Agroturystyka i gastronomia na najwyższym poziomie dotarły w końcu i w Bieszczady. Niestety. Coraz więcej właścicieli stara się serwować szanownym turystom na śniadania bułeczki z konfiturą, bryndzę, lokalne sery i bieszczadzkie miody.
Są place zabaw dla turystycznych pociech. Słyszałem, że pojawiają się nawet hulajnogi. Tylko czekać, jak zrobią drogę i będzie można nimi wjechać na Tarnicę.
Z drugiej strony ci sami wielce szanowni turyści mają obowiązek segregowania śmieci. W praktyce mają go w czterech literach i zostawiają na szlakach tony plastiku i innych podpasek.
Moje Bieszczady hołdują starożytnej zasadzie, że tu się je i pije, a nie degustuje. W tym celu chodzi się do knajpy albo do sklepu, a nie do restauracji. W tych miejscach można nie tylko najeść się po uszy, ale i przekonać się, czym są prawdziwe Bieszczady.
To stało się udziałem pewnego biznesmena, który chciał zbratać się z lokalsami. Usiadł przy barze, i zaczął się chwalić, że kupił pod Cisną dom, a drugi ma w Zakopanem. W Strzebowiskach kupił parę hektarów ziemi, jeździ mercedesem, a synkowi podarował bmw. Ogólnie forsy ma jak lodu.
Na reakcję lokalsów nie trzeba było długo czekać.
– Czy tym się chwalisz, kolego? Ja przepiłem dziesięć razy tyle, ile ty masz.
Coś w tym jest, bo ów lokals, który dał lekcję Bieszczadów biznesmenowi, kilka lat temu został złapany pod Żubraczem za jazdę po pijaku. Wynik na alkomacie miał legendarny i tyleż samo dostał mandatu. Podobno dwa i pół tysiąca.
Dniówki zarabiał wtedy 50 złotych, więc musiałby pracować na mandat półtora miesiąca. Tak długiego jednorazowego stażu nie miał przez całe życie. Na dodatek przez ten czas nie mógłby nic jeść i co ważniejsze – nic wypić. Z pierwszym pewnie dałby radę, z drugim – jak się domyślacie – nie. Nietrudno odgadnąć, że nie zapłacił.
Po jakimś czasie został wezwany do sądu. Wymiar sprawiedliwości okazał się dość naiwny i nakazał mu mandat zapłacić. Lokals, kiedy wyszedł z sali rozpraw, pokazał gest Kozakiewicza i powiedział do kolegów, którzy przyszli go wspierać: – Jak będę miał, to zapłacę!
Co było dalej, łatwo się domyślić.
Robert Majewski © 2023
Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Fakt, że w Bieszczadach na szlaku je się jajko z chlebem. Ale… oferta dla „niebieszczaderów” też powinna być, jeśli oni się tam pojawiają. Powinna być wyśrubowana cenowo, żeby mieli oni szacunek do miejsca. A jajko i chleb powinny nadal być tanie. Wrzątek – za darmo. Czy nadal tak jest? Nie wiem. Z powodu tłumów w Bieszczadach dawno nie byłam. Może konfitura i bryndza są za tanie?
PolubieniePolubienie
W tym roku nie byli tłumów – na szczęście. Chwała inflacji! 😃
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Poczekam do października – na granatowe niebo! Może inflacja do tej pory nie zmaleje… 🤪
PolubieniePolubienie