Johann Sebastian Bach, Johannes-Passion, BWV 245
Collegium Vocale Ghent, Philippe Herreweghe

Phi Records, 2 CD, 107’ 08”

Bach Herreweghe Johannes-Passion front

W roku 2020 dwaj wielcy dyrygenci – Massaki Suzuki i Philipp Herreweghe – po wielu latach powrócili do pasji Johanna Sebastiana Bacha. Suzuki ponownie nagrał Pasję Mateuszową (pisałem o niej tutaj), a Herreweghe po ponad trzech dekadach powrócił z Pasją wg św. Jana. Tym razem wybrał najczęściej wykonywaną wersję kanoniczną dzieła. Do ponownego wydania obaj wybrali te kompozycje, które w powszechnej opinii nie uchodzą za referencyjne w ich dorobku. Przypadek, czy też obaj postanowili naprawić „błędy młodości”?

Młodszym czytelnikom wyjaśnijmy, że chociaż wcześniejsze realizacje prezentują bardzo wysoki poziom i są ozdobą każdej płytoteki, to miano „specjalisty od Bacha” Herreweghe zdobył za legendarne już dziś oba nagrania Pasji wg św. Mateusza (z 1990 i 1999 roku), a Suzuki za Pasję wg św. Jana. Naturalnie w koronacji obu dyrygentom wydatnie pomogły płyty z kantatami, ale to temat na osobny artykuł.

Poza wszystkim, powrót Herreweghe i Suzukiego do pasji ma jeden bezdyskusyjny atut: pozwolił utalentowanym śpiewakom młodego pokolenia uczestniczyć w uwiecznieniu wizji artystycznych wielkich dyrygentów. Biorąc pod uwagę ich wiek (Herreweghe 72 lata, Suzuki 66 lat) i częstotliwość rejestrowania przez nich tych utworów, mogła to być ostatnia szansa złapania się na pociąg. A zatem, jeśli nowe nagrania przetrwają próbę czasu to Damien Gillon, Carolyn Sampson, Krešimir Stražanac, Maximilian Schmitt, Christian Immler i inni wejdą na stałe do elitarnego grona Bachowskich głosów.

Jest jeszcze jedno podobieństwo, które łączy oba wydawnictwa. Herreweghe i Suzuki celebrują nimi urodziny swoich zespołów: Collegium Vocale Ghent świętuje w tym roku 50-lecie istnienia, a Bach Collegium Japan kończy 30 lat.

W minionych latach Herreweghe dwukrotnie nagrywał Pasję wg św. Jana. Użył do tego dwóch wersji dzieła, różniących się ariami i – co najbardziej kontrowersyjne – chórem początkowym. W kanonicznej i najczęściej wykonywanej wersji jest nim Herr, unser Hersher, a w drugiej O Mensch, bewein, który to chór kompozytor później przeniósł na zakończenie pierwszej części Pasji wg Świętego Mateusza.

Najnowsze nagranie rozpoczyna kultowy Herr, unser Hersher. Collegium Vocale pod batutą Herreweghe brzmią wspaniale. Wieloletnie Bachowskie doświadczenie zespołu pozwala słuchaczom nie tylko wyobrazić sobie, ale i poczuć dramaturgię opowieści. Wszystkie partie chóralne są mocną stroną całego nagrania, zarówno te w scenach ilustrujących Mekę Chrystusa, jak i w efektownych chorałach (Herreweghe chyba nigdy wcześniej nie uległ w takim stopniu pokusie steatralizowania tych fragmentów).

Z intensywnością emocjonalną części zbiorowych wspaniale kontrastują stonowane arie. Peter Kooij brzmi niemal równie znakomicie co w wersji z 1987 roku, „Es ist vollbracht” w wykonaniu Damiena Guillona jest po prostu świetne, a aria Zerfliesse, mein Herze, zaśpiewana przez Dorothee Mields, to żałobny lament o niezwykłej wręcz delikatności.

Z sukcesem ciężar opowieści wziął na siebie Maximilian Schmitt. Pasyjny Ewangelista stopniowo uwalnia emocje od wyciszonych, ale pełnych napięcia, pierwszych scen Męki, do graniczących z afektem scen sądu i ukrzyżowania Chrystusa.

Poważnym mankamentem nagrania jest natomiast Krešimir Stražanac w roli Jezusa. Kompletnie nie mogę zrozumieć jak Herreweghe mógł zaakceptować tę pełną egzaltacji i nienaturalną interpretację. Jezus Stražanaca często budzi uśmiech zażenowania, a w chwilach szczególnej emocjonalności wręcz odrzuca. Nie można mu odmówić zaangażowania, ale jego wykonanie z prawdą sceniczna ma niewiele wspólnego.

Gdyby nie Stražanac należałoby uznać omawiane nagranie za godne bezwarunkowej uwagi. Zamykając uszy tę rolę na mamy bowiem do czynienia z jedną z najbardziej intensywnych i przemyślanych interpretacji Pasji według św. Jana, jakie ukazały się w ostatnich latach.