Pietro Locatelli: Il labirinto armonico. Violin concertos Op. 3 no. 9, 11 & 12
Ilya Gringolts – violin, Finnish Baroque Orchestra

BIS Records, BIS-2445, 2020, TT 61’49”

plyta miesiaca new  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  

Il labirynto armonico is not a record, album or recording – as we used to call this type of phonogram – it is a fresh, inventive and perfectly planned musical performance from the first to the last note

 

Ci, którzy znają sztukę wiolinistyczną Ilyi Gringoltsa, wiedzą, że to fenomenalny skrzypek. Chociaż zapuszczał się w rejony muzyki dawnej, to nigdy się tam na dobre nie zadomowił. Z tego powodu w oczach miłośników muzyki barokowej nie uchodzi za specjalistę od tej epoki, a na pewno nie tej rangi co Fabio Biondi, Giuliano Carmignola czy paru innych. Dlatego spotkanie z jego najnowszą płytą, zawierającą koncerty skrzypcowe Locatellego, dla wielu może okazać się szokujące – oczywiście w najlepszym tego słowa znaczeniu. Takie niespodzianki mógłbym przeżywać bez przerwy.

Pietro Antonio Locatelli urodził się w Bergamo 3 września 1695 r. Jako wybitnie utalentowany szesnastolatek wyjechał do Rzymu, aby kształcić się pod okiem ówczesnego „boga skrzypiec”, Arcangelo Corellego. To, czy Locatelli faktycznie studiował pod jego kierunkiem, jest dyskusyjne. Jeśli nawet, to tylko przez krótki czas. Wkrótce niezrównany talent pozwolił mu zostać następcą „nowego Orfeusza naszych czasów” – jak współcześni nazywali Corellego.

Jakiś czas później Locatelli wyjechał do Wenecji i właśnie tam skomponował swoje wiekopomne dzieło L’Arte del violino (Sztuka gry na skrzypcach). Te 12 koncertów, a zwłaszcza wbudowane w nie 24 kaprysy na skrzypce solo, stworzyły wizerunek Locatellego jako pierwszego w dziejach wirtuoza skrzypiec, na wzór żyjącego później Niccolò Paganiniego.

Locatelli przypominał Paganiniego nie tylko wirtuozerią, ale i cechami charakteru – był ponoć próżny i ekstrawagancki, nie była mu obca megalomania. Ilustruje to anegdota, według której Locatelli odmówił królowi Prus, Fryderykowi Wilhelmowi I, zagrania choćby jednej nuty bez otrzymania prezentu. Wściekły król, chcąc zatrzymać mistrza, podarował mu szkatułkę pełną złotych monet.

Pomimo niezwykle wirtuozowskiej techniki Locatelliego, jego styl charakteryzujący się częstym wykorzystywaniem najwyższych rejestrów skrzypcowych, spotykał się z krytyką. Ganiono go za przerost wirtuozerii nad pięknem melodii. Podobnie oceniano jego L’Arte del violino. Kompozycja po prostu wyprzedziła swój czas. Nie rozumiano szczególnie 24 kaprysów, które Locatelli „włożył” w środek każdej pierwszej i trzeciej części wszystkich dwunastu koncertów. Są to fragmenty grane solo o piekielnym stopniu trudności. Skrzypek często musi wykonywać je w najwyższych pozycjach, wysuwając palce lewej ręki daleko za podstrunnicę. Styl Locatellego stał się początkiem ery muzyków-wirtuozów, której apogeum stanowił zjawisko Niccolò Paganiniego.

Ilya Gringolts na swoją płytę wybrał trzy spośród dwunastu koncertów zbioru L’Arte del violino: dziewiąty (G-dur), jedenasty (A-dur) i dwunasty (D-dur). Tytuł płyty Il labirynto armonico (W labiryncie harmonii) zdaję się pełnić podwójną rolę: po pierwsze – jest podtytułem koncertu dwunastego, po drugie – Gringolts chce być przewodnikiem po labiryncie wielobarwnych kompozycji Locatellego.

Rosyjski skrzypek wypadł w tej roli znakomicie, a kaprysów słucha się ze szczęką na kolanach. Warto zwrócić uwagę na ich wyszukaną ornamentykę. Gringolts ma tak oszałamiającą technikę, że wszystkie niuanse, arpeggia i karkołomne figury gra beztrosko i z niebywałą lekkością.

Il labirynto armonico to nie jest płyta, album czy nagranie – jak zwykliśmy określać tego typu fonogramy – to świeży, pomysłowy i perfekcyjnie zaplanowany od pierwszej do ostatniej nuty muzyczny spektakl. Towarzysząca soliście Finnish Baroque Orchestra należy do elity wśród zespołów barokowych. Diderot nazwał Locatellego „apostołem nowej muzyki”. Słuchając Gringoltsa, parafrazuję Diderota i określam go „apostołem muzyki dawnej”. Na razie jednak nie mówię tego głośno, bo aby przekonać się do reszty, chciałbym doczekać kolejnej „ewangelicznej” płyty Gringoltsa z muzyką baroku.