Była mezzosopranem o rozległej skali głosu i niebywałym blasku. Dysponowała doskonałą techniką. Nawet najtrudniejsze koloratury brzmiały jakby nie wkładała w ich wykonanie żadnego wysiłku. Przykuwała uwagę nie tylko skalą talentu ale i urodą. „Wytworna, delikatna, ciemnowłosa dziewczyna o promiennym spojrzeniu z twarzą jak z obrazów Murilla” – napisał po jej debiucie na festiwalu w Glyndebourne Brytyjski krytyk. Śpiewała wtedy Wesele Figara Wolfganga Amadeusza Mozarta.

Specjalizowała się w dziełach Rossiniego, Mozarta, ale też nie stroniła od oper twórców barokowych: Purcella i Monteverdiego. Dopiero po wielu latach kariery zdecydowała się zaśpiewać Carmen Bizeta. Warto było czekać. Teresa Berganza podeszła do roli odmiennie niż inne – nawet najlepsze – jej koleżanki po fachu. Jej Carmen nie była prostacką, wyuzdaną i wulgarną dziewczyną. Była kobietą szlachetną, nieco wyniosłą, a przede wszystkim taką, której nie da się zamknąć w klatce oczekiwań i presji świata zewnętrznego.

W 1977 roku gościła z recitalem w Warszawie. Polska publiczność, która w czasach PRL-u miała sporadyczny kontakt z tej klasy artystami, nie posiadała się z radości. Teresa Berganza zaśpiewała wtedy godzinny bis!

Fot. teresaberganza.com