Wiosna urocza straciła aromat, zgubiła świeżość. Wiosna, ta spod znaku skłębionych czerwieni i ta od granatów i oranży, istnieje u Wojtkiewicza tylko jako eksces w krótkiej przerwie między baśnią a teatrem życia, wyjątek potwierdzający sztuczność i kalectwo dzieła stworzenia. Przecież zaraz ją przykryją zdechłe żółcienie i ochry, pochłoną zgniłe zieloności, pożre próchnica brązów i czerni, rozbełtanych, zabrudzonych, nigdy gładkich, a przeciwnie, pełnych przetarć i prześwitów, z których tu i ówdzie wyziera płótno albo karton.
Patrzę na „Melancholię dziecka” Witolda Wojtkiewicza – jedną z ponad dwudziestu reprodukcji jego dzieł dołączonych do książkowego eseju (wydanego przez Wydawnictwo Nisza) o twórczości tego malarza. Dziecko na moim ulubionym jego obrazie wydaje się unosić w powietrzu, być niedokończone – jakby „malarz nagle się rozmyślił”, postanowił nie udzielać mu „pełni istnienia”; szarymi oczami sugestywnie patrzy przed siebie bez uśmiechu. Piękno i smutek to słowa, które zdają się dobrze oddawać, co u Wojtkiewicza jest na planie pierwszym; dalej, głębiej, domaga się uwagi.
Wojtkiewiczowskie barwy i postacie… Te pierwsze, jak pisze teoretyk i filozof sztuki Wiesław Juszczak, cytowany przez Piotr Pazinski, głębokie i rozżarzone „niby z trudem” wydobywają się „na powierzchnię wapiennie suchą, przepaloną jakby i wygaszoną, pozbawioną na pierwszy rzut oka wszelkiego blasku”. Autor tej książki zdaje się sugerować, że im bardziej uczymy się obrazów Wojtkiewicza, tym wyraźniej – w często obecnej tam szarzyźnie – będziemy mogli dostrzec subtelność odcieni, grę kontrastów i „bajeczne bogactwo kolorystycznych zestrojów pełnych niezwykłej mocy”.
Właśnie od kolorów zaczyna się książka Przebierańcy nicości, konkretnie od zieleni. Paziński nawiązuje do tej barwy w utworach Bolesława Leśmiana; według niego bywa ona żywiołem Leśmianowskiej poezji tak „niebezpiecznym i intensywnym, że bliskim śmierci” i „znakiem tego, co straciliśmy”. Niewykluczone, że właśnie dlatego u Wojtkiewicza zieloność jest jakby „przytłumiona, złamana, zniechęcona do życia” i może być oznaką melancholii.
Paziński „szuka” Wojtkiewicza u Charlesa Boudelaire’a (poeta krytykuje tych malarzy, którzy wyrażają naturę być może idealnie, ale bez emocji i uczuć, przez co „sprzeniewierzają się wyobraźni”), Zygmunta Freuda (wątek melancholii), Tadeusza Kantora (teatralny „gmach iluzji” rozlatuje się po zakończeniu spektaklu, pozostaje atmosfera „schyłku i pustki”)… Sięga do tematu baśni, która może ożywiać martwotę (jak pisze Jerzy Ficowski), jednocześnie nie zawsze jest całkiem niewinna („Bywa, że światy zrodzone z baśni i dziecięcych rojeń o potędze są straszne”) – co widać choćby w przejmującym utworze „Urodziny infantki” Oscara Wilde’a, czy też na rysunku Wojtkiewicza „Bajka (zabawa dzieci pod szubienicami)” i w jego obrazie „Krucjata dziecięca”, nawiązującym do autentycznej i tragicznej wyprawy dzieci z Europy do Ziemi Świętej w 1212 roku.
Pojawiają się kruchość istnienia i kontrasty, krzywda i szaleństwo (Autor sięga do „Zapisków z domu wariatów” Christine Levant), komedia dell’arte… Na obrazach Wojtkiewicza uosabiają to często „ludzie dotknięci szaleństwem, zapóźnieni w rozwoju, ogołoceni z pamięci, kalecy i nieprzystosowani”. Niekoniecznie na pierwszy planie czekają, aż i czy zwrócimy na nich uwagę. I jak Piotr Pazinski pisze w tej książce – stworzonej z dużą erudycją, wyobraźnią i wyczuciem (jeśli już cytuje „Lata nauki Wilhelma Meistra” Johanna Wolfganga von Goethego, to w przekładzie Piotra Chmielowskiego z 1893 roku, bo tylko ten mógł czytać Wojtkiewicz) – jego główny bohater „perfidnie podstawia nam lustro, nie daje umościć się w wygodnym przeświadczeniu, że kto jak kto, ale my na pewno nie jesteśmy zdolni do przemocy”.
Chyba że będziemy dostrzegać i doceniać, co dobre i przede wszystkim prawdziwe. Również tam, gdzie być może się tego nie spodziewamy.
Jeżeli wierzyć Freudowi, istnieje tylko jedna dziedzina, w której zachowało się zjawisko wszechmocy myśli i przetrwała cząstka pierwotnej magii dającej dorosłemu człowiekowi poczucie, że może niekiedy spełniać swoje dziecięce życzenia, a twory jego wyobraźni okażą się równie realne jak świat wokół – dziedzina sztuki.
Rafał Kowalski © 2023
Piotr Paziński, Przebierańcy w nicości. Rzecz o malarstwie Witolda Wojtkiewicza, Wydawnictwo Nisza, Warszawa 2023, s. 204
