Alla Napoletana
L’Arpeggiata, Christina Pluhar – direction

Warner Classics, Erato 2021, 2CD, TT: 104’00”

rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star

Christina Pluhar this time tells the musical story of 17th century Naples, where the boundary between religious music and that played in the palaces or on the streets was fluid. In such mixtures L’Arpeggiata feels like a fish in water. The one hour and forty four minute program of the album does not bore for a moment and the musicological effort of the leader is simply stunning.

Styl L’Arpeggiaty ewoluuje. Od zawsze polega on na nieustannym przesuwaniu granic – często dobrego smaku i cierpliwości miłośników muzyki dawnej. Jeśli chcesz usłyszeć muzykę barokową z dodaną sekcją rytmiczną, współczesnym fortepianem, z improwizowanymi jam-sessions albo Hallelujah Leonarda Cohena wykonane na barokową modłę, to sięgnij po niektóre wcześniejsze płyty Christiny Pluhar i jej kompanów. Za taką L’Arpeggiatą nie przepadam, bo to już nie są artyści w służbie muzyki, a narcyzm i samouwielbienie.

Na szczęście L’Arpeggiata ma też drugie oblicze – to pierwsze, w którym lata temu rozkochali rzesze swoich fanów, w tym piszącego te słowa.

Wszystko zaczęło się na początku tego tysiąclecia. Już wtedy było jasne, że staną się prawdziwym zjawiskiem w świecie muzyki dawnej — zupełnie osobnym, oryginalnym, unikalnym. Nigdy do tego świata w pełni nie przystawali, ale od początku trwale wpisali w jego krajobraz.

Znakiem rozpoznawczym zespołu było granie muzyki tradycyjnej (przede wszystkim obszaru basenu Morza Śródziemnego i Ameryki Południowej) z użyciem barokowego instrumentarium i odwrotnie —granie muzyki baroku z improwizacyjną swobodą bliską praktykom ludowym.

Ich najnowsza płyta, Alla Napolitana, jest powrotem do takiej praktyki, bez wygłupów i małpowania jazzmanów. Christina Pluhar tym razem opowiada muzyczną historię XVII-wiecznego Neapolu, gdzie granica między muzyką religijną, a tą graną w pałacach lub na ulicach była płynna. W takich mieszankach L’Arpeggiata czuje się jak ryba w wodzie. Trwający godzinę i czterdzieści cztery minuty program płyty ani przez moment nie nuży, a wysiłek muzykologiczny liderki wręcz oszałamia.

Ze znakomitego eseju dołączonego do nagrania dowiadujemy się, że artystyczne i ludowe pieśni neapolitańskie zawierają elementy teatralne, wywodzące się z commedii dell’arte. Wielką radość daje śledzenie mieszanki włoskiego i neapolitańskiego dialektu, jak to ma miejsce w piosence La Pazza – kiedy to odgrywająca obłąkaną Luciana Mancini przechodzi na kalabryjski, w miarę jak traci zmysły.

Płyty warto słuchać z książeczką w ręku, ponieważ zawiera ona teksty piosenek. Niektóre z nich są naprawdę bajeczne: „moje serce jest drobno pokrojone w kostkę, niczym kapusta”.

Obsada śpiewaków jest znakomita. Po za Lucianą Mancini, uległem urokowi głosów Alessandra Giangrande i Zacharego Wildera. Tego drugiego znałem dotychczas z „poważniejszych” ról. Okazuje się, że ma on ogromny potencjał. Gdybym był dziewczyną, zatrzepotałoby mi serce, słysząc jak śpiewa O vezzosetta.

Mnóstwo podobnych detali rozsiała L’Arpeggiata po całej płycie, np. pizzicata i dzwoneczki w La Pastorale Cristoforo Caresany albo przejmujący lament wydobywający się z gardła Vincenza Capezzuto.

Płyty w Polsce nie uświadczysz (piszę te słowa w styczniu 2022). Na szczęście jest dostępna polskim Amazonie. Warto!

Robert Majewski