„Portret Charlotte du Val d’Ognes” został zakupiony w 1917 roku za 200 000 dolarów i ofiarowany The Metropolitan Museum of Art, New York jako dzieło neoklasycznego mistrza Jaques’a-Louisa Davida (1748-1825). Z tą atrybucją płótno zbierało pochwały międzynarodowych koneserów i badaczy. W 1948 roku André Maurois stwierdził, że jest to „doskonały, niezapomniany obraz”. Jednak w 1951 roku Charles Sterling opublikował w >>Metropolitan Museum of Art Bulletin<< artykuł, w którym zaproponował nową atrybucję, przypisując obraz Constance Charpentier (1767-1849). Od tej pory recepcja dzieła zmieniła się diametralnie. Na przykład w 1964 roku James Laver napisał: „choć obraz jest niezwykle atrakcyjny jako wytwór swojej epoki, ma jednak pewne słabości, które nie zdarzyłyby się malarzowi tej klasy co David”.

Rozsika Parker i Griselda Pollock w tej książce (wydanej przez Wydawnictwo Smak Słowa w tłumaczeniu Anny Arno) podkreślają kilka razy, że artystki były zawsze, że „ślad działalności artystycznej kobiet jest nieprzerwany”. Dlatego obie przede wszystkim skupiają się na analizie ich twórczości, i podkreślaniu, z jakimi wyzwaniami ich bohaterki jako kobiety mierzyły się na przestrzeni dziejów.

Marisol Escobal, dwudziestowieczna rzeźbiarka pochodząca z Wenezueli nie mogła pogodzić się z faktem, że przede wszystkim mówiło się o jej zjawiskowej urodzie, nie zaś o jej dziełach. Podkreślała, że przecież jest bardzo dobrą artystką, a głównie przez mężczyzn traktowana jest jak madonna słodka i tajemnicza, właściwie piękny przedmiot do podziwiania. Odbierała to jako sposób na wymazywanie jej jako twórczyni czegoś wartościowego, na bycie czymś, nie kimś.

Z kolei Artemisia Gentileschi, malarka żyjąca na przełomie XVI i XVII wieku, jedna z następczyń Caravaggia „musiała uspokajać swoich mocodawców, którzy powątpiewali w talent u kobiety. Jednego z nich zapewniała, że sama wymyśla motywy swoich obrazów, a nie tylko powtarza najlepsze rozwiązania innych artystów”. Natomiast dziewiętnastowieczna malarska i rzeźbiarka Maria Baszkircew już mając trzynaście lat oburzała się, że kobiety uważane są za niezdolne do myślenia i rozumienia. Pod wpływem tego rozpoczęła proces samodzielnego kształcenia, sięgając po dzieła na przykład Dante Alighieriego, George Sand czy Homera.

Te i inne przykłady mają wzmacniać opinię Parker i Pollock, że miejsce kobiet pragnących rozwijać swój talent artystyczny, widziano często bardziej w życiu domowym niż w szkołach artystycznych. Odsuwanie od członkostwa w akademiach, niewiara, że mogą stworzyć wartościowe dzieło, brak zgody na szkicowanie modela („studiowanie nagiego ciała stanowiło główne ćwiczenie dla artysty, a jakość twórcy była oceniana na podstawie jego sukcesów w malarstwie historycznym”)… Autorki na podstawie tego zdają się przekonywać, że „koncepcja geniuszu, wielkości, była dostosowana do płci męskiej”. A przecież na przykład flamandzki malarz Antoon van Dyck przyznawał, że włoska malarka Sofonisba Anguissola (twórczynie tej książki podkreślają, że namalowała więcej autoportretów niż którykolwiek artysta pomiędzy Dürerem a Rembrandtem) udzielała mu rad dotyczących światła i przekazała „wiele innych cennych uwag oraz opowiedziała mnóstwo historii ze swojego życia, z których wynikało, że jest świetną malarką z natury”. Elisabetta Sirani swoim malarskim talentem przyćmiewała swojego ojca – malarza Giovanniego Adreę Siraniego, jak też swoje siostry malarki. Clarę Peeters była jedną z pionierek uwieczniania martwych natur, a surrealistki w atrakcyjny sposób starały się przedstawić kobietę jako osobę silną i twórczą (więcej o surrealistkach można znaleźć choćby w książkach: „Surrealistyczne przestrzenie. Życie i sztuka Leonory Carrington” Joanny Moorhead w przekładzie Agnieszka Nowak-Młynikowska i „Artystki i surrealizm” Whitney Chadwick w tłumaczeniu Anny Arno; obie publikacje wyszły nakładem Wydawnictwo Smak Słowa).

W obecnym stuleciu pod tym względem jest lepiej niż w wiekach poprzednich. Choć może należałoby napisać, że lepiej bywa. Wątek kobiecy bowiem nie tylko sferze artystycznej – lecz także w miejscach pracy czy między ścianami mieszkań – to wciąż walka o godne traktowanie i docenianie kobiet względem mężczyzn, bez nierówności. Dlatego Autorki swoją publikacją ostrzegają, i wierzą zarazem, że kolejne pokolenia nie będą naznaczone przez to, co choćby w świecie sztuki nie jest pokazywane i o czym się nie mówi. Czyli na przykład o pozytywnych przedstawieniach osób, z którymi można się identyfikować, wartościowych i wyjątkowych bez dyskryminacji. By miało miejsce bardziej współistnienie przeciwieństw niż brutalna wizja konfliktu – jedno i drugie Autorki dostrzegają na obrazie „Martwa natura z wężem” Rachel Ruysch.

Jeżeli bowiem dziecko, zabierane do muzeum po to, by poznawało swoje dziedzictwo kulturowe – albo to, co jest uważane za dziedzictwo kulturowe kraju, w którym mieszka – widzi, że docenione zostały tam jedynie dzieła heteroseksualnych, białych mężczyzn, a kobiety oraz etniczną czy seksualną odmienność można tam znaleźć wyłącznie w przedstawieniach służby: w domu, w polu, czy też w sytuacji seksualnego podporządkowania – jak zatem owo dziecko rozumie siebie w konfrontacji z takimi dziełami?.

Rafał Kowalski © 2025

Rozsika Parker, Griselda Pollock, Dawne mistrzynie, przekład Anna Arno, Wydawnictwo Smak Słowa 2025, ss. 308