Po raz pierwszy pomieszania zmysłów dostał podczas zimowej olimpiady w Innsbrucku. Był wtedy korespondentem sportowym. Krzyki niemieckich kibiców prawdopodobnie wyzwoliły w nim wspomnienia z czasów wojny. Jego tatuś i bracia spędzili ją w obozie koncentracyjnym. Babcię Niemcy zagazowali. Wojnę przeżył z mamusią, której jedynym grzechem było to, że wzięła za męża Żyda. On nigdy inaczej nie powiedział o swoich rodzicach, jak „tatuś” i „mamusia”.Wtedy, w Innsbrucku, jego myśli zaćmiła jakaś mgła zstępująca z gór. Zobaczył w pewnym człowieku diabła z rogami i kopytami, pokrytego sierścią i ze spróchniałymi zębami. Potem poszedł w góry pod Innsbruckiem, żeby spalić wieś. Myślał, że taka jasność rozświetli nieprzebytą zasłonę. Kochał zwierzęta jak nic na świecie, więc żeby nie spłonęły, wyprowadził je z zagród. Wyprowadził wszystkie z wyjątkiem czarnego konia – tak czarnego jak jego myśli. Złapała go austriacka policja. Kiedy prowadzili go przez wieś, zdarł z nóg buty. Szedł boso niczym Chrystus, którego prowadzą na krzyż.

Potem wysłali go do praskich lekarzy. Po kilku dniach zadzwonił do swojego przyjaciela Arnošta Lustiga. – „Posłuchaj mnie, Arnoštku, będę szeptał. Obok mnie siedzi Hitler, udając szewca, a dalej Heydrich w białym fartuchu jak lekarz, i Goering, i Goebbels”. Lustig nie wiedział, czy śmiać się, czy płakać, wiedział jedno – koszmar wojny wrócił do Pavla na dobre.

Lekarze za pomocą proszków doprowadzili go do stanu, w którym zrozumiał, że nie jest Chrystusem. To było najgorsze – zdać sobie sprawę, że się jest wariatem, że się nie ma zdrowych zmysłów, czyniących z człowieka człowieka. A potem musiał siedzieć za szpitalnymi kratami, choć nikogo nie skrzywdził. Został skazany na pięć lat takiego siedzenia.

Lekarze, w ramach terapii, kazali mu spisywać wspomnienia. Wtedy zaczął zastanawiać się, co najpiękniejszego przeżył. I chociaż wcześniej był dobrym sportowcem (grał w hokeja w Sparcie Praga), a potem uznanym komentatorem sportowym w czechosłowackim radiu, to najpiękniejsze wydało mu się chodzenie z tatusiem na ryby nad potoki, rzeki i stawy.

Swoje wspomnienia spisał w kilku opowieściach. Najsłynniejszą, Śmierć pięknych saren, Mariusz Szczygieł określił mianem najbardziej antydepresyjnej książki świata. Antydepresyjność książki bierze się nie tyle z treści, co ze stylu. Ota Pavel „ubaśniawia” wszystko, o czym pisze. Ucieczka w dzieciństwo, z prostymi zasadami i niezachwianą wiarą w dobro, czarno-białe charaktery postaci i wstręt do moralnego relatywizmu – to znak rozpoznawczy Pavla i jeden z powodów, dla których ludzie kochają te opowiadania. No i to jego poczucie humoru. Czasami naiwne, czasami głupiutkie, zawsze ciepłe, nigdy obraźliwe. Nawet jeśli chwilami wulgarne, to nie można pomyśleć, że mogłoby być inne. Bo czyż można wyobrazić sobie tatusia, który zakładając przynętę na haczyki, nie mówi węgorzom – „tak was dziś uraczymy, że się posracie?”.

Czytając Pavla, nie sposób wyjść ze zdumienia, że życie może być tak piękne, że aż boli, a ból tak ogromny, że jedynie piękno świata może go przytłumić. Liryzmem i groteskowością opowieści dorównał mu jedynie Roberto Benigni w swoim filmie Życie jest piękne. U obu iluzja okazuje się sposobem na przeżycie.

Pavel, chory na zespół maniakalno-depresyjny, często myślał o samobójstwie. Nigdy go jednak nie popełnił. Ostatecznie nie musiał. Nawrót choroby doprowadził go do ataku serca.

Ota Pavel pozostawił po sobie niewiele – kilka opowiadań i zbiór reportaży o czechosłowackich sportowcach. Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe ukazała się nakładem wydawnictwa Dowody na Istnienie. Takich reportaży jak Pavlowe nie ma na całym świecie. No bo komu przyszłoby do głowy napisać o Robercie Lewandowskim, wykorzystując formę ludowej baśni? A tak właśnie zrobił Pavel, opisując legendarnego czeskiego skoczka Jirego Raškę. Równie wspaniałe są pozostałe opowieści, jak choćby ta o mistrzu akrobacji lotniczej Ladislawie Bezáku. W 1971 r. zbudował własny samolot, zapakował do niego żonę i, wykorzystując swoje umiejętności, zwiał z Czechosłowacji. Wylądował w Norymberdze. Ponadczasowy jest też inny reportaż o kultowym biegaczu, Emilu Zátopku. Ten trzykrotny mistrz olimpijski i osiemnastokrotny rekordzista świata, który trenował, ścigając się z psami, po krytyce praskiej wiosny został wygnany do pracy w kopalni uranu.

Źródła fotografii/Photos: www.radio.cz