The Mad Lover
Théotime Langlois de Swarte – violin, Thomas Dunford – lute

Harmonia Mundi, 2020, TT 80’25”

rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star

„The Mad Lover” is a wonderful amalgam of heat and melancholy. It’s been a long time since I heard anyone talk so beautifully about love – the carnal and the spiritual. Can music from three hundred years ago be sexy? Oh yes! See for yourself

Théotime Langlois de Swarte. Czy kiedykolwiek słyszeliście o skrzypku noszącym tak dziwne i dostojnie brzmiące imię i nazwisko? Jeśli nie, to warto je zapamiętać. Jest jeszcze młodziutki, ale to, co zaprezentował na albumie The Mad Lover to mistrzostwo świata.

Płyta ma też drugiego bohatera. Jest nim lutnista Thomas Dunford. De Swarte namówił swojego znakomitego kolegę – z którym współpracował m.in. w Les Arts Florissants Williama Christiego – do zanurzenia się w zmysłowy, namiętny, czasem ekscentryczny krajobraz muzyczny Anglii z początków XVIII wieku.

Inspiracją dla tytuły płyty i wyboru programu była komedia The Mad Lover Johna Fletchera, którą muzycznie opracował niejaki John Eccles. Do tej chwili nie miałem pojęcia o jego istnieniu. Okazuje się, że stworzony przez niego na potrzeby spektaklu utwór Ground to ówczesny przebój. Jego temat i charakterystyczny bas o stale powtarzającej się strukturze i harmonii zainspirował wielu kompozytorów. Wśród nich byli i ci więksi – jak Henry Purcell – i ci pomniejsi – jak Nicola Matteis, Daniell Purcell, Henry Eccles.

Płyta de Swartego i Dunforda to ponad osiemdziesięciominutowa wariacja na temat melodii Ground. Pomyślicie, że to nudne. Wręcz przeciwnie. Słucha się tego znakomicie. Wyrafinowane sonaty spotykają się tutaj z lżejszymi kompozycjami. A wszystko to jest miękkie, melodyjne i urzekające. Ten hipnotyzujący spektakl to oczywiście zasługa dwóch młodych instrumentalistów. Łączy ich nie tylko wspólna artystyczna wizja, ale i mistrzowskie umiejętności.

The Mad Lover to cudowny amalgamat żaru i melancholii. Dawno nie słyszałem, by ktoś tak pięknie opowiadał o miłości – tej cielesnej i tej duchowej. Czy muzyka sprzed trzystu lat może być seksowna. O, tak! Przekonajcie się sami.