Leonardo da Vinci: La Musique Secrète
Doulce Mémoire, Denis Raisin-Dadre

Alpha, ALPHA456, 78’05

Leonardo 1

W roku 2019 świat obchodził pięćsetną rocznicę śmierci Leonarda da Vinci. Była ona dobrą okazją do przypomnienia dziedzictwa tego wybitnego malarza, wynalazcy i myśliciela. W swoich czasach sławę i uznanie zdobył jako wizjonerski impresario i – jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli – producent spektakli teatralnych na mediolańskim dworze Sforzów. Najmniej cenił w sobie talent malarski, pragnął uchodzić za inżyniera wojskowego.

Dzisiaj mało kto wie, że Leonardowi drogę do sławy otworzył talent muzyczny. Był znakomitym instrumentalistą i improwizatorem, grającym na własnej konstrukcji lirze da braccio. Z rodzinnej Florencji został wysłany do Mediolanu właśnie z powodu swoich muzycznych umiejętności. Posyłając „w prezencie” swoich wybitnych obywateli Medyceusze układali się politycznie ze Sforzami. Z jego pierwszego występu przed Ludwikiem Sforzą przetrwał zapis, że śpiew i gra Leonarda nie miały sobie równych, a jego improwizacje przewyższyły te wykonywane przez pozostałych muzyków.

Chociaż Leonardo nie poświęcił się muzyce, to ta dziedzina sztuki była stale obecna w jego życiu. Pierwszy nauczyciel da Vinciego we Florencji, Andrea del Verrocchio, był także muzykiem, podobnie jak wielu innych malarzy tego okresu. Można sobie wyobrazić atmosferę pracowni malarskiej Verrocchia z Botticellim, Peruginem, Ghirlandaiem, Lorenzem di Credi, którzy mieli zawsze pod ręką lutnie, liry, viole i grali na nich gdy tylko zapragnęli.

Przewrotne potwierdzenie obecności muzyki w atelier Leonarda znajdujemy w jego słowach. Da Vinci w traktacie o malarstwie napisał, że malarz jest bardziej uprzywilejowany niż rzeźbiarz, bo podczas malowania może słuchać muzyki.

– Aby poznać muzykę z otoczenia Leonarda, wystarczy dokładnie przyjrzeć się jego obrazom – twierdzi Denis Raisin Dadre, szef zespołu muzyki dawnej Doulce Mémoire. Artyści poświęcili sporo czasu na realizację projektu Leonardo da Vinci. Muzyczne sekrety. Spośród zachowanych obrazów renesansowego geniusza wybrali dziesięć, aby odnaleźć zaklęte w nich dźwięki.

Nie było to łatwe zadanie. Włoska muzyka końca XV wieku była jeszcze w powijakach (w Europie dominowała szkoła niderlandzka), a muzyka z czasów narodzin Leonarda (1452) wcale nie przypominała tej z roku jego śmierci (1519).

Program omawianego nagrania to suma intuicji Raisin-Dadrego, jego wiedzy muzykologicznej, sprawnego poruszania się po kulturze europejskiej XV i XVI wieki oraz dobrej znajomości biografii twórcy Damy z gronostajem.

W przypadku „Zwiastowania” Raisin-Dadremu wystarczyła intuicja. Aby wybrać muzykę ilustrującą to dzieło wykorzystał słowa rozmowy Anioła Pańskiego z Marią, które znamy pod postacią Pozdrowienia anielskiego. Kompozytorzy tamtych czasów ochoczo przyozdabiali je muzyką, tytułując swoje utwory słowami incipitu: Ave Maria. Raisin-Dadre wybrał opracowanie muzyczne tej modlitwy w formie laudy, która rozwinęła się poza liturgią, jako wyraz oddania domu opiece Maryi. Jej prostota, oszczędność artystycznego wyrazu, a nawet swoista naiwność, znakomicie koresponduje z charakterem Wcielenia przedstawionym na malunku.

