„Przed II wojną światową tu była polska wieś. A teraz niby sami Ukraińcy, ale któż to do końca może wiedzieć? Kiedyś człowiek zapytany o pochodzenie mówił po prostu: tutejszy”.

Intrygujący tytuł tej książki nie kłamie. Autorka faktycznie zabiera Czytelniczkę i Czytelnika w podróż po przygranicznej krainie, która „w polskiej świadomości pozostaje nostalgicznym mitem z okresu dawnej świetności Rzeczypospolitej oraz pamięcią o wojennym koszmarze”. Wehikułem w czasie i przestrzeni jest jej przewodnik reporterski.

Wehikuł poszczególne przystanki zdaje się zaliczać bez przypadku. Jeśli już Natalia M. Bryżko jest w Beresteczku i pisze o krwawej bitwie sprzed kilku wieków, puentuje: „Rzeczpospolita pokonała Chmielnickiego, jednak w ostatecznym rozrachunku żadna ze stron na tej wojnie nie wyszła”. Przyrodnicze cuda, jak te na Pojezierzu Szackim („rozedrgane odbicia pni i konarów w wodnych zwierciadłach, dzikie uroczyska, bezludne wysepki szackich jezior”) sąsiadują z pisaniem o nielegalnych wyrębach lasów i niszczeniu ich przez poszukiwaczy bursztynu. Książkowy pojazd ląduje w Łucku i we wsi Wydarta, którą „nazwano tak, bo podobno została wydarta przez ludzi miejscowym bagnom. Wokół wyłącznie podmokłe tereny, dzięki czemu na niektórych podwórkach błyskają oczka wodne; wystarczy wykopać niewielki okrągły dół”.

Podobnie z ludźmi. Są tu politycy i oligarchowie z pierwszych stron gazet; jest też ojciec Pierto ze wsi Kaszówka. Opowiada o weselnym obyczaju, by „rodziców, kiedy ostatnie dziecko żenią, obwieźć na wozie po całej wsi. Wóz umajony tradycyjnymi ukraińskimi ozdobami ciągną mieszkańcy”. A w trakcie wesela urządza się taniec kucharek.Od Kozaków, templariuszy i arian; poprzez walczących w szeregach Armii Krajowej i Ukraińskiej Powstańczej Armii; po kierowców strajkujących na granicy, ambitnych twórców kultury i staruszków na ławkach przed rozpadającymi się chałupami.

Wehikuł mieści w sobie również etnografa Aleksandra Cynkałowskiego (stworzył 5600 haseł opisujących każdy zakątek przedwojennego Wołynia; wielu z tych miejsc nie ma już na mapie). Niemieckiego inżyniera Friedricha Gräbego, który w Równem ochronił kilkuset Żydów prze zagładą. Poetkę Łesię Ukrainkę. I wojewodę Henryka Józewskiego: pragnął, by Polska „była ojczyzną dla przedstawicieli wszystkich narodowości”. A Wołyń widział jako „pogranicze II Rzeczypospolitej oparte na zasadzie tolerancji religijnej i narodowej”. Mieści także kowelskiego taksówkarza-gadułę, który nie ma pojęcia, że „jego” miasto przed II wojną światową było w połowie żydowskie, jak większość wołyńskich miast.

Na Wołyniu człowiek potyka o się o wielowiekową historię. Choćby w formie pomników: Tarasa Szewczenki w większych miastach, lokomobilu w Różyszczu i czarnego granitowego krzyża na pewnym wzgórzu za zagajnikiem: „– Co to za pomnik macie tam na górce? – zagaduję krzątającego się po podwórzu gospodarza. – A nie wiem, ktoś postawił. Nie interesowałem się. Tyle mamy problemów swoich, że cudze sprawy jakoś nie ciekawią”. Lekcją historii mogą być też dzieje przykładowej ulicy w Łucku – od 1920 roku w ciągu kolejnych niemal stu lat przyjmowała nazwy: Starokowelska, Jagiellońska, Piłsudskiego, Czerwonoarmiejska, Północna, Radziecka, Wynnyczenki. Można nie wierzyć w uosabiające wszelkie nieszczęście Łycho czy Mewkę, czyli leśną istotę w postaci pięknej nagiej dziewczyny o długich włosach. Ale w Wołyń wierzyć warto najlepiej bez nacjonalistycznego zadęcia – w ten wielokulturowy z jego blaskami i cieniami, różnicami i podobieństwami. Szukaniem tego, co wspólne i rzeczowymi rozmowami o tym, co trudne. Wygląda na to, że wtedy można poznać go w pełni.

„Osobiście uważam, że okres wojny to nasza wspólna tragedia. W pobliskich Kołkach, na terenie dawnego katolickiego cmentarza, stoi drewniany krzyż. Nie ma na nim żadnego napisu, chociaż wiadomo, że upowcy pogrzebali tam zabitych Polaków. Tu niedaleko, przy drodze, znajduje się kurhan zabitych przez NKWD upowców i kamień poświęcony cywilnym ofiarom odwetów AK. Dalej zbiorowa mogiła rozstrzelanych Żydów. Stanowili tu większość ludności. Obok pomnik radzieckich partyzantów. Uważam, że pamięć i godny pochówek należą się wszystkim”.

Rafał Kowalski

Natalia Bryżko-Zapór, Pogranicze wszystkiego. Podróże po Wołyniu, Wydawnictwo Czarne, 2021, s. 432