Carlo Gesualdo da Venosa: Madrigali a cinque voci Libro IV – „Silenzio mio”
Collegium Vocale Gent, Philippe Herreweghe – direction
PHI, Outhere-Music 2024, LPH043, TT: 43’32”
Madrygały Gesualda to wyjątkowo trudne utwory. Tylko chór z najwyższej półki (i taki sam dyrygent) są w stanie sprostać temu kilkutomowemu dziełu. Takim chórem jest Collegium Vocale Gent prowadzony przez Philppe’a Herreweghe.
Lata 1595 i 1596 można nazwać przełomowymi dla stylu Gesualda. W tym okresie, począwszy od Libro Terzo (Księgi trzeciej), nastąpiła prawdziwa przemiana w sztuce madrygałowej Gesualda. Była ona ściśle związana z innym niż dotychczas doborem tekstów poetyckich. To po raz kolejny pokazuje, jak wielką wagę do tekstów przywiązywał krwiożerczy książę Venosy. Libro Terzo jest pożegnaniem z przeważnie pastoralnymi i eleganckimi wierszami, wykorzystanymi w dwóch pierwszych częściach.
Czy to pożegnanie ma coś wspólnego z krwawą historią Gesualda? Nieszczęścia zaczęły się w 1590 r., kiedy dwudziestoczteroletni Carlo Gesualdo (1566-1613), książę Venosy, odnalazł swoją żonę Donnę Marię d’Avalos w łóżku Fabrizia Carafy, księcia Andrii. Kilka minut później oboje cudzołożnicy leżeli we własnej krwi, zabici przez Gesualda i jego sługi. Prawdziwa zbrodnia w afekcie. Co więcej, Gesualdo wystawił ich okaleczone ciała przed swoim pałacem. Niedługo potem Gesualdo uciekł, bardziej bojąc się zemsty rodziny niż sprawiedliwości.
Masakra nie pozostała niezauważona i znalazła nawet swoje miejsce w poezji. Torquate Tasso, a za nim kilku włoskich poetów, poświęcili tej historii wiele miejsca w swojej twórczości.
Legenda głosi również, że Gesualdo zabił swojego drugiego syna po prostu dlatego, że zwątpił w swoje ojcostwo. Dopełnieniem makabrycznego obrazu jest hipotetyczne morderstwo teścia Gesualda, gdy ten chciał się zemścić. Jednakże w oficjalnych kronikach i relacjach nie ma o tym mowy.
W wyniku tych zawirowań w 1594 roku Gesualdo wyjechał do Ferrary – ważnego centrum kulturalnego w ówczesnych Włoszech. Szczególnie pociągała go sztuka madrygałowa, która przeżywała tam prawdziwy rozkwit. Wdowiec wkrótce znalazł tam nową towarzyszkę życia, Leonarę d’Este, siostrzenicę księcia Alfonsa II. Pobrali się, co samo w sobie jest dość niezwykłe, bo dama musiała wiedzieć o psychotycznej stronie kompozytora.
Oczywiście nie ma jednoznacznych dowodów, że zabójstwo żony i jej kochanka miało na wpływ na kompozycje Gesualda. Jasne jest jednak, że począwszy od III księgi madrygałów (1595) kompozycje stają się mroczniejsze. To muzyka podążająca za tekstami, skrupulatnie dobieranymi przez Gesualda. Zwiększa się ekspresja, kompozycje zyskują na złożoności.
Księga IV (1596) zdaje się być jeszcze bardziej mroczna. Silnie obecny w niej efekt kontrastu jest przewodnikiem po przerażającym, podziemnym świecie z rytuałami śmierci, halucynacjami i burzliwymi poruszeniami duszy.
W tych madrygałach kryje się morze bólu, przemocy i śmierci. Muzycznie ilustrują to ostre jak brzytwa dysonanse i niespokojna chromatyka. Gesualdo stworzył tutaj nową muzykę w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Księga IV stawia wysokie wymagania przed słuchaczem. Aby w pełni ją zrozumieć i przeżyć, trzeba jednocześnie podążać za warstwą słowną i muzyczną.
Chórzyści Collegium Vocale Gent, którzy od lat znani są z wykwintnego brzmienia, idealnie pasują do tego repertuaru. Świadczy o tym nie tylko równowaga pomiędzy poszczególnymi głosami, ale także sposób ich łączenia. Herreweghe nadał chórowi właściwy kierunek, sprawnie prowadząc wokalistów przez meandry skomplikowanych tekstur.
Jestem ogromnym wielbicielem sztuki wykonawczej Philippe’a Herreweghe – starannej i przemyślanej. Będę często wracał do tego albumu.
Robert Majewski © 2024
Płyty można posłuchać na Apple Music.

Przepiękna muzyka, choć w tym wypadku trzeba pilnie oddzielać dzieło od autora.
Recenzja też zgrabna, tylko proszę poprawić passus o morzu bólu. Poza tym bardzo dziękuję za prowadzenie bloga, który jest dla mnie wielkim źródłem muzycznych inspiracji!
PolubieniePolubienie
Dziękuję za zwrócenie uwagi na „morze bólu” i za bardzo miłe słowa uznania. Cieszę się, że mój blog może być źródłem muzycznych inspiracji.
Co do oddzielania dzieła od autora. W przypadku Gesualda, rzeczywiście to często spotykany postulat. Zastanawiałem się nad nim, pisząc ten tekst. Zazwyczaj wystrzegałem się tak jednoznacznych odniesień. Tym razem jednak postanowiłem inaczej. Pewnie dlatego, że pomyślałem, czy gdyby to ja popełnił taki czyn (i byłbym twórcą), to czy wpłynąłby on w jakiś sposób na mnie. Myślę, że jednak tak. Tym bardziej, że oba wydarzenia dzieli niedługi czas.
PolubieniePolubienie