Wspaniała książka! Zachwytów tyle, ile stron (544). To niezbyt profesjonalne zaczynać recenzję w ten sposób; od końca, ale cóż począć. „Zagram ci to kiedyś…”, rozmowa Jerzego Illga ze Stanisławem Radwanem, wciąga jak wir, skrzy się anegdotami i jest wehikułem czasu po historii Polski. Aż szkoda, że się kończy. Z Illgiem i Radwanem można by pędzić wciąż naprzód, w samej drodze i w samej lekturze znajdując rozkosz i cel.

Illg

Stanisław Radwan jest legendą polskiego teatru, kompozytorem i pianistą, byłym dyrektorem Starego Teatru w Krakowie. Skromny jak mało kto, przez lata bezwzględnie chronił swoją prywatność i stanowczo odrzucał propozycje spisania swojego życia. Udało się to dopiero Jerzemu Illgowi, redaktorowi naczelnemu wydawnictwa Znak i przyjacielowi Radwana. Żona Stanisława Radwana, Dorota Segda, do dziś nie może zrozumieć, jak mu się to udało.

Wywiad rzeka ma formułę pogawędki dwóch starych przyjaciół. Takie rozmowy nie zawsze są dobrą literaturą, ale tym razem wyszło wybornie. Nic dziwnego, Stanisław Radwan to człowiek orkiestra. Oddycha muzyką, żyje sztuką i teatrem, napędza się podróżami po świecie. Dzięki talentowi i pasjom poznał wielu wspaniałych ludzi. Stąd też w jesieni życia ma kogo i co wspominać. A że robi to znakomicie, jego opowieści o Konradzie Swinarskim, Jerzym Grzegorzewskim, Andrzeju Wajdzie, Jerzym Jarockim i wielu innych czyta się jednym tchem.

Radwan odsłania kulisy słynnych przedstawień, opowiada o walce z cenzurą, teatralnych przygodach i podróżach. Nie stroni też od szczerych wyznań. Bez owijania w bawełnę mówi o okresie picia, kobietach swojego życia i sławetnym notorycznym spóźnialstwie. Kreśli piękne portrety rodziców i ważnych dla niego ludzi, których miał szczęście poznać: Karola Wojtyły, Krzysztofa Pendereckiego, Ewy Demarczyk, Piotra Skrzyneckiego, Nadii Boulanger, Pierre’a Schaeffera, Franciszka Starowieyskiego i Romana Polańskiego.

Niezwykle urzekająca jest jego opowieść o spotkaniu z Karolem Wojtyłą: „Szedłem kiedyś z Warszawskiej, wzdłuż Świętego Floriana, placem Matejki i czytałem zajęty czymś, co mnie bardzo wciągnęło, i nagle tuż przed słupem zatrzymała mnie czyjaś ręka. Ksiądz Wojtyła, który był wikarym u Świętego Floriana, szedł od Floriańskiej. Powiedział – »Słuchaj, zawsze jak czytasz, to omijaj słupy (…). Nie daj się zagrzebać w czyjeś myślenie… Bo walniesz w słup.« Nigdy jego słów nie brałem dosłownie. On mówił taką polszczyzną, że wiedziałeś, iż za tym jest coś więcej, że on mówi nie tylko o danym fakcie”.

Jak tłumaczono niepunktualność Radwana? „Spóźniłem się kiedyś na próbę i tam wrzeszczą: »Co on sobie myśli, spóźnia się!«. Na to Aleksander Bardini: »Proszę państwa, ustalmy jednak prawdę podstawową, pan Radwan nigdy się nie spóźnia. Czas za nim nie nadąża«”.

Ciekawa historia wiąże się również z Krzysztofem Pendereckim. „Krzysztofa wezwano do Warszawy, skąd przyjechał z tytułem docenta i prawem do prowadzenia samodzielnie klasy. Przychodzi do mnie na Wawel (tam wtedy mieszkałem) i mówi: »Słuchaj, mogę mieć klasę, tylko nie mam studenta.« A ja na to: »No to masz studenta.« Przez cały pierwszy rok, czyli dwa semestry, byłem jego jedynym studentem (…) nazywali nas wtedy »klasą dwóch«” – mówił Radwan.

W szkole średniej Radwan miał niesamowitą przygodę z genialnym pianistą, Arturem Rubinsteinem. Stremowany obecnością mistrza, grał jakąś fugę Bacha nierówno. Wtedy Rubinstein usiadł i zagrał ją. „I nagle mnie oświeciło: »Jezu, to ma być tak!« Wypchnąłem go ze stołka, bo już wiedziałem, o co chodzi i pojechałem dalej. Skandal. Nie byłem tego świadom, później opowiadała mi to pani Halina (Czerny-Stefańska – przyp. autora). »To, coś ty zrobił, to była bezczelność, jakiej sobie nie można wyobrazić. Tylko wszyscyśmy to zrozumieli.« A on podobno – ja tego nie widziałem, bo grałem dalej, tak mnie natchnął – odwrócił się do sali i powiedział: »Ale go wcisnąłem.«” – wspomina Radwan.

Takich opowieści w książce jest mnóstwo. Pozostańmy jednak przy tych czterech przykładach na zaostrzenie apetytu. A ponieważ koniec recenzji znalazł się na jej początku, teraz nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco zachęcić czytelników do sięgnięcia po tę arcyciekawą konwersację dwóch zacnych panów. Książki takie jak ta dają nadzieję, że sztuka niebanalnej rozmowy jeszcze nie umarła.