„SO” Petera Gabriela, to jedna z tych płyt, które w połowie lat 80. brzmiały jak przyszłość, a dziś brzmią jak wzorzec dojrzałego artystycznego popu.
Wydany w 1986 roku album był momentem, w którym były lider Genesis połączył eksperyment, emocjonalną szczerość i mainstreamową komunikatywność w sposób niemal idealny.
Z dzisiejszej perspektywy „SO” nie jest już tylko klasykiem — to płyta, która przewidziała kierunek inteligentnego popu na kolejne dekady.
Najbardziej uderza dziś produkcja tego albumu. Daniel Lanois i Peter Gabriel stworzyli brzmienie organiczne, ale jednocześnie przestrzenne i nowoczesne. To jeden z tych albumów, które nagrano przed cyfrową sterylnością lat 90., a zarazem po surowości rocka progresywnego. Każdy instrument ma tu wagę i fakturę – perkusja oddycha, bas pulsuje miękko, syntezatory nie dominują, lecz budują atmosferę. W epoce przesadnie skompresowanego streamingu „SO” brzmi wręcz idealnie.
Największym osiągnięciem Gabriela jest jednak sposób, w jaki połączył ambitne kompozycje z popową formą. „Red Rain” otwierający album jest jak film science fiction o emocjonalnym końcu świata. „Sledgehammer” do dziś pozostaje jednym z najbardziej zmysłowych i żywiołowych hitów lat 80. Jeszcze ciekawiej wypada dziś „Don’t Give Up”, duet z Kate Bush. W czasach kryzysów psychicznych, ekonomicznej niepewności i społecznego wypalenia ten utwór zyskał nowe życie jako hymn o empatii i czułości wobec ludzkiej słabości. Nie można też przejść obojętnie obok takich utworów, jak melancholijny i hipnotyzujący „Mercy Street”, czy finałowy utwór albumu – „In Your Eyes” – jeden z najpiękniejszych utworów o miłości w historii art popu, z przejmującą wokalizą Youssou N’Dour.
Z dzisiejszej perspektywy imponuje także otwartość kulturowa tej płyty. Gabriel nie traktował inspiracji muzyką świata jak egzotycznej dekoracji. Współpraca z muzykami afrykańskimi czy fascynacja rytmem były integralną częścią jego języka artystycznego.
Czy „SO” się zestarzało? Tak — ale w najlepszym możliwym sensie. Słychać w nim epokę wielkich studiów nagraniowych, analogowego perfekcjonizmu i wiary, że album może być dziełem kompletnym, a nie tylko zbiorem singli na potrzeby skompletowania playlisty. Jednocześnie emocjonalna prawda tych utworów pozostaje zaskakująco aktualna. Gabriel śpiewa o samotności, pożądaniu, strachu i potrzebie bliskości bez ironicznego dystansu, który później zdominował alternatywny pop.
Z dzisiejszej perspektywy „SO” brzmi jak album ponadczasowy — emocjonalnie szczery, świetnie wyprodukowany i wpływowy dla późniejszego art popu. To jedna z tych płyt, które nie tylko się nie zestarzały, ale zyskały nowe znaczenie.
Dla tych, którzy, co wydaje się wręcz niemożliwe, jeszcze nie znają tego genialnego albumu polecam tę muzykę zdecydowanie. Dla tych, którzy jak ja znają każdy dźwięk z tej płyty, to jazda obowiązkowa na dzisiejszy wieczór.
Album Petera Gabriela „SO” już na zawsze będzie jedną z najważniejszych płyt w moim życiu, czego i wam życzę.
Jacek Bulak © 2026
Albumu można posłuchać w serwisie Apple Music.
