Ludwig van Beethoven: The Last Three Piano Sonatas
Imogen Cooper – piano
Chandos 2026, CHAN20362TT: 71’42”

Najnowszy album brytyjskiej pianistki Imogen Cooper można odczytywać niemal jak artystyczny testament. Na początku 2026 roku artystka ogłosiła bowiem, że wyruszy w pożegnalną trasę koncertową, po której zakończy karierę. Nagranie dla wytwórni Chandos Records – poświęcone trzem ostatnim sonatom fortepianowym Ludwig van Beethoven – ma być jej ostatnim albumem studyjnym. To wybór repertuaru szczególny: dzieła należące do najbardziej wymagających w całej literaturze fortepianowej, a zarazem do najbardziej tajemniczych i duchowych utworów późnego Beethovena. 

Płytę wypełniają trzy ostatnie sonaty fortepianowe kompozytora: Sonata nr. 30 E-dur, Op. 109; Sonata nr 31 As-dur, Op. 110 i Sonata Nr 32 C-moll, Op. 111. 

Choć nie powstały jako formalny cykl, często traktuje się je jako swoisty tryptyk. Beethoven komponował je w latach, gdy równolegle pracował nad monumentalną Missa solemnis, a jego styl osiągał skrajną kondensację wyrazu i niezwykłą duchową głębię. 

Pierwsza z sonat, op. 109, rozpoczyna się kapryśną, niemal improwizowaną częścią, w której kontrastują dwa różne tempa i nastroje – fragmenty liryczne przeplatają się z bardziej energicznymi. Po niej następuje gwałtowne, pełne ironii scherzo, jedno z najbardziej drapieżnych w całym dorobku kompozytora. Finał stanowi rozbudowany cykl wariacji. Temat brzmi początkowo prosto i niemal naiwnie, lecz kolejne przetworzenia prowadzą muzykę coraz wyżej – aż w sferę eterycznego, niemal mistycznego brzmienia. 

Sonata As-dur op. 110 ma bardziej klasyczny charakter w pierwszej części, której kantylenowa narracja rozwija się z naturalną płynnością. Następujące po niej scherzo przynosi żywioł rytmiczny i zaskakujące przesunięcia akcentów. Finał jest jednym z najbardziej niezwykłych fragmentów w całej twórczości Beethovena: zaczyna się improwizowanym adagio, z którego wyłania się przejmujące Arioso dolente. Następnie pojawia się fuga – dramatyczna, jak to często bywa u Beethovena. Arioso powraca w jeszcze bardziej bolesnej postaci, po czym druga fuga, tym razem z tematem w inwersji, prowadzi muzykę ku rozjaśnionemu, niemal triumfalnemu zakończeniu. 

Ostatnia sonata, c-moll op. 111, składa się już tylko z dwóch części. Pierwsza jest gwałtowna i dramatyczna – to jakby ostateczna synteza beethovenowskiego idiomu c-moll, znanego z Symphony No. 5 in C minor, Op. 67 czy Piano Sonata No. 8 in C minor, Op. 13 “Pathétique”. Druga część, zatytułowana Arietta, to cykl wariacji o niezwykłej architekturze. Z prostego tematu Beethoven buduje wizję muzyki coraz bardziej rozświetlonej i oderwanej od ziemskiej materii – aż do momentu, gdy melodia unosi się w najwyższych rejestrach fortepianu, otoczona migotliwymi trylami. 

Po tym monumentalnym finale Cooper dodaje jeszcze krótki bis: pierwszy utwór z cyklu Four Dirges, Op. 9a Béla Bartók. Ten wczesny, surowy miniaturowy utwór działa jak delikatne sprowadzenie słuchacza z duchowych wyżyn późnego Beethovena z powrotem na ziemię. 

Interpretacje Imogen Cooper należą do tych, które nie epatują efektownością, lecz przekonują głębią myślenia i niezwykłą naturalnością. Pianistka jest artystką skrupulatną i poetycką. Z ogromną uwagą respektuje dynamiczne i artykulacyjne wskazówki Beethovena – nagłe przejścia do piano po crescendach, zaskakujące akcenty czy subtelne zmiany tempa – ale nigdy nie popada w pedanterię. Wszystko podporządkowane jest płynności narracji. 

Jej gra wyrasta z tradycji „przemyślanej” pianistyki, którą reprezentowali jej wiedeńscy mistrzowie: Alfred Brendel, Paul Badura-Skoda i Jörg Demus. Cooper myśli o tych trzech sonatach jak o jednej wielkiej opowieści – z wyjątkiem Arietty z op. 111, o której mówi, że „to opowieść opowiada ją”. 

Już w pierwszej części sonaty op. 109 imponuje sposób, w jaki pianistka prowadzi zmiany tempa. Subtelne rubato i retoryczne akcenty sprawiają, że muzyka oddycha naturalnie, a jednocześnie nigdy nie traci długiej linii narracyjnej. Scherzo ma energię, ale nie jest przesadnie forsowane – każda nuta pozostaje czytelna w dynamicznym biegu muzyki. Kulminacją są jednak finałowe wariacje, rozwijające się powoli i z niezwykłą intensywnością emocjonalną. 

W sonacie op. 110 szczególnie poruszające jest Arioso dolente – u Cooper niezwykle delikatne i pełne skupienia. Z niego niemal organicznie wyrasta fuga, znakomicie artykułowana kontrapunktycznie i prowadzona z dramatycznym napięciem. Transformacja ariosa i powrót fugi prowadzą do finału, który rozświetla się niemal triumfalnie. 

W op. 111 pianistka imponuje kontrolą wielkiej formy. Retoryczne gesty otwierającego Maestoso, gwałtowne Allegro i ich kontrasty rozwijają się z poczuciem nieuchronności. W drugiej części – wielkiej Arietcie – Cooper zachowuje właściwe proporcje między kolejnymi wariacjami, których rytmika bywa w zapisie Beethovena myląca. Muzyka stopniowo nabiera blasku i lekkości, aż osiąga stan niemal metafizycznego zawieszenia. 

Techniczna doskonałość to jednak dopiero punkt wyjścia. Największą siłą tego nagrania jest poczucie wewnętrznej prawdy. Cooper przedstawia muzykę z taką naturalnością, że słuchacz odnosi wrażenie, jakby inaczej nie mogło być. Jej interpretacje nie narzucają się – raczej odsłaniają strukturę i sens utworów. 

Nie znajdziemy tu impulsywnego ryzyka interpretacyjnego charakterystycznego dla Artur Schnabel ani chłodnej, laserowej precyzji Maurizio Pollini. Zamiast tego dostajemy coś innego: nieustanne poczucie słuszności. W trakcie słuchania wielokrotnie pojawia się myśl: „oczywiście – właśnie tak to powinno brzmieć”. 

Trudno o piękniejszy finał kariery. W świecie pełnym znakomitych nagrań ostatnich sonat Beethovena interpretacja Imogen Cooper zajmuje miejsce szczególne – jako nagranie dojrzałe, głęboko przemyślane i niezwykle poruszające. Bez wątpienia jest to jedna z najważniejszych płyt fortepianowych tego roku. 

Robert Majewski © 2026 

Płyty można posłuchać w serwisie Apple Music.