tej nocy nie zamknęłam okien / rano z lękiem otwieram oczy / wypatrując ptaków latających po mieszkaniu / słyszę je a ty przecież tak boisz się ptaków (…).

To słowa z wiersza otwierającego ich zbiór (wydany w ubiegłym roku przez Wydawnictwo Wspólny Pokój) autorstwa Katarzyna Grabowska, z ilustracjami, których jest twórczynią. Na poetycki szur nanizana jest tu historia miłości dwóch kobiet „krótka, a jakby trwała latami”. Bez dużych liter i znaków przystankowych, z uczuciem meandrującym między złością, udami, kanapkami, chłodem i duchem Leonory Carrington.

Może jednak najpierw o tej, której w tej książce nie ma, a jakby była… Chawa Złoczower, znana też jako Eve Adams, polska Żydówka urodzona w Mławie, której aktywizm szlifował się też w latach szkolnych w Płocku, w latach dwudziestych ubiegłego wieku została deportowana ze Stanów Zjednoczonych. Władze jej książkę „Lesbijska miłość” uznały za obsceniczną w obliczu angielskiego prawa o obrazie obyczajów, obowiązującego wówczas w USA. Tymczasem lektura tej publikacji udowadnia, że choć pojawia się tam nagość, to jednak nie w obscenicznym kontekście; nie ma tam pornografii, lecz pragnienie miłości, bliskości, na przykład (cytuję w przekładzie Agnieszki Szulig): „Przepraszam, że przeszkadzam, Julius, ale zapomniałam, jak wygląda twoja twarz, i po prostu musiałam zobaczyć ją jeszcze raz. Teraz jestem szczęśliwsza – dodała cicho Otto – i mam nadzieję, że ty jesteś szczęśliwa, Julius. – I z tymi słowami zniknęła […]”. Książka była tylko pretekstem, by autorkę „Lesbijskiej miłości” ukarać za jej aktywizm, odwagę, mówienie głośno, kogo kocha naprawdę.

O Chawie/Eve w ostatnich latach pisały na przykład Patrycja Dołowy, Zuzanna Hertzberg i Sylwia Chutnik. Powstał spektakl w krakowskim Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, pisałem też ja… Mimo to, jak słusznie zauważa Chutnik, queerowy język w polskiej poezji wciąż nie jest dość słyszalny. Dlatego, choć Chawa/Eve o miłości lesbijskiej pisała prozą, a Katarzyna Grabowska czyni to wierszem, łączenie obu twórczyń słowa wydaje się czymś naturalnym. By wspomniany głos był słyszalny jeszcze bardziej.

W poezji Grabowskiej cielesność też jest ukazana w konkretnym kontekście, jak w tytułowym fragmencie „twoje uda są jak półwysep / na którym nie można / zbudować domu (…)”. Zbudować nie można, bo miłosna bliskość w opisywanym związku co i rusz się wymyka. Raz padają słowa: „nie śpię pilnując czy po kołdrą / trzymasz mnie za rękę”, innym razem „chłód wdarł się do sypialni / zdecydowanie lato mija / między adrenaliną a oksytocyną / nie spędzamy go razem”. Pojawia się wspólny wyjazd w miejsce ciepło-słoneczne i robienie kanapek we dwoje, kiedy indziej „niepokój w zasięgu twojego wzroku”.

Miłości tej być może nie pomaga brak jej rozwoju i utrzymywanie go w tajemnicy, co mogą sugerować słowa: „spadam i tak mnie nie było / na pocztówce którą wysłałaś do rodziny z włoch”. Może są też inne przyczyny… Wygląda na to, że jedna z tych kobiet bardziej od drugiej ma nadzieję, że będzie lepiej. Pisze, że nie chce „takiego życia”, ale nie mówi o tym tej drugiej. Nie chce zabić tego uczucia, nawet jeśli „pytasz mnie co lubię by nigdy tego nie robić”. Wierzy w tę miłość, i śni, by ta druga kobieta tęskniła za nią.

Pojawiają się słowa mocno namacalne, jak te o szukaniu luk między oddechami, i o nadwrażliwości „na dotyk materiału przy całkowitej niewrażliwości na uczucia”. W tym wszystkim kilka razy przywołana jest surrealistyczna malarka, pisarka i rzeźbiarka Leonora Carrington, najwyraźniej bliska Autorce. Kilka razy cytuje tę artystkę, która już jako dziewczynka miała świadomość swego talentu; tym bardziej nie mogła znieść, jak w porównaniu z nią traktowana była męska strona jej rodziny, czyli lepiej. Torpedowała też starania jej bliskich, by ładnie prezentowała się na pokaz, zamożnie wyszła za mąż, nie wychodziła poza sztywne ramy szkolne. Dlatego wyrywała się, nigdy nie chciała być w niczyim cieniu, i dopięła swego… Wydaje się, że jedna z kobiet w omawianym zbiorze wierszy również chce pójść drogą z cienia ku szczeremu światłu.

Joanna Moorhead w swojej książce o Carrington (wydanej przez Wydawnictwo Smak Słowa w 2025 roku) pisze, że jej bohaterka wydawała się pozbawiona wieku, cechowała ją silna, ponadczasowa determinacja, i że była poszukiwaczką. Może i kobieta z wierszy Katarzyny Grabowskiej znajdzie tę drugą, z którą będzie łączyć kropki i nazywać rzeczy wspólnym językiem. Stworzy duet, jak na przykład Carrington z hiszpańską artystką Remedios Varo przy próbie powołania do życia nowego języka malarskiego. Języka, który by – jak można przeczytać w książce „Artystki i surrealizm” (Wydawnictwo Smak Słowa, 2024 r.) autorstwa Whitney Chadwick – wyrażał ich własne potrzeby w bardziej bezpośredni sposób.

„lato mija to już drugi wrzesień / którego nie udaje nam się przeżyć razem”.

Rafał Kowalski © 2026

Katarzyna Grabowska, twoje uda jak półwysep na którym nie można zbudować domu, Wydawnictwo Wspólny Pokój, Warszawa 2025, ss. 52