Pardon za tytuł artykułu. Jest on powtórzeniem hasła z prywatnego leksykonu współczesnej polszczyzny Z polskiego na nasze autorstwa Barbary Magierówny i Antoniego Kroha. Dawno się tak nie ubawiłem jak podczas lektury tej książki.

To słownik mowy potocznej, pisanej i mówionej, dokumentujący dzieje kultury polskiej od zakończenia II wojny światowej do dziś. Ten prawie 900-stronicowy tom dowodzi, że nasza mowa nieliteracka jest najlepszym kronikarzem i obserwatorem życia zbiorowego Polaków w ostatnich ośmiu dekadach.

Pomysł zbierania wyrażeń zrodził się w głowie Zofii Lechnickiej-Kroh. Gromadziła ona notatki od pierwszych lat powojennych do śmierci w 1982 roku. Potem pałeczkę przejęli Barbara Magierówna i Antoni Kroh. W sumie zebrano materiał na ponad siedem tysięcy stron książki. Z oczywistych powodów autorzy i wydawnictwo Iskry zdecydowali się opublikować wybór najciekawszych.

805 haseł ułożono na modłę słownikową. Podzielono je chronologicznie na 12 rozdziałów. Pomimo uporządkowania, ułatwiającego poruszanie się po publikacji, książkę czyta się jak znakomitą opowieść z przeszłości. Dobrą zabawę będą mieli zarówno czytelnicy, którzy pamiętają okres PRL-u, jak i ich dzieci, a nawet wnuki. Hasła zamieszczone w książce to wyrażenia, wypowiedzi, komentarze, frazesy, slogany, zbitki pojęciowe, epitety, napisy na murach i transparentach oraz lapsusy językowe – zarówno te dobrze znane, jak i te zapomniane. Nie brakuje też gwary środowiskowej, mowy potocznej, a także haseł propagandowych. Sporą część zajmuje również słownictwo przynależne do rozmaitych grup społecznych (np. chłopskiej, robotniczej) i środowisk zawodowych.

Aby zachęcić do sięgnięcia po tę wyjątkową książkę, podajmy kilka przykładów. Na chybił trafił, bo co jeden to lepszy:

  • „Wódka partyjna” – czysta, byle jaka, ale z czerwoną etykietą.
  • „Koniu polski, bierz przykład z konia radzieckiego” (transparent na jednym z pegeerów, lata 50.).
  • „Hak” – ulubioną metodą śledczą komunistycznej policji było zmuszanie przesłuchiwanego, by opowiadał życiorys. Nie raz, lecz wiele razy. Chodziło o odnalezienie w życiorysie elementu wątpliwego ideologicznie.
  • „Kup pan cegłę” – swoisty przejaw warszawskiego, bandyckiego poczucia humoru, że to niby „cegiełka” na Społeczny Fundusz Odbudowy Warszawy.
  • „Stonka ziemniaczana w płynie” – wiadomo, Amerykanie zrzucili stonkę, aby zniszczyć demokrację ludową, a w płynie to równie groźna i zakazana przez komunistyczną partię coca-cola.
  • „CCCP” – rosyjski skrót nazwy państwa sowieckiego, po polsku ZSRR, rozszyfrowywany prześmiewczo jako Cep Cepa Cepem Pogania.
  • „Chuj Iwana Groźnego” – Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Inne jego określenia to: pajac kultury, wieża ciśnień komuny, koszmarny sen pijanego cukiernika.
  • „Wysikajmy się jak Polak z Polakiem” – słowa Aleksandra Małachowskiego do internującego go żołnierza podczas wywózki w stanie wojennym.

A z nowszych – warto zwrócić uwagę, że nawet tutaj widać wyraźnie zwulgaryzowanie wyrażeń:

  • „Exodus” – ubojnia drobiu, reklama na samochodzie.
  • „Przydasie” – rzeczy, które nie kwalifikują się jeszcze na śmietnik, ale na razie nie znajdujemy dla nich zastosowania.
  • „Nie ma problemu” – słyszy się wszędzie, nawet kupując cebulę w warzywniaku.
  • „Samojebka” – selfie, czyli autoportret wykonany telefonem komórkowym.
  • „Pojebanie” – język świętej wojny między Polakami, kibolami w szczególności. Pojednanie kibiców Cracovii i Wisły po śmierci JPII dziś oni sami określają jako „pojebanie”.
  • Polacy, nic się nie stało” – pieśń kibiców po przegranych meczach reprezentacji piłkarskiej. Współcześnie już niemal hymn narodowy, potwierdzający nasze specyficzne sukcesy, jak na przykład zajęcie ostatniego miejsca lub każdą inną przegraną z kretesem.

Jak widać autorzy leksykonu nie boją się kontrowersyjnych haseł. Jeśli dodać do tego dbałość o zabezpieczenie intrygujących śladów językowych przemian ostatnich lat, to w postaci omawianej książki otrzymujemy niezwykle oryginalne kompendium wiedzy na temat obyczajów i kultury w powojennej Polsce.