Mutations – Les chimères des Clément Janequin
thélème, Xasax

Coviello Classics, COV 92011, 2020, 56’ 59”

rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  plyta miesiaca new

The concept of „Mutations” is both intriguing and addictive. The album is a potential starting point for historical, humanistic and musicological research. The recording of Thélème and Xasax proves that we still know little about the Renaissance in music, and that any attempt to discover its secrets deserves praise. In this case, words of praise must be accompanied by words of highest appreciation for the artistic skill of both groups.

Bernard z Chartres mawiał, że jesteśmy jak karły na ramionach olbrzymów i możemy widzieć dalej niż oni nie z powodu naszego wzrostu i ostrości wzroku, lecz dlatego, że stojąc na ich ramionach, znajdujemy się wyżej od nich. Ten aforyzm opisuje jak wiele my – karły – zawdzięczamy naszym poprzednikom – olbrzymom.

Sentencja oznacza coś jeszcze: postępowy charakter nauki i sztuki. Precyzyjnie opisuje to Umberto Eco: „Wielkie rewolucje kopernikańskie XIX wieku odwołują się do dawniejszych olbrzymów. Kant, aby zbudzić się ze swojego dogmatycznego snu, potrzebował Hume’a; romantycy szykowali się na Burzę, odkrywając mgły i średniowieczne zamki; Hegel zatwierdza definitywnie prymaty nowego nad starym, pojmując historię jak ruch udoskonalający bez balastu i tęsknot. Picasso deformuje twarz ludzką po rozmyślaniach klasycystycznymi i renesansowymi (…), Dechamp domalowuje wąsy Monie Lisie, ale potrzebuje Mony Lisy, aby te wąsy wykonać. […] Wreszcie Joyce, dokonując wielkiego ojcobójstwa na historycznym korpusie powieści, bierze za wzór narrację homerycką”. Podążając za Eco, nie będzie więc przesadą myśl, że tylko ta sztuka ma szansę zostać uznana za wielką, która wchodzi w dyskurs z niezapomnianymi olbrzymami.

Ten może nieco przydługi wstęp jest zaproszeniem do sięgnięcia po niezwykle oryginalną koncepcyjnie i kapitalną muzycznie płytę „Mutations” szwajcarskiego zespołu Thélème, specjalizującego się w muzyce dawnej. Album jest ostatnią częścią ich tryptyku fonograficznego, zatytułowanego „Janequin-Trilogie”. Seria koncentruje się na twórczości francuskiego kompozytora Clémenta Janequina (1485-1558), jednego z najwybitniejszych twórców renesansowej polifonii.

Przypomnijmy: pierwsza część była wyobrażeniem niemożliwego spotkania Janequina i żyjącego 300 lat później Franciszka Schuberta, a druga, „Miłość i wojna” (pisałem o niej tutaj), stanowiła pomost między średniowieczem a barokiem. „Mutations” idzie dużo dalej – przerzuca most między renesansem a współczesnością.

Théleme i towarzyszący mu w nagraniu kwartet saksofonowy Xasax (specjaliści od muzyki współczesnej) postawili sobie za cel zbadać proces twórczy charakterystyczny dla renesansu i – szerzej – dla humanizmu europejskiego: jak wzorce i modele pozostawione przez poprzednie pokolenia mutują i są przetwarzane przez kolejne. Krótko mówiąc: co widzimy dzisiaj, siedząc na ramionach olbrzymów.

Na ramionach gigantów muzyki dawnej – Clémenta Janequina, Clemensa Non Papa i Orlanda di Lassa – usiedli współcześni kompozytorzy: Mike Svoboda, Jannik Giger, Betsy Jolas i Jean-Christophe Groffe, szef Thélème. Zadanie, które sobie postawili było na wskroś oryginalne. Kanwą ich artystycznych poczynań stało się fundamentalne dla kultury europejskiej dzieło literackie Rebelais’ego „Gargantua i Pantagruel”, a właściwie jego dźwiękonaśladowcze, onomatopeiczne fragmenty, mające ilustrować odgłosy zwierząt, szczęk broni, okrzyki itp. Ale to nie jedyna inspiracja. Nie mniej ważna kryje się w nazwie zespołu. Théleme nawiązuje do nazwy opactwa, opisanego przez Francoisa Rebelais’ego na końcu powieści. Motto klasztoru brzmi: „Rób co chcesz”. Dla Thélème oznacza to wolność artystyczną, z której skwapliwie i ze wspaniałymi rezultatami korzystają.

Wolność artystyczną Thélème manifestuje tytuł omawianego albumu. „Mutacje” rozgrywają się na wielu polach: re-kompozycji, wplatania współcześnie napisanych partii w oryginalne utwory, pastiszu. Trudno opisać poszczególne kompozycje, bowiem cała płyta to spektakl, którego należy słuchać bez przerwy. Pomysły mieszają się, opowieść nabiera prędkości, by nagle zwolnić tempo i zadziwić słuchacza nieoczekiwanym zwrotem akcji.

Muzyczna konstrukcja albumu jest pierwszorzędna. Kryteria doboru utworów przyjęte przez Groffe’a, w zamierzeniu oddają całą złożoność renesansowego myślenia o muzyce oraz przypisywanych jej funkcji i znaczeń. Są to utwory, których możliwości wyrazowe, promieniując na muzykę współczesną, opowiadają o świecie – zarówno dawnym jak i dzisiejszym. Klucz do ich zrozumienia tkwi w charakterystycznej budowie i uniwersalnym przekazie. Obie te cechy są wspominanym wcześniej mostem łączącym odległe o pięć stuleci epoki.

Koncept to zatem skomplikowany, ale intrygujący i wciągający zarazem. Potencjalny punkt wyjścia dla historycznych, humanistycznych i muzykologicznych dociekań. Album Thélème i Xasax dowodzi, że wciąż mało wiemy o renesansie w muzyce, i że każda próba odkrycia jego tajemnic zasługuje na słowa gorącej pochwały.

W tym wypadku słowom pochwały towarzyszyć muszą słowa najwyższego uznania za kunszt artystyczny obu zespołów. Thélème, doskonale wyedukowani muzycznie, śpiewają w sposób naturalny, nie wymuszony, bez specjalnej maniery, charakteryzującej wykształconych śpiewaków. Słuchając płyty, miałem wrażenie, jakbym wehikułem czasu przeniósł się na ulice dawnego Paryża. Thélème i Xasax – choć pochodzą z różnych stylistycznych parafii – są naturalni, szczerzy, a przy tym pełni radości i swobody. Dziś wokół nas znajdujemy mnóstwo dowodów, że dzięki przodkom geniuszom, byle głupiec może osiągnąć więcej niż oni. Znacznie mniej widzimy przykładów „karłów”, z których na naszych oczach wyrastają „olbrzymy”. Czworogłowy olbrzym nosi imię Thélème.

(Pierwotnie tekst recenzji ukazał się na łamach Gazety Wyborczej Płock 19 lipca 2020 roku)