Ulubionym filmem Pijaczka był „Ludwig”, opiewający postać wspomnianego już króla Ludwika Bawarskiego, budowniczego zamków, wielbiciela i mecenasa Wagnera. (…) Opowiadał, jak zmieniała się twarz Ludwiga, czyli Helmuta Bergera, który ze szczupłego młodzieńca zamieniał się w grubego, zwalistego mężczyznę. Pijaczek niewątpliwie czuł pokrewieństwo z Ludwigiem, jakim go widział Visconti; człowiekiem wbrew woli uwikłanym w sprawy doczesne, wyniosłym samotnikiem żyjącym w świecie marzeń.
Tytułowy bohater tej powieści autorstwa Maciej Sieńczyk (wydanej przez Biblioteka Śląska) może się jawić jako postać pokryta wszelkim brudem; bywa, że odstręcza, lecz jeśli puści się na nią strumień czytelniczej uważności – pod negatywną warstwą, niewykluczone, dostrzeże się coś wartościowego w człowieku, który nie bardzo radzi sobie z życiowymi wyzwaniami.
Jest w Pijaczku ciąg do alkoholu i spędzania czasu z amatorami upijania się. Ale jest też parcie ku książkom, które są jego największym skarbem, nawet jeśli nie ceni wartości materialnych. Jego ulubionym pisarzem jest Witold Gombrowicz; cytuje go, przetwarza, do osób ze swojego otoczenia potrafi zwracać się imionami z dzieł tego pisarza i pstrykać w ucho w duchu „Ferdydurke”. W Pijaczku jest złe traktowanie własnej matki i umiłowanie żartów niskich lotów, lecz również cytaty na każdą okazję i pęd ku muzyce poważnej. Jest w nim porywczość i nieobliczalność zwłaszcza w relacji z kobietami, zarazem boi się odrzucenia, mówi: „(…) jesteś taki sam, jak i ja… taki… sentymentalny człowiek… zagubiony w tym świecie… (…) Ja chcę mieć po prostu święty spokój… i może jeszcze kogoś, kogo mógłbym… kochać”.
Rzecz dzieje się w Polsce latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku – kiedy transformację gospodarczo-polityczno-społeczna jedni umieją wykorzystać, inni przeciwnie, z trudem utrzymują się na powierzchni. Wśród tych drugich zdaje się być na przykład Kołtuniasty „niegroźny, spokojny i mocno uginający się pod brzemieniem tego, co wypił”; pracuje jako kooperator i potrafi opróżnić butelkę wody brzozowej chwilę po zakupie jej w kiosku. Również tytułowy Pijaczek, który w pewnym momencie przyznaje, że na „swoich barkach niesiemy młodość i próbujemy szukać czegoś, czego nie znajdujemy”.
Autor o tych czasach pisze również przez pryzmat telewizyjnego programu kulturalnego „Pegaz”, pirackich kaset, audycji muzycznych Bogusława Kaczyńskiego i Leonarda Bernsteina, meblościanki, gazety erotycznej „Cats” i podłużnego radiomagnetofonu, który jego właściciel traktuje ze „wzruszającą pieczołowitością”. Opowieść o Pijaczku snuje też miksując żartobliwy ton, wzruszenie, pomysłową zabawę słowami – na przykład: „Na tak żyznym podglebiu ujawniły się i zakiełkowały jego szlachetne cechy”, „Atoli podczas”, „niezwyczajną rewerencją oznajmił”, „nie pozostawiało ono w umyśle Pijaczka żadnych twórczych osadów”. I przede wszystkim stara się dostrzec człowieka w człowieku, do czego zdaje się zachęcać również czytających tę powieść.
Gdy brakowało pieniędzy na wino, alternatywą był spacer, najlepiej szlakiem witryn księgarskich. Pijaczek upodobał sobie zwłaszcza jedną, która była dość duża i reprezentatywna, stawał przed nią i zmrużywszy oczy lustrował półki, choć do środka nie wchodził. Kiedy mówiłem: „Chodź już”, odpowiadał: „Czekaj, muszę zobaczyć. O, jest (o książce, która wpadła mu w oko), muszę powiedzieć starej, żeby przyszła… ciekawe, ile kosztuje”.
Rafał Kowalski © 2026
Maciej Sieńczyk, Pijaczek, Biblioteka Śląska, Katowice 2025, ss. 336
