Johann Sebastian Bach: The Cello Suites BWV 1007-1012 (guitar transcriptions)
Eliot Fisk (guitar)
IBS Classical 2026, IBS42026, 2CD, TT: 129’41”
Od czasu do czasu ukazują się płyty, które sprawiają wrażenie, że są owocem całego życia artysty: dojrzewają przez dziesięciolecia, wyrastają z fascynacji, pokory i miłości do muzyki. Tak odczytuję najnowsze nagranie Eliota Fiska, obejmujące komplet sześciu Suit wiolonczelowych Johanna Sebastiana Bacha w autorskich transkrypcjach na gitarę.
Nie jest to kolejna próba „przeniesienia” arcydzieł Bacha na inny instrument. Fisk proponuje coś znacznie bardziej ambitnego: dialog z kompozytorem prowadzony na przestrzeni ponad trzydziestu lat pracy nad tym repertuarem. Sam pisze, że inspiracją była dla niego zachowana autentyczna transkrypcja V Suity dokonana przez Bacha dla lutni (BWV 995), w której kompozytor nie ograniczył się do prostego opracowania materiału, lecz swobodnie przekształcał rytmy, artykulację, fakturę i harmonikę. To właśnie Bach, a nie współcześni transkrybenci, stał się dla Fiska najważniejszym przewodnikiem.
Trudno przecenić miejsce Suit wiolonczelowych BWV 1007-1012 w historii muzyki. Powstałe najprawdopodobniej podczas pobytu Bacha w Köthen między rokiem 1717 a 1723, pozostają jednym z najbardziej zdumiewających osiągnięć sztuki instrumentalnej. W ich pozornie ascetycznej fakturze pojedyncza linia melodyczna nieustannie sugeruje istnienie wielogłosowego świata. Bach dokonuje tu niemal niemożliwego: z ograniczeń jednego instrumentu wydobywa nieskończoną przestrzeń harmonii, kontrapunktu i ekspresji. Nic dziwnego, że Eliot Fisk nazywa te utwory „rodzajem boskiej stenografii” – muzycznym zapisem rzeczy niewyrażalnych.
Sześć suit tworzy cykl o niezwykłej architektonicznej spójności. Każda rozpoczyna się preludium, po którym następują allemande, courante, sarabanda, para tańców oraz finałowa gigue. W tej pozornie regularnej konstrukcji Bach zbudował jednak muzyczny wszechświat o nieogarnionym bogactwie znaczeń i nastrojów: od pogodnego blasku I Suity przez przejmującą refleksyjność II, niemal pastoralną aurę III, majestatyczność IV, dramatyczną ciemność V aż po triumfalne zwieńczenie cyklu w Suicie VI.
Największym osiągnięciem Fiska jest to, że w swojej gitarowej wersji nie próbuje udawać wiolonczeli. Zamiast tego pozwala gitarze przemówić własnym głosem. Korzystając z doświadczeń Bacha zawartych w lutniowej wersji V Suity, rozszerza niekiedy akordy, dodaje linie basowe, pogłębia polifonię i wydobywa ukryte w oryginale relacje harmoniczne. Czyni to jednak z niezwykłą rozwagą. Ani przez chwilę nie ma tu poczucia aranżacyjnej przesady czy chęci popisania się pomysłowością. Wszystkie interwencje wynikają z głębokiego zrozumienia bachowskiego języka i służą jedynie uwydatnieniu tego, co już istnieje w partyturze.
Szczególnie poruszające są fragmenty, w których Fisk wydobywa z gitary jej zdolność do kreowania wielogłosowości. Instrument oddycha tutaj pełnią barw: raz przypomina lutnię, innym razem klawesyn, chwilami niemal orkiestrę. Artysta z niezwykłą wyobraźnią operuje kolorem dźwięku, różnicując fakturę i rejestry. Dzięki temu blisko dwie i pół godziny muzyki mija w nieustannym poczuciu odkrywania czegoś nowego.
Interpretacyjnie jest to Bach niezwykle ludzki. Fisk nie szuka chłodnego obiektywizmu. Jego wykonania pulsują emocją, ale emocją zawsze podporządkowaną formie. Preludia rozwijają się z naturalną narracyjną logiką, sarabandy zatrzymują czas, a tańce zachowują właściwą sobie lekkość i rytmiczną żywotność. Szczególne wrażenie robi V Suita, której mroczna ekspresja nabiera na gitarze niemal metafizycznego wymiaru, podczas gdy finałowa VI Suita promienieje światłem i pogodzeniem.
Nie sposób pisać o tym nagraniu bez kilku słów o samym wykonawcy. Eliot Fisk należy od dziesięcioleci do najwybitniejszych osobowości świata gitarowego. Uczeń Andrésa Segovii, artysta słynący z nieograniczonej ciekawości repertuarowej, konsekwentnie poszerza granice możliwości swojego instrumentu. W jego działalności zawsze spotykały się wirtuozeria, erudycja i odwaga twórcza. Album z suitami Bacha wydaje się naturalną kulminacją tej drogi: nie demonstracją technicznej sprawności, lecz świadectwem dojrzałego myślenia o muzyce.
To nagranie urzeka także czymś trudnym do nazwania. Fisk zdaje się prowadzić słuchacza przez muzyczny labirynt Bacha jak przewodnik, który zna każdy jego zakątek, ale wciąż nie utracił zdolności zachwytu. Słychać tu nie tylko ogrom pracy i wiedzy, lecz również autentyczną wdzięczność wobec kompozytora. Każda fraza sprawia wrażenie przemyślanej, każda decyzja interpretacyjna ma swoje uzasadnienie, a mimo to całość zachowuje świeżość spontanicznego muzykowania.
W świecie, który nieustannie produkuje nowe nagrania wielkich dzieł, coraz rzadziej spotyka się albumy naprawdę potrzebne. Gitarowe transkrypcje Suit wiolonczelowych Bacha w wykonaniu Eliota Fiska należą właśnie do takich wyjątków. To nie tylko fascynujące spojrzenie na jedno z największych osiągnięć europejskiej kultury muzycznej, lecz także głęboko osobista medytacja nad sztuką, czasem i ludzką zdolnością do obcowania z pięknem.
Po zakończeniu ostatniej Gigue z VI Suity pozostaje przede wszystkim wdzięczność. Wdzięczność za to, że po trzystu latach od powstania tych utworów muzyka Bacha nadal potrafi przemawiać z taką siłą. I wdzięczność dla Eliota Fiska, który przypomina nam, że prawdziwe arcydzieła nie znają granic instrumentów, epok ani stylistycznych przyzwyczajeń. One po prostu żyją.
Robert Majewski © 2026
Albumu można posłuchać w serwisie Apple Music.
