Uderzenie wiosny. Ze snu zimowego obudziły się trykociki. To, że bez obcisłych gaci i kaftanika nie można biegać, ani jeździć rowerem – wiadomo od paru lat. Ale, że po Tatrach już nie da się łazić, to zgroza.  Trykociki są wszędzie. Zawładnęły szlakami. Swoimi autami próbują wjechać na Rysy, albo do sklepu. Piją energetyki, szamią obiad w pięciogwiazdkowej restauracji. Gadają o biznesach, naparzają w komórkach. Strach, rany boskie, strach! Na szczęście są jeszcze miejsca, których trykociki nie zwęszyły.

Pewnego dnia, po wędrówce, siedziałem pod sklepem z bułką i mlekiem w rękach. Nie, że piwa nie lubię, ale trzeba było jeszcze na kwaterę autem wrócić. Siedzę i patrzę na zakratowane drzwi sklepowe. Powietrze faluje od upału. W pewnym momencie dostrzegam plakat – „Zlot Pustelników”. Mówiąc szczerze, myślałem, że mało mnie w życiu może zaskoczyć. Nie sądziłem jednak, że pustelnicy są aż tak towarzyscy.

A może to nie o pustelników chodzi, a o to miejsce. Może są tam jakieś pokłady radioaktywnego „dziadostwa”, od którego ludziom tak pięknie się w głowach wywraca. Bo gdzie indziej można znaleźć współczesnych filozofów, którzy bez dźwigni i podparcia ruszą z posad  bryłę świata?

Mieszkają tam Rysiek „Poeta” i Mietek „Odkupiciel”. (W zasadzie Rysiek to tam mieszkał, bo jakiś czas temu zmarło się chłopu.) Ksywy nadało im życie. Pierwszy pisał wiersze i sprzedawał je w swoim „pawulonie”, czyli pawilonie zbitym z paru desek. Drugi ksywę zawdzięcza temu, że najpierw pożycza, a potem odkupuje.

Pewnego popołudnia siedzieli sobie przed „pawulonem” Ryśka. Siedzieli w kucki. Rysiek w nieodłącznym kapeluszu, Mietek w drelichach i gumiakach. Obaj brodaci jak krasnale. Ćmili jednego papierosa za drugim. Chyba chcieli pobić rekord świata w milczeniu. W końcu Rysiek błysnął pytaniem:- Mietek, a co ty robiłeś dziś przed południem?

– Nic. Leżałem przy barierce energochłonnej na drodze do Dołżycy.

– I co?

– No i nic. Przyjechała policja.

– Zabrali cię?

– Nie. Powiedzieli: „Mietek, wstań i idź stąd.”

– No i?

– Wstałem i poszedłem… Rysiek, postaw piwo. Jutro ci odkupię.

Pewnie chcielibyście wiedzieć, gdzie to jest? Nie powiem wam, bo trykociki byście tam przywieźli.