Człowiek to dziwne stworzenie. Wydaje mu się, że może paść ofiarą jakiejś mistycznej logiki, której nigdy nie poznał, ale chętnie nią szermuje. Jedną z tych osobliwych iluzji jest przekonanie, że jeśli kogoś ośmieszy, zawstydzi, zgnoi w błocie, przyłoży mu słownym cepem w publicznej przestrzeni – to ten ktoś nagle olśni się i z pokorą uzna: „No tak, rzeczywiście, jestem idiotą. Dzięki za upokorzenie. Przechodzę na twoją stronę.” Otóż nie. Tak się nie dzieje. I nigdy się nie działo. Więc… czemu, do cholery, ludzie to robią?
Bo nie chodzi o przekonywanie. Nigdy nie chodziło.
Zawstydzanie to teatr. Publiczne grillowanie przeciwnika to rytuał dominacji, nie argumentacji. To współczesna forma palenia heretyków – tylko zamiast ognia mamy memy, cięte riposty i świętą inkwizycję Twittera (przepraszam, X-a – ale tu też pewne rzeczy się nie zmieniają), Facebooka czy innego Tik-Toka. Ludzie nie pragną rozmowy. Pragną triumfu. A jeszcze bardziej – publiczności.
Zresztą, co dziś znaczy „mieć rację”? To nie jest oparte na faktach, danych, logice. To jest oparte na tym, kto kogo zakrzyczy, kto stworzy lepszy viral, kto ubierze własne poglądy w bardziej memiczny płaszczyk. Kto bardziej błyskotliwie upokorzy drugiego. Dla lajków. Dla poklasku. Dla tej fałszywej satysfakcji, że „wygrałem dyskusję”, bo druga strona się zamknęła – nie z przekonania, ale z obrzydzenia do tonu rozmowy.
Zamiast zastanowić się, dlaczego ktoś wierzy w coś innego, szybciej szukamy, z czyjego on jest „sortu”. Zamiast zapytać „co cię do tego doprowadziło?”, wolimy wrzeszczeć „co za debil!”. Empatia? Zrozumienie? Rozsądna rozmowa? Wymarły jak dinozaury. Tylko że po dinozaurach zostały szkielety. Po tej nowej erze pogardy zostaje tylko smród i popiół.
A może, zamiast urządzać publiczne lincze i pastwienia się nad kimś „głupszym”, warto byłoby przestać zgrywać intelektualnego kata? Bo nikt nigdy nie zmienił zdania pod ciosem obelgi. Ale wielu utwardziło się w swoich błędach, zbudowało wokół siebie mury, przestało słuchać. I wtedy już nie ma rozmowy – zostaje tylko wojna.
Więc zanim znów naciśniesz „opublikuj”, „wyślij”, „skomentuj” – zapytaj siebie: czy naprawdę chcesz coś zmienić, czy tylko chcesz kogoś zniszczyć? I pamiętaj – to drugie może się udać. Ale to pierwsze ma sens.
Robert Majewski © 2025
