Lubię… Specjalne okazje…
Krystyna Prońko

P.M. Krystyna Prońko, 2020, TT 65’00”

rm red star  rm red star  rm red star  rm red star  rm red half star

Dość rzadko zachęcam do słuchania polskiej muzyki, a już szczególnie tej z półki pod nazwą „pop”. W dzisiejsze mroźne przedpołudnie przyjaciel przysłał mi link do najnowszej płyty Krystyny Prońko Lubię… Specjalne okazje… i zapytał – „znasz?”. Bez wahania kliknąłem w link i już po pierwszych dźwiękach dodałem płytę do „ulubionych”.

Krystyna Prońko to wspaniała polska wokalistka, wychowawczyni wielu pokoleń artystów. Właśnie obchodzi 50-lecie pracy na scenie i poniekąd z tej okazji wydała płytę z premierowymi piosenkami. Żadne tam „the best of…”, tylko zestaw nowych lub odświeżonych, nowocześnie zaaranżowanych, pełnych stylistycznych niuansów piosenek (zwróćcie choćby uwagę na świetnie zagrane partie trąbki).

Słuchając Lubię… zastanawiałem się nad fenomenem pani Krystyny. Odpowiedź przyniósł tekst tytułowej piosenki: „Lubię gdy zapada noc / ma tonację czarnej muzyki soul / gry subtelne, jak kantyleny są / ty prowadzisz, ja dodaję blue note”. Chyba tę „blue note” tu chodzi.

W każdej z piosenek – a tych przez pięćdziesiąt lat Krystyna Prońko zaśpiewała całe mnóstwo – bez względu czy była to soulowa ballada Poranne łzy, funkowy Deszcz w Cisnej, Jesteś lekiem na całe zło, Małe tęsknoty, czy protest-song Psalm stojących w kolejce z przejmującym tekstem Ernesta Brylla, słychać ową „blue note”. Przyjaciel napisał: „mam dreszcze, jak słucham Lubie, a ja je mam od pierwszego do ostatniego utworu na tej płycie. I nie jest to efekt temperatury za oknem.

Lubię mieć takie płyty w „ulubionych”. Zdecydowanie polecam.

Jacek Bulak