Heinrich Ignaz Franz Biber: Violinsonaten Nr.1-8 (1681)
Salzburg Lute Consort, Ars Antiqua Austria, Gunnar Letzbor – violin, direction
Pan Classics, Note 1 Music 2024, PC 10454, 2 CD TT: 97’00”
To drugie podejście Gunara Letzbora do Sonat skrzypcowych (1681) Bibera. Pierwsze wydał w 1994 roku, a więc równo 30 lat temu. Do dziś wielu uznaje je za referencyjne. Co więc mogło skłonić austriackiego skrzypka, aby ponownie nagrać tę osiemnastowieczna muzyczną perłę? To tylko moje przypuszczenie, ale myślę, że zdecydowała o tym dojrzałość.
Twórczość skrzypcowa Bibera, pełna wirtuozowski ekstrawagancji, bije na głowę dokonania wielu ówczesnych kompozytorów. To w zasadzie protoawangardowe kompozycje. Wie o tym doskonale Gunar Letzbor. Jego Biber tańczy, śpiewa, pomrukuje, huczy, raduje się i tonie we łzach.
Takie właśnie było poprzednie nagranie Sonat – mocne, kolorowe, pełne niespodzianek. To nowe nie jest – jak to zazwyczaj bywa ze starymi mistrzami – wyłagodzone ze względu na wiek. Jest rzeczywiście głębsze i dojrzalsze, ale i równie nieujarzmione, namiętne, burzliwe, nieokiełznane i gwałtowne.
Przez 30 lat Letzbor rozwijał się wraz z kompozycjami Bibera, aż w końcu ta muzyka stała się jego drugą naturą. To pozwoliło mu wyzbyć się z resztek akademickości i stać się interpretatorem wolnym do granic możliwości. W nowym nagraniu zwroty akcji następują jeden po drugim. Słuchanie płyty przypomina dobre kino. Nie da się przerwać i wyjść do kuchni po herbatę. Dzieję się tyle, że strach coś przegapić. Parafrazując słowa kompozytora Charlesa Ivesa: “Ta muzyka ćwiczy mięśnie uszu i mózg!”.
Zaplanowane przez kompozytora kontrasty Letzbor gra spontanicznie i z rozmachem. Jeśli wstrzymuje oddech to tylko po to, zeby po chwili uwolnić kilotony muzycznej energii. Nie chcę spoilerować, ale nawet jeśli znacie te kompozycje, zadziwi was wybuch ataku dźwięków w pierwszej z ośmiu sonat. Nie jest to oczywiście jedyny taki moment w cyklu. W swoich skrzypcach Gunar Letzbor zamknął cały arsenał instrumentów: perkusyjne, dęte, a nawet wiejską orkiestrę grającą na janczarach. Ktoś może pomyśleć, że przesadza. Nic podobnego. Gra tak, jakby dopiero co wpadł na genialny pomysł, jak zagra Bibera.
Ale wigor i siła to tylko jedno oblicze tej interpretacji. Skrzypce Letzbora jednocześnie śpiewają, otulają czułością, słodko szepcą, patrzą w niebo. W tych Sonatach Biber i Letzbor badają granice możliwości instrumentu solowego i żywią go ludowością oraz jakąś archaiczną pierwotnością.
Niemały wpływ na jakość wykonania mają współpracownicy Gunara Letzbora. Salzburg Lute Consort i Ars Antiqua Austria odbijają niczym lustro podejście i afekt lidera. Co jakiś czas słychać także dzwony opactwa św. Floriana, w którym dokonano nagrania. “Na początku było to denerwujące – mówi Letzbor – ale ostatecznie zignorowaliśmy je”. I dobrze, bo pasują. Dźwięki dzwonów na zakończenie sonaty wyłania się jak śpiew z innego świata. Bardziej barokowo być nie mogło.
Robert Majewski © 2024
