nie było nas i nie będzie

na rozgrzanym stole na pustym bazarze

w martwą niedzielę taką zupełnie żadną

słońce wsiąknie w asfalt

nie wyschnie ślina nie przydrepcze gołąb

nie przejedzie rower nie zaszczeka pies

zniknie ulica w miasteczku po sezonie

zostaną żołędzie kasztany

rajskie jabłuszka muszelki piach

jest nas tak mało że nie ma nas nic.

Aga Zano, według mnie jedna z osób najlepiej tłumaczących książki na język polski, wydaje się być w ciągłym ruchu. Jej przekłady są dynamiczne; stanie w miejscu nie jest też cechą trzydziestu wierszy jej autorstwa, wydanych w tym tomie przez Wydawnictwo Warstwy. Nie tylko dlatego, że właściwie nie ma w nich znaków przystankowych i dużych liter.

Kto czytał na przykład „Czas starego Boga” Sebastiana Barry’ego (Wydawnictwo ArtRage), „Rodzinę Netanjahu” Joshuy Cohena (Wydawnictwo Znak), „Nadzieję” Johna Maxwella Coetzeego (Wydawnictwo Znak) czy „Mleczarza” Anny Burns (Wydawnictwo ArtRage), może mieć poczucie, że wysoki poziom tych książek w języku polskim jest również zasługą Agi Zano. Ona nie zatrzymuje się, idzie śladem na przykład Magdalena Kicińska: reporterki znanej choćby ze świetnej książki „Pani Stefa” (Czarne), która w 2019 roku premierowo dała się poznać udanym tomem wierszy „Środki transportu” (Wydawnictwo Literackie). Wierszy uniwersalnych, nawiązując na przykład do Wielkiej Historii („Nigdzie nie rozumiem świata mniej / niż w Hebronie / prorocy zstępują z gór / i łapią się za głowy” w wierszu „Hebron”), i tej Małej, intymnej („Szczęki zaciskam mocno / byleby tylko nie krzyczeć / nie zbudzić / choć nikt nie śpi obok” w wierszu „Flauta”).

Aga Zano w swoim „czwartym wymieraniu” też dotyka dużych wydarzeń, kiedy padają nazwy Zapole, Pińsk, Łohiszyn. Te miejsca pod wpływem zbrodniczego wiatru historii, głównie ze wschodu, wiele osób musiało porzucić, nierzadko przypłacając to śmiercią fizyczną i mentalną. W nawiązaniu do jednego z wierszy w „czwartym…” można napisać, że był to kataklizm tak dużej skali, iż mogły go nie zauważyć jedynie ryby w swojej ciemnej głębinie.

To jednak tragedia nie tylko mas, ale pojedynczych ludzi. Jak tej postaci, która pyta, jak ma mówić, skoro „rozpychają” ją „warstwy gleby”, w której są również zdjęcia dzieci i cudze zeszyty. A te osoby, które przetrwały, zmuszone układać sobie życie na nowo gdzieś indziej, wcale nie mają z górki. Nie wiedzą, gdzie się zaczynają, widzą, że jest ich „tak mało, że nie ma nas nic”. Tęsknią za tymi miejscami, gdzie „ponoć toczył się świat”. Starają się jednak jakoś funkcjonować, „zakochać się” nie tylko „w moście kolejowym w hucie w zajezdni”, wrastać na nowo, puszczać soki.

Autorka w tym wszystkim interesująco bawi się skojarzeniami kulturowymi, jak w tytule wiersza „martwa natura ze szpadlem”, czy we fragmencie innego („Pomerania II”): „na początku był pociąg i pociąg był dobry”. Do tego podczas lektury można mieć skojarzenie z utworami Bolesława Leśmiana – kiedy pojawiają się takie niemal namacalne, działające na wyobraźnię zwroty: „nosisz w miąższu oka”, „strzelała językiem”, „purchleją cymbergaje”, „rozbryzgi brusznicy”, „niech pęknie łupina skóry / mlaśnie zachrzęści”; prąd bzyczy, a słońce może nie wsiąknąć w asfalt.

Choćby dzięki temu w całym tym „naszym małym nigdzie” jednak coś się dzieje, jest w ruchu.

nie mam ci do powiedzenia

nic prawdziwego

nie wiem gdzie się zaczynam

a gdzie kończę zresztą

co za różnica

ile z tego mi się przyśniło

ale ile zmyśliło (…)

Rafał Kowalski © 2025

Aga Zano, Czwarte wymieranie, Wydawnictwo Warstwy 2025, ss. 40