Ludwig van Beethoven: Piano Concerto No 1 in C Major, op. 15
Krystian Zimerman – piano, London Symphony Orchestra, Simon Rattle – direction

Deutsche Grammophon, 2020, TT 33’55”

plyta miesiaca new  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  

Wbrew ogromnym przeciwnościom Krystian Zimerman i London Symphony Orchestra pod dyrekcją Sir Simona Rattle’a nagrali pięć koncertów fortepianowych Beethovena. Komplet ukaże się 9 lipca, ale wydawca, Deutsche Grammophon, udostępnił już w wersji streamingowej I koncert. Link do Spotify poniżej.

Ze względu na obostrzenia, orkiestra została ustawiona z zachowaniem dystansu społecznego. Wykorzystano również ekrany ochronne. Muzycy grający na smyczkach siedzieli 1,5 metra od siebie, a instrumentaliści grający na instrumentach dętych 2 metry.

– Czasami miałem wrażenie powinniśmy porozumiewać się ze sobą, wysyłając sygnały dymne. W tym wysiłku było jednak coś, co pasowało do Beethovena. Walka jest częścią jego stylu – skomentował nagranie dyrygent, Simon Rattle.

Jak zatem brzmi I koncert fortepianowy Zimermana/Rattle’a?

Pierwsze wrażenie po odsłuchu jest takie, że różnice między poprzednim nagraniem tego koncertu z początku lat 90-tych a ostatnim są diametralne. O ile Zimerman jeszcze do niedawna odrzucał brzmienie fortepianów historycznych, jeśli były upośledzone mechanicznie, o tyle dziś korzysta z dorobku wykonań historycznie poinformowanych. Oczywiście gra na swoim współczesnym Steinwayu (nieco zmodyfikowanym), jednak w stylu, który bliższy jest „historycznemu” Beethovenowi. Oczywiście podobne rozważania mają czysto subiektywny charakter i wielu czytelnikom pewnie wydadzą się jedynie spekulatywne, więc nie wdając się w szczegóły wystarczy powiedzieć, że dzisiejszy Beethoven w wydaniu Zimermana to muzyka żywa i znakomita. Pianista – jak ma to w zwyczaju – dopracował I koncert fortepianowy w każdym szczególe, pokazując jego nowe oblicze.

Różnic między poprzednim nagraniem a ostatnim jest wiele – mniejszy skład orkiestry i cudowny, dający mnóstwo powietrza „bałaganik” akompaniamentu – ale tym, co różni je najbardziej jest kadencja pierwszej części. Poprzednio Zimerman zagrał wielką kadencję z roku 1809, teraz zdecydował się na drugą z trzech znanych. Dzięki temu mamy do czynienia z interpretacją stylistycznie „bliższą Mozartowi” – przepięknie liryczną i poetycką.

Pewnie nie wszystkim miłośnikom Beethovena ten „nowy” Zimerman przypadnie do gustu – brak tu charakterystycznej dla tego utworu Beethovenowskiej stanowczości – ale przecież nie miałoby większego sensu grać dziś tak samo trzydzieści lat temu. Dziś Zimerman szuka u Beethovena liryki i znajduje ją. Beethoven Zimermana/Rattle’a jest romantycznie emocjonalny, a nie awanturujący się ze światem – jak zwykliśmy go odbierać.

Zdjęcie: Deutsche Grammophon