Scottish Fantasy: Max Bruch – Scottish Fantasy and Violin concerto No. 1 in G minor
Academy of St Martin in the Fields, Joshua Bell – soloist/director
Sony Classical, 2018, TT 55’ 00”
![]()
Bell’s album is one of the most interesting recordings of both works by Max Bruch
Joshua Bell należy do grona najwybitniejszych współczesnych skrzypków. Naukę gry rozpoczął w wieku 4 lat, a dziesięć lat później zadebiutował jako solista z Orkiestrą Filadelfijską pod batutą samego Riccarda Mutti. Szerszej publiczności znany jest z filmu Purpurowe skrzypce. To on wykonywał partie solowe, a ścieżka dźwiękowa zdobyła Oskara.
Joshua Bell był nastolatkiem, kiedy po raz pierwszy nagrał Koncert skrzypcowy g-moll Maksa Brucha z orkiestrą Academy of St. Martin in the Fields pod dyrekcją Neville’a Marrinera. Krytycy chwalili wtedy głębokie brzmienie Bella, bezbłędną technikę i fenomenalną artykulację. Mimo to młody wiek artysty nie dawał tej interpretacji dojrzałości i tak potrzebnej tajemniczości. Bell sprawiał wtedy wrażenie zbyt pewnego siebie i nieomylnego.
Po trzech dekadach starszy, pokorniejszy i doświadczony Bell postanowił powrócić do tego utworu. Nagrał go i wydał na jednym krążku obok Szkockiej fantazji – innej kompozycji Brucha. Tym razem Bell sam poprowadził Orkiestrę św. Marcina. Techniczna finezja i pewność interpretacji – które charakteryzowały pierwsze nagranie – pozostały. Porównanie obu wersji nie pozostawia wątpliwości – w ciągu trzydziestu lat Bell znacznie poszerzył swój ekspresyjny arsenał. O ile wcześniej w Koncercie g-moll Bell był romantyczny, o tyle teraz dodał do tego cygańską pikanterię. O wiele cieplejsze jest na przykład Adagio – mniej opanowane i zdystansowane niż poprzednio, za to bardziej żarliwe i elastyczne.
Pulsujące wibrato skrzypiec i elastyczność są jeszcze bardziej potrzebne w Szkockiej fantazji. Natomiast kapitalne rubata i fantazyjność części solowej czynią tę interpretację niemal perwersyjnie zmysłową, a przyjęcie podwójnej roli – solisty i dyrygenta – zaowocowało równowagą brzmienia orkiestry i solisty. Troszkę można by ponarzekać na realizację dźwięku przez inżynierów Sony (ma się wrażenie, że orkiestra i solista oddaleni byli od siebie o dobrych kilkanaście metrów), ale to drobny mankament. Album Bella należy do najciekawszych nagrań obu dzieł Maksa Brucha.