Zwiastowanie

Wybierając muzykę do Giocondy, znanej również jako Mona Lisa, Raisin-Dadre nie poszedł najkrótszą drogą. Najłatwiej byłoby podążyć za Giorgio Vasarim, biografem Leonarda. Vasari zaserwował czytelnikom anegdotę na temat wysiłków, jakie miał podejmować artysta, aby wywołać ów słynny uśmiech na ustach pozującej modelki: „W czasie gdy pozowała, zawsze ktoś grał i śpiewał; [Leonardo] sprowadzał nawet różnych trefnisiów, aby ją rozśmieszali. Szukał, jak odsunąć melancholię, którą tak często w portretach okazuje malarstwo”. Raisin-Dadre mógł z łatwością nagrać kilka tańców z epoki, aby osiągnąć zamierzony cel. Jednak Mona Lisa – jego zdaniem – będąc najwspanialszym portretem wszech czasów, wymaga głębszej analizy muzykologicznej.

Da Vinci namalował oszałamiającej urody i pełną cnót kobietę. Niezwykłe jest też i to, że umieścił ją na tle dzikiego, postrzępionego, groźnego krajobrazu, zamiast na tle słonecznych, kwitnących łąk, których jego klient – małżonek Mony Lizy – miał prawo oczekiwać.

Raisin-Dadre zrezygnował z pokazania frywolność scen opisanych przez Vassariego i skupił się na portrecie pięknej, młodej kobiety, zadając sobie pytanie – jak najlepiej oddać to muzyką? Miał szczęście. W Bolonii znalazł ciekawy, anonimowy motet na cześć kobiecego piękna, zatytułowany Lucretia pulchra. Historia tekstu tego motetu jest bardzo interesująca. Pierwotnym jego źródłem jest Pieśń nad pieśniami. Ten starotestamentalny tekst zainspirował w I wieku naszej ery Caiusa Corneliusa Gallusa do ułożenia poematu Lydia bella puella candida. W XV wieku, dla uczczenia piękna słynnej Lukrecji Borgii, wiersz został zaadaptowany i opublikowany pod tytułem Lucretia pulchra. W partyturze kompozycji Raisin-Dadre zastąpił imię Lukrecji imieniem Mony Lisy, dokonując w ten sposób kolejnej parafrazy i wychwalając piękno Giocondy, która była dokładnie w tym samym wieku co Lukrecja Borgia.

Kapitalnym pomysłem, wykorzystanym przy ilustracji muzycznej Mony Lisy jest użycie sonetu Petrarki Vergognando talor, w którym poeta przedstawia trud znalezienia właściwych słów, opisujących piękno. Raisin-Dadre wpadł na pomysł melorecytacji tekstu jedynie w towarzystwie liry. Jak mówi: „swobodna improwizacja liry stworzyła coś w rodzaju leonardowskiego efektu sfumato, rozmywając kontury głosu śpiewaczki. Potem poczuliśmy moc muzyki pochodzącej z czasów starożytnych, z czasów greckich bardów – uderzającą siłę i energię poezji oraz uśmiech Giocondy”.

Mona_Lisa

Równie interesujące historie można snuć w przypadku każdego z dziecięciu „opowiedzianych” muzyką obrazów Leonarda. Nie ma to jednak większego sensu. „Spojlerowanie” może tylko odebrać przyjemność samodzielnego odkrywania muzycznych sekretów da Vinciego, zamkniętych w Świętej Annie Samotrzeciej, Madonnie na skałach, Janie Chrzcicielu, La Belle Ferronière, Chrzcie Chrystusa oraz portretach muzyka, Ginevry Benci i Isabelli d’Este.

Intelektualna podróż przez świat malarstwa Leonarda to nie jedna przyjemność płynąca z obcowaniem z tym wydawnictwem. Poziom wykonawczy Doulce Mémoire godny jest wielkiego malarza. Pięciu śpiewaków i pięciu instrumentalistów to wybitni specjaliści od muzyki renesansu. W ich wykonaniu kompozycje Josquina, L’Heritiera, Isaaca, Obrechta, van Ghizeghema i wielu innych mienią się prawdziwym blaskiem, równym dokonaniom twórcy Ostatniej wieczerzy.