W przerwach między ciężką pracą przy burakach Lewinsonówna kładła się na ziemię i patrzyła w niebo. Dni spędzone na pracy przy grządkach dawały dziewczynie uczucie przynależności do natury, do świata. Tak bliskie obcowanie z przyrodą nie tylko przynosiło jej satysfakcję płynącą z produkcji żywności dla najuboższych, lecz także potwierdzało jej prawo do istnienia i radości, którego odmawiali jej Niemcy. „Czułam, że jestem nierozłączną częścią świata – pisała 21 maja 1942 roku, miesiąc przed rozpoczęciem wielkiej akcji likwidacyjnej – wrośniętą w skorupę ziemską pod olbrzymim, błękitnym kloszem”.

Justyna Majewska w tej książce (wydanej przez Żydowski Instytut Historyczny / Jewish Historical Institute im. Emanuela Ringelbluma w Warszawie) przez tytułowe szczeliny w murze getta warszawskiego stara się dostrzec tam życie. Na to życie składają się głód i zielone oazy pośród piekła, obojętność i pokrywanie koszty pochówku zmarłych za własne pieniądze, strach i spotkania budujące poczucie własnej wartości. Dostrzec człowieka w czas próby jego człowieczeństwa.

Żydowski policjant Stanisław Gombiński, który z narażeniem życia starał się ratować innych, podkreślał, że mieszkańcami getta byli żywi ludzie z krwi i kości. O tym zawsze warto pamiętać, kiedy czyta się na przykład, że według badaczy w marcu 1941 roku w getcie warszawskim przebywało nawet 460 tysięcy osób. W tej liczbie należy dostrzegać pojedynczego człowieka, jakikolwiek znak jego istnienia; nie wiadomo, jak miało na imię trzyletnie dziecko, któremu Regina Wajl chciała zrobić zastrzyk z suterenie jednej z gettowych kamienic, ale wiemy chociaż, że ono w ogóle było.

Autorka stara się to robić, kiedy pisze choćby o tragarzu „ślepym Elim” i handlarce starzyzną „grubej Żydówce”. Oni „zbierali datki na pokrycie kosztów pochówku zmarłych, a kiedy nie byli w stanie uzbierać całej kwoty, dokładali z własnych pieniędzy”. Widzi też pomysłodawcę gettowego gimnazjum Marka Folmana; tam można było się uczyć na przykład języków i historii, słuchać poezji, dyskutować („Rzeczywiście, była to szkoła życia dla młodzieży, która w dniach pogardy łaknęła gorącego tchnienia idei”). Dom Sierot prowadzony przez Stefanię Wilczyńską i Janusza Korczaka, Emanuela Ringelbluma i zainicjowane przez niego gettowe archiwum, czyli bezcenny skarb na skalę światową… Są też inne przykłady, które udowadniają, że człowieka stać też na zrobienie czegoś dobrego.

W książce pojawia się nastoletnia Mary Berg, pisząca, że „na niektórych parapetach kiełkują długie i cienkie łodyżki cebuli, raczej żółte niż zielone”. Bo nawet kawałek zieleni, nawet krzak bzu na podwórku kamienicy przy Siennej 41 pomagały trzymać się życia, dawały względną normalność w nienormalności („Zieleń publiczna lub ta na balkonach i parapetach stwarzała pozory powrotu do codziennego kontaktu z przyrodą”). To razem z takimi postawami, jak te „ślepego Eliego” i „grubej Żydówki” były jeszcze bardziej cenne w obliczu skrępowania gettową przestrzenią w brudzie, hałasie, tłoku. Bycia postrzeganym jako nieakceptowanym społecznie, odrzucanym, odzieranym z godności, prześladowanym, narażonym na śmierć w każdej chwili z głodu lub od kuli z karabinu. Zatarta została nawet intymność śmierci, kiedy zamiast pogrzebu i pochówku musiała często wystarczyć gazeta, którą ktoś litościwie przykrył na ulicy nagie umarłe ciało.

Getto warszawskie zostało wyludnione i zniszczone. Jak pisze Autorka, jego zgliszcza, których nie udało się uprzątnąć, usypane zostały w kopce; stały się one „fundamentem nowego osiedla, osiedla-pomnika, Muranowa takiego, jakim znamy go do dziś”. Dlatego każda taka publikacja, jak ta Justyny Majewskiej, utkana m.in. z dokumentów osobistych, relacji „dnia powszedniego”, jest czymś, dzięki czemu można poszerzyć szczelinę w murze niepamięci. Zwłaszcza w dobie narastających nacjonalizmów, „naprawiania” społeczeństwa poprzez wykluczanie – wobec czego nie można pozostać osobą obojętną.

Przestrzeń była w getcie warszawskim polem walki. Dominującą rolę odgrywali tam Niemcy, ale nie wszystkim Żydom zdołali odebrać ich poczucie sprawczości. Niemcy brutalnie zarządzali podporządkowaną sobie przestrzenią, celowo wywołując w getcie warunki prowadzące do śmierci na skalę masową. Jednak Żydzi, wiedzeni instynktem życia, motywowani wiarą czy przekonaniami ideologicznymi, stawiali temu opór tak długo, jak było to możliwe.

Rafał Kowalski © 2025

Justyna Majewska, Mury i szczeliny. Przestrzenie getta warszawskiego, Wydawnictwo: Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma 2025, ss. 363