanie pięciu równorzędnych osobowości. Reeves mówi o tym w bardzo charakterystyczny sposób: „Nauczyłam się, że najwięksi wokaliści stali w zespole, a nie przed zespołem. Postrzegali siebie jako współtwórców brzmienia”. I dodaje: „Muzycy z kwartetu Branforda i ja mówimy tym samym językiem”.
Album nie jest rekonstrukcją. Nie ma tu muzealnego odtwarzania klasyki z 1963 roku. Jest rozmowa z nią. Reeves zna oryginał, ale nie jest jego zakładniczką. Marsalis zna Coltrane’a lepiej niż większość współczesnych saksofonistów, ale nie próbuje zostać swoim wielkim poprzednikiem. W roku setnej rocznicy urodzin Coltrane’a łatwo byłoby nagrać płytę, która mówiłaby: patrzcie, jaki był wielki. Marsalis i Reeves proponują coś znacznie ciekawszego: posłuchajmy, co jeszcze możemy z jego muzyki usłyszeć. To album o pamięci, ale nie o nostalgii. O tradycji, ale bez muzealnego kurzu. O Coltrane’ie, ale przede wszystkim o tym, co z jego muzyki pozostało żywe. A pozostało bardzo dużo. „Dedicated to You” jest tego bardzo dobrym dowodem.
Album „Dedicated to You” Branforda Marsalisa i Dianne Reeves polecam zdecydowanie.
Jacek Bulak © 2026
Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.
